-1
archive,category,category-prawo-autorskie,category-147,theme-stockholm,cookies-not-set,stockholm-core-1.1,woocommerce-no-js,select-child-theme-ver-5.1.8.1573676579,select-theme-ver-5.1.8,ajax_fade,page_not_loaded,menu-animation-underline,popup-menu-fade,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive

Naruszenie uczuć religijnych w działalności artystycznej

Sztuka od początku swoich dziejów ma za zadanie zachwycać, uczyć a niekiedy też – szokować. Próba wskazania wszystkich funkcji, jakie ona pełni, zakończyłaby się fiaskiem. Bezsprzecznie jednak jednym z jej zadań jest niekiedy wzbudzanie kontrowersji. Niejednokrotnie zdarzyło się, że pewna forma działalności artystycznej, zwłaszcza ta odnosząca się do symboliki religijnej, oscylowała na granicy dobrego smaku, a czasem i zachowania zgodnego z prawem. Było tak w przypadku kolektywu MSCHF i tzw. „butów Jezusa” oraz „butów szatana”, gdzie sprawa toczyła się o naruszenie praw autorskich i dobrego imienia marki NIKE. Można jednak znaleźć wiele przykładów ze świata sztuki, w których zarzucano artystom naruszenie dobra osobistego w postaci uczuć religijnych lub ich obrazy na gruncie przepisów Kodeksu karnego. Co może grozić za naruszenie tego dobra i jakie przepisy je regulują? Co jest ważniejsze – swoboda artystyczna czy uczucia religijne? Aby odpowiedzieć na te pytania, zapraszamy do lektury!

Krótko o dobrach osobistych

O dobrach osobistych pisaliśmy już wcześniej, jednak warto pokrótce przypomnieć ich najważniejsze cechy.

Za dobra osobiste powszechnie uznaje się chronione przez prawo „wartości niematerialne bezpośrednio dotyczące człowieka, jemu właściwe i z nim związane”[1]. Charakteryzują się niezbywalnością i nieprzenoszalnością, a ponieważ ze swojej natury są ściśle powiązane z daną jednostką (osobą fizyczną, osobą prawną, a nawet tzw. „ułomną osobą prawną”), wygasają wraz z jej śmiercią lub rozwiązaniem. Najważniejsze kwestie z zakresu dóbr osobistych regulują art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego (kc). Pierwszy z nich wymienia przykładowy katalog dóbr osobistych podlegających ochronie (zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska). Ze względu na otwartość tego katalogu i różnorodność dóbr osobistych, także formy naruszeń tych dóbr mogą być różne.

Jednym z przykładów jest zniesławienie – o tym przestępstwie w Internecie oraz o jego skutkach prawnych można przeczytać tu. Artykuł 24 statuuje zaś skutki odpowiedzialności cywilnej, którą można ponieść za naruszenie jakiegokolwiek z dóbr. Bowiem:

„§  1. Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

2. Jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.

3. Przepisy powyższe nie uchybiają uprawnieniom przewidzianym w innych przepisach, w szczególności w prawie autorskim oraz w prawie wynalazczym.”

Powyższy przepis pokazuje, że nie warto ryzykować naruszenia dóbr osobistych, zwłaszcza, że kwoty wydawane w ramach zadośćuczynienia mogą być naprawdę wysokie. W ekstremalnych przypadkach, takich np. jak sprawa wizerunku „zdziwionego Jezusa” w tygodniku „NIE” z 2013 r., kary pieniężne mogą sięgać nawet 120 000 zł.[2]

 

Uczucia religijne jako dobro osobiste

Przykładowe definicje „uczuć religijnych” można odnaleźć w doktrynie i orzecznictwie. Sąd Najwyższy w wyroku z 6 kwietnia 2004 r. (sygn. akt I CK 484/03) stwierdził, że: „Można je określić jako stan psychiczny, którego istotę stanowi ustosunkowanie się wewnętrzne do przeszłych, obecnych i przyszłych zdarzeń, bezpośrednio lub pośrednio związanych z religią jako formą świadomości społecznej, obejmującej wierzenia dotyczące sensu i celu istnienia człowieka, ludzkości i świata”. Trybunał Konstytucyjny natomiast w orzeczeniu z 7 czerwca 1994 r. (sygn. KK 17/93 OTK 1994, cz. I, poz. 11, s. 90) wspomniał, że: „uczucia religijne ze względu na ich charakter podlegają szczególnej ochronie prawa. Bezpośrednio powiązane są bowiem z wolnością sumienia i wyznania, stanowiącą wartość konstytucyjną”. Czy jednak stanowi to o wliczeniu ich w poczet otwartego katalogu dóbr osobistych?

Część przedstawicieli doktryny wyraźnie wlicza uczucia religijne do kategorii dóbr osobistych (tak np. prof. Jędrejek, mec. Szymański[3]). Czasem uczucia religijne uznaje się za element „swobody sumienia”[4], która została wymieniona w art. 23 jako przykład dobra osobistego.

Niemniej w orzecznictwie wskazano wielokrotnie, że aby dane działanie rzeczywiście zagrażało lub godziło w uczucia religijne (lub szerzej w wolność sumienia): „musi być ono wymierzone bezpośrednio przeciwko osobie ubiegającej się o udzielenie jej ochrony. Dla ustalenia naruszenia dobra osobistego, jako dobra indywidualnego, nierozerwalnie związanego z konkretną osobą, konieczne jest bowiem stwierdzenie bezprawnego zachowania się podmiotu dobro to naruszającego, dającego się zindywidualizować́ przeciwko osobie ubiegającej się o udzielenie jej ochrony[5].

Oznacza to, że dobra osobistego nie będzie naruszać zachowanie ogólne, nienakierowane na indywidualną jednostkę. W teorii zatem artyści, którzy chcą trafić swoimi dziełami do mas, nie mając na myśli konkretnej osoby, nie powinni zostać uznani za naruszycieli. Jednakże, przed wysnuciem takiej konkluzji warto jeszcze przyjrzeć się drugiej stronie medalu, tzn. odpowiedzialności karnej za obrazę uczuć religijnych.

 

Uczucia religijne jako przedmiot ochrony art. 196 Kodeksu karnego

Zgodnie z treścią art. 196 kk:

„Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Co istotne, znaczna część doktryny wyklucza włączenie w zakres pojęcia „uczucia religijne”  uczuć areligijnych, ateistycznych.[6] Natomiast wśród elementów religii samej w sobie można , oprócz samych uczuć religijnych, wyróżnić takie składniki, jak np.: „określone sposoby zachowania się (np. obrzędy), specyficzną mowę (mowa religijna, sakralna) oraz zespół pewnych poglądów (credo)”.[7] E. Kruczoń w celu zdefiniowania strony przedmiotowej przestępstwa obrazy uczuć religijnych, wymienia cechy charakterystyczne tego czynu zabronionego. Obraza uczuć religijnych stanowi występek z kategorii przestępstw materialnych (inaczej skutkowych, co oznacza, że aby doszło do jego popełnienia, musi zaistnieć czyn oraz określony jego skutek). Brak jest w doktrynie jednoznacznego rozstrzygnięcia, czy określenie „innych osób” rzeczywiście wymaga obrazy uczuć przynajmniej dwojga ludzi. Autor ten wskazuje, że poprzez „obrazę” rozumieć należy takie zachowania sprawcy, które odbiera się za poniżające lub obelżywe, oceniane na podstawie przesłanek negatywnych, przy uwzględnieniu przekonań panujących w określonym kręgu kulturowym pokrzywdzonego.

Ponieważ charakterem przestępstwo obrazy uczuć religijnych odpowiada poniekąd znieważeniu z art. 216 kk, wśród jego form można wyróżnić m.in. obrazę słowną (np. wypowiedź), pisemną (np. druki) czy wizualną (wizerunek, rysunek, obraz, reklama itp.). Na dane działanie patrzeć trzeba przez modelowy pryzmat przeciętnego członka określonej grupy wyznaniowej. Ważne też, by zachowanie takie miało charakter publiczny oraz umyślny.

Za kluczowe kryterium przyjmuje się „przeciętne poczucie wrażliwości”, które jest niezbędne w ocenie różnorodnych działań podejmowanych w demokratycznym państwie prawnym, funkcjonującym w oparciu o pluralizm światopoglądowy. Ta perspektywa bywa pomocna w odróżnieniu zachowań balansujących na granicy wolności słowa i prowokacji.[8] Jednocześnie w kontekście sztuki odwołanie się do ocen ludzi wykształconych i wyrażających zainteresowanie sztuką uznaje się przez niektórych za właściwsze niż badanie ocen społecznych, nawet jeśli są one przeważające.[9] Da się również znaleźć głosy w doktrynie (choć nie bezsprzeczne), że art. 73 Konstytucji, stanowiący, iż:

„Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury” –

– wyznacza pewien kontratyp pozaustawowy, czyli okoliczność wyłączającą bezprawność danego czynu. Ponieważ bezprawność to konieczna przesłanka przestępstwa, działanie pozbawione tej cechy nie stanowi czynu zabronionego i jest zgodne z prawem.[10]

 

„Sławne” przypadki

Jeden z najsłynniejszych polskich procesów o obrazę uczuć religijnych w środowisku artystycznym wytoczono przeciw Dorocie Nieznalskiej, autorce kontrowersyjnej według niektórych pracy „Pasja”. Była to instalacja składająca się z filmu wideo, na którym ukazano mężczyznę ćwiczącego na siłowni i metalowy krzyż z wkomponowaną fotografią męskich genitaliów. Premiera wystawy miała miejsce w styczniu 2001 r. w gdańskiej galerii „Wyspa Progress”, a chwilę przed jej zamknięciem reportaż dotyczący instalacji ukazał się na kanale TVN. To właśnie ten materiał stał się punktem zapalnym całej historii, gdyż po zamknięciu wystawy część lokalnych parafian zawiadomiła o rzekomym popełnieniu przestępstwa przez artystkę. Proces w pierwszej instancji zakończył się w 2002 r. rozstrzygnięciem, że Nieznalska była winna zarzucanego jej czynu, co poskutkować miało ograniczeniem wolności i dwudziestoma godzinami prac społecznych. Autorka instalacji została prawomocnie uniewinniona po 8 latach od wydania pierwszego werdyktu. Sąd uniewinniający stwierdził, że aby obrazić uczucia religijne, potrzebna jest celowość takiego działania, a nie zamiar ewentualny[11], co poniekąd pokrywa się z interpretacją przepisów dotyczących ochrony dóbr osobistych.

Niemniej, nie zawsze sprawy artystów dotyczące obrazy uczuć religijnych kończą się uniewinnieniem. Przykładem tego jest piosenkarka Dorota Rabczewska, którą sąd ukarał grzywną w wysokości 5000 zł za wypowiedź z 2011 r. odnoszącą się do Biblii, w której uznała, że bardziej wierzy w odkrycia naukowe niż, cytując, w Biblię napisaną przez „faceta naprutego winem i palącego jakieś zioła”. Co ciekawe, piosenkarka odmówiła zapłaty kary i wniosła pozew do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (skarga nr 8257/13) o naruszenie przez Polskę jej prawa do wolności wyrażania opinii (art. 10 EKPC). Rozstrzygnięcie ETPCz w przedmiotowej sprawie do tej pory jeszcze nie zapadło.[12]

Z drugiej strony żadnych prawnych konsekwencji nie poniósł wokalista zespołu Behemot Adam „Nergal” Darski, który w 2008 r. podczas koncertu podarł Biblię, niewątpliwie stanowiącą przedmiot czci religijnej z art 196 kk. Postępowanie przygotowawcze zostało w tej sprawie umorzone, gdyż pokrzywdzona była tylko jedna osoba, a próby odnalezienia za pomocą prasy więcej obrażonych zakończyła się niepowodzeniem. Prokuratura w tym przypadku przychyliła się do literalnej interpretacji art. 196 kk i uznała, że wymagana jest mnoga liczba pokrzywdzonych, by doszło do popełnienia przestępstwa.[13]

W odniesieniu stricte do naruszenia dóbr osobistych a nie obrazy uczuć religijnych na gruncie art. 196 kk, zdaniem Sądu Najwyższego publiczne prezentowanie i rozpowszechnianie utworu plastycznego o treści antyreligijnej (a nawet obrazoburczej) nie stanowi naruszenia swobody sumienia.[14] Choć w odczuciu niektórych osób pewne formy publicznej ekspresji mogą wzbudzać dyskomfort i zostać uznane za niezgodne z moralnością, w wielu przypadkach nie są niezgodne z prawem, nawet jeśli wydaje się, że obrażają uczucia religijne. Nie oznacza to automatycznego naruszenia dóbr osobistych, przede wszystkim ze względu na kierowanie tych działań do nieoznaczonego lub do oznaczonego rodzajowo kręgu odbiorców, a nie na konkretną jednostkę.

To właśnie zindywidualizowanie odbiorcy jest jedną z kluczowych przesłanek naruszenia każdego dobra osobistego. Jak komentują K. Osajda i W. Borysiak: „Naruszenie musi odnosić się do oznaczonego lub dającego się oznaczyć podmiotu prawa, a powód musi wykazać, że jest osobą, której dobra osobiste naruszono. Jeżeli więc dane działanie nie jest wymierzone przeciwko konkretnej osobie, nie dochodzi do naruszenia jej dóbr osobistych”.[15]

 

Należy pamiętać, że po drugiej stronie szali naprzeciw obrazy uczuć religijnych znajduje się swoboda wypowiedzi artystycznej i ekspresji twórczej. Wydaje się, że na razie znaczna część orzeczeń sądowych stoi na ich straży. Jak w 2017 r. podkreśliła specjalistka z zakresu prawa karnego, dr Anna Demenko: „Na razie w Polsce nie doszło do prawomocnego skazania artysty w związku z działalnością artystyczną. Ale to nie cenzura sądowa, kodeks karny czy cywilny jest największym problemem. Najgroźniejsze są naciski personalno-finansowe, mechanizmy instytucjonalne, np. obcinanie dotacji”.[16] Stąd to wcale nie grzywny i prawomocne wyroki są największym zagrożeniem dla wolności wypowiedzi artystycznej. Chociaż obecnie funkcjonujące przepisy bardziej przemawiają na korzyść artystów, niż osób, których uczucia religijnie potencjalnie obrażono, praktyka jest różna, czego dowodzą przedstawione na przestrzeni wpisu przypadki.

 

Photo by Marcus Ganahl on Unsplash
[1] M. Romańska, Dobra osobiste i ich ochrona, Warszawa 2020, Legalis.
[2] Oko.Press: https://oko.press/zdziwiony-jezus-urbana-to-nic-mocne-przyklady-sztuki-oskarzanej-o-obrazanie-uczuc-religijnych/ [dostęp: 6.05.2022 r.].
[3] G. Jędrejek, T. Szymański, Prawna ochrona uczuć religijnych w Polsce (Próba oceny dotychczasowych rozwiązań, czyli o rozdźwięku pomiędzy literą prawa a jego aplikacją), „Studia z Prawa Wyznaniowego” Tom V/2002, s. 171.
[4] Zob. np. wyrok SN z dnia 20 września 2013 r., sygn. akt II CSK 1/13.
[5] Ibidem.
[6] Zob. np. A. Wąsek, Przestępstwa przeciwko przekonaniom religijnym de lege lata i de lege ferenda, „Państwo i Prawo”, nr 7/1995, s. 37–38.
[7] Zob. E. Kruczoń, Przestępstwo obrazy uczuć religijnych, „Prokuratura i Prawo” 2/2011, s. 3.
[8] Zob. Ibidem, s. 5-9.
[9] Zob. J. Warylewski, Pasja czy obraza uczuć religijnych? Spór wokół art. 196 Kodeksu karnego, (w:) L. Leszczyński, E. Skrętowicz, Z. Hołda (red.), W kręgu teorii i praktyki prawa karnego. Księga poświęcona pamięci Profesora Andrzeja Wąska, Lublin 2005, s. 8.
[10] Zob. np. M. Mozgawa (red.), Prawnokarne aspekty wolności. Materiały z konferencji, Arłamów, 16–18 maja 2005 r., Kraków 2006, s. 302–304.
[11] Zob. Oko.press…
[12] Zob. ETPCz: pięć godnych uwagi spraw przeciwko Polsce, które oczekują na wyrok, Biuletyn Informacji Publicznej, rządowa strona Rzecznika Praw Obywatelskich: https://bip.brpo.gov.pl/sites/default/files/%2FETPCz%20-%20pi%C4%99%C4%87%20godnych%20uwagi%20spraw%20z%20Polski%2C%20kt%C3%B3re%20oczekuj%C4%85%20na%20wyrok.docx.
[13] E. Kruczoń, Przestępstwo…, s. 6.
[14] Zob. Wyrok SN z 12.6.2002 r., III CKN 618/00, OSNC 2003, Nr 6, poz. 84.
[15] Zob. Kodeks cywilny. Komentarz 2021, wyd. 29 red. prof. dr hab. Konrad Osajda, dr Witold Borysiak, Legalis.
[16] Zob. Oko.press…

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

Różne oblicza plagiatu, czyli nieoryginalne wykorzystanie elementów cudzego utworu

Jakie jest pierwsze skojarzenie na dźwięk słowa „plagiat”? W powszechnym tego słowa rozumieniu jest to skopiowanie czyjegoś tekstu i podpisanie go własnym nazwiskiem. To właśnie system antyplagiatowy jest jednym z największych koszmarów studentów, gdyż decyduje o dalszym losie dysertacji (nie zawsze słusznie). Co jednak, jeśli okaże się, że przestępstwo plagiatowania występuje również w innego rodzaju utworach, nie tylko tych związanych z powszechnie rozumianą tekstualnością? Czy możliwe jest, że tworząc cover, inspirując się kadrami z hollywoodzkiego klasyka we własnym filmie czy projektując dom narazimy się na zarzut plagiatu? Aby poznać odpowiedzi, zapraszamy do lektury!

Krótko o samym plagiacie

O plagiacie zdarzyło nam się pisać już wcześniej tu. W ramach krótkiego przypomnienia warto wspomnieć, że żadna ze znanych prawu polskiemu ustaw nie definiuje pojęcia „plagiatu”. Pośrednio definicję taką zawiera art. 115 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej jako “PrAut“) penalizując czyn polegający na przywłaszczeniu sobie autorstwa lub wprowadzeniu w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania.

Plagiat podzielić można na:

  • plagiat jawny
  • plagiat ukryty

W pierwszym przypadku dochodzi do niego, gdy przejmuje się cudzy utwór lub artystyczne wykonanie w postaci niezmienionej albo zmienionej w minimalnym stopniu, np. poprzez przestawienie szyku zdań czy zastosowanie synonimów. Drugi przykład odnosi się do sytuacji, kiedy plagiatujący modyfikuje części dzieła pierwotnego w taki sposób, by przypisać sobie autorstwo splagiatowanego dzieła – może być to przypadek powstania utworu zależnego, w którym naruszyciel używa fragmentów utworu pierwotnego bez podania ich autora oraz źródła, jednocześnie dodając swoje własne elementy.[1] Przez takie działanie plagiat ukryty jest trudniejszy do wykrycia niż plagiat jawny.

Plagiatem nie jest twórczość równoległa, kiedy kilka osób jednocześnie wpadnie na ten sam pomysł i wykonanie, plagiat musi być bowiem świadomy i zamierzony.

Nie ma ustalonej określonej formy, w której musi dojść do popełnia przestępstwa plagiatu. Jedynym istotnym wymogiem jest, by działanie sprawcy świadczyło o jego woli traktowania cudzego utworu jak pochodzącego od niego.

 

Plagiat w muzyce

Szerzej o zjawisku plagiatu w muzyce, samplingu i prawie cytatu pisaliśmy tu. Warto jednak krótko przypomnieć ten temat, by pokazać jego wielowymiarowość. Aby ustalić, w jakich przypadkach dochodzi do plagiatu utworu muzycznego, należy wpierw określić, które jego elementy podlegają ochronie prawnoautorskiej. Co ważne, sam utwór muzyczny, chroniony na gruncie art. 1 ust. 1 PrAut, musi być odróżniony od artystycznego jego wykonania, które stanowi autonomiczne dobro prawne określone w art. 85 PrAut.[2]

 

Art. 1. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

2. W szczególności przedmiotem prawa autorskiego są utwory: (…) muzyczne i słowno-muzyczne; sceniczne, sceniczno-muzyczne, choreograficzne i pantomimiczne; audiowizualne (w tym filmowe).

21. Ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia; nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne.

3. Utwór jest przedmiotem prawa autorskiego od chwili ustalenia, chociażby miał postać nieukończoną.

4. Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.”

 

Art. 85. 1. Każde artystyczne wykonanie utworu lub dzieła sztuki ludowej pozostaje pod ochroną niezależnie od jego wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.

2. Artystycznymi wykonaniami, w rozumieniu ust. 1, są w szczególności: działania aktorów, recytatorów, dyrygentów, instrumentalistów, wokalistów, tancerzy i mimów oraz innych osób w sposób twórczy przyczyniających się do powstania wykonania.”

 

Specyfika dzieła muzycznego jako utworu polega na tym, że nie wszystkie jego elementy są chronione przez prawo autorskie, w szczególności nie są to aspekty takie jak: dynamika, agogika czy artykulacja, ze względu na ich akcesoryjny charakter względem melodii. Z reguły również nie jest przyznawana ochrona prawnoautorska harmonii (czyli budowie i łączeniu akordów) i rytmowi, z racji istnienia w praktyce sprawdzonych już sekwencji i schematów. Od zasady tej oczywiście są wyjątki – gdy uda się udowodnić oryginalność i indywidualność danej harmonii lub rytmu, możliwa byłaby ich ochrona.[3]

W konsekwencji główną, bezsprzecznie podlegającą prawnej ochronie częścią utworu muzycznego jest jego melodia, rozumiana powszechnie jako ten element, który opisuje „ustalone następstwo wysokości dźwięków o określonym czasie trwania”[4] i jednocześnie tę część składową muzyki, która stanowi osobiste piętno kompozytora[5].

 

Kiedy zatem może dojść do splagiatowania melodii?

W odniesieniu do całości utworu, jakim jest piosenka, dojść może zarówno do splagiatowania słów, jak i melodii. W drugim przypadku ryzykiem bycia oskarżonym o plagiat obarczone będzie przypisanie sobie autorstwa całości bądź fragmentu stworzonej przez kogoś innego linii melodycznej. Nie zawsze jest to jednak oczywiste, gdyż muzyka opiera się na łączeniu ze sobą istniejących dźwięków, przez co bardzo często może dojść do łudząco podobnego bądź identycznego brzmienia melodii w różnych utworach. To zaś niekoniecznie będzie od razu plagiatem. Zdaniem A. Sewerynik być chroniony prawem autorskim, a zatem podlegać możliwości splagiatowania, może tylko taki fragment melodii, który jest zamkniętą „myślą muzyczną”, rozpoznawalną przez innych jako oryginalna, indywidualna i twórcza.[6]

 

Czy stworzenie coveru stanowi plagiat?

Zasadniczo nie. Jak zostało podkreślone wcześniej, innym dobrem chronionym jest utwór, a innym artystyczne wykonanie. Prawa artystów wykonawców są inne od praw autorów. Zatem patrząc od strony artystycznego wykonania, nie ma możliwości powtórzenia go w identyczny sposób. Dlatego też zaśpiewanie własnej wersji piosenki czy tym bardziej zagranie jej jest legalne z perspektywy artystycznych wykonań, choć oczywiście konieczne jest wskazanie tytułu i wykonawcy coverowanego kawałka, by nie narazić się na zarzut przypisania sobie autorstwa cudzego utworu (plagiatu). Będzie to tzw. transkrypcja muzyczna. 

Czasami mianem coverów nazywa się również instrumentację (czyli przeniesienie partii danego instrumentu na „pokrewny” instrument, np. fortepianu na gitarę) a także aranżację (czyli zmiana stylu piosenki przejawiająca się w zmianie melodii, rytmu, harmonii czy faktury, np. muzyka poważna na disco). W obu tych przypadkach może dojść do powstania opracowania, gdy cover zawiera elementy twórcze. To zaś oznacza konieczność uzyskania zgody twórcy pierwotnego utworu, gdy chcemy z covera korzystać lub rozporządzać nim – chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły  (art. 2 PrAut.).

 

Plagiat w filmie

Oskarżenia o plagiat w świecie Hollywood to chleb powszedni. Zasada jest taka, że im sławniejszy i bogatszy jest dany reżyser, tym więcej zarzutów otrzyma – w końcu czego ludzie nie są zdolni zrobić, jeśli istnieje choć drobna szansa na uzyskanie korzyści finansowych w ramach ewentualnej ugody ze strachu przed pozwem?

Spora część tych oskarżeń nie ma niemniej żadnych podstaw. Plagiat w przypadku dzieła audiowizualnego, jakim jest film, może powstać w odniesieniu do całości utworu, jak i do jego części: scenariusza, scenografii, kadrów, ścieżki dźwiękowej itp. Film bowiem, zgodnie z art. 4 ustawy o kinematografii:

„jest utworem dowolnej długości, w tym utworem dokumentalnym lub animowanym, złożonym z serii następujących po sobie obrazów z dźwiękiem lub bez dźwięku, utrwalonych na jakimkolwiek nośniku umożliwiającym wielokrotne odtwarzanie, wywołujących wrażenie ruchu i składających się na oryginalną całość, wyrażającą akcję (treść) w indywidualnej formie, a ponadto, z wyjątkiem utworów dokumentalnych i animowanych, przewidzianym do wyświetlania w kinie jako pierwszym polu eksploatacji w rozumieniu przepisów o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Filmem jest również utwór, który z powodu okoliczności niezawinionych nie został wyświetlony w kinie”.

Jako, że PrAut nie podaje definicji utworu audiowizualnego, ustawa o kinematografii pomaga w takiej kategoryzacji pojęcia filmu i przesądza o stosowaniu w stosunku do niego przepisów o utworze audiowizualnym z PrAut. Tak jak plagiat w podstawowej formie, w przemyśle filmowym może on przybrać postać plagiatu jawnego oraz plagiatu ukrytego, polegającego na wprowadzeniu takich zmian, by wprowadzić odbiorcę w błąd co do autorstwa danego filmu.[7]

 

W przypadku filmów, w szczególny sposób przedstawia się specyfika utworu inspirowanego. Zgodnie z art. 2 ust. 4 PrAut za opracowanie nie uważa się utworu powstałego w wyniku inspiracji. Utwór inspirowany, w przeciwieństwie do zależnego, jest utworem samoistnym. Oczywiście autorowi przysługuje osobne prawo autorskie. Granica między utworem zależnym a inspirowanym polega na wielkości wkładu twórczego wniesionego przez twórcę utworu późniejszego. Utwór pierwotny dla inspirowanego stanowi jedynie „naukową zachętę, podnietę do jego stworzenia”[8]. Ciekawym rodzajem plagiatu, autonomicznym niejako dla utworu filmowego, jest plagiat adaptacyjny, polegający na „bezprawnym i nieoznaczonym opracowaniu cudzego dzieła w formie przekładu, adaptacji filmowej”[9], a zatem na przeniesieniu utworu na inną formę bez zgody twórcy dzieła pierwotnego, co może być widoczne przy adaptacji filmowej stworzonej na podstawie książki.

W praktyce rozróżnienie granicy między opracowaniem a inspiracją bywa bardzo trudne, zwłaszcza w przypadku utworów filmowych. Dobrym przykładem jest film autorstwa S. Leone pt. „Za garść dolarów”, który po światowym sukcesie został przez wielu okrzyknięty mianem plagiatu „Straży przybocznej” A. Kurosawy. Różnica polegała głównie na zmianie samurajów na rewolwerowców i przeniesieniu akcji na Dziki Zachód. Sprawa jednak zakończyła się, jak w większości przypadków zza ekranowych kulis, ugodą, stąd bardzo często nie dane jest nam, prawnikom, poznać potencjalne rozstrzygnięcia sądów w filmowych sporach, które mogłyby okazać się ciekawym materiałem poznawczym dla rozgraniczenia utworu inspirowanego i opracowania.[10]

 

Plagiat w architekturze

Ciężko jest wyobrazić sobie utwór, który ma więcej aspektów uwarunkowanych techniką, niż utwór architektoniczny (wymieniony wyraźnie w katalogu utworów w art. 2 ust. 1 pkt 6 PrAut). Niekiedy również i prawo (zwłaszcza budowlane) narzuca wymogi, które nie mogą zostać zaimplementowane w inny, niż wynika to z przepisów sposób. Istotne jest, że ponieważ utwór może zostać ustalony niezależnie od postaci, to utwór architektoniczny podlega ochronie prawnoautorskiej nie tylko, gdy został wybudowany, ale również na etapie szkicu czy rysunku. Co warto podkreślić, splagiatować nie można schematów, uniwersalnych rozwiązań czy powtarzalnych wzorów, a więc odnalezienie plagiatu w architekturze może być trudniejsze, aniżeli w innych formach utworów.[11]

Dodatkową trudność sprawia również odpowiedź na pytanie, czy dopasowanie pewnych twórczych rozwiązań architektonicznych w swoim projekcie budowlanym stanowi już plagiat, czy jest jedynie efektem mieszczenia się w pewnym artystycznym nurcie, wyrazem obecnie panującej mody, a zatem – inspiracją.[12]

 

Z pewnością jednak plagiatem w przypadku utworu architektonicznego będzie przywłaszczenie sobie autorstwa cudzego projektu i przekazanie go innemu podmiotowi do wykonania. W przypadku innych spraw dotyczących potencjalnej możliwości popełnienia plagiatu niestety ciężko jest znaleźć przypadki, kiedy pozwanie twórcy budynku rzekomo będącego plagiatem okazało się skuteczne – w większości przypadków twórcy ci sami wycofują swoje projekty lub autorzy wcześniejszych obiektów zdają sobie sprawę, że udowodnienie identyczności obu utworów architektonicznych będzie trudne lub wręcz niemożliwe.

Jeśli chcesz poznać sposoby ochrony innych dóbr architekta-twórcy, zerknij tu. O tym, jak pomagamy chronić utwór architektoniczny, więcej dowiesz się tu.

 

Plagiat w reklamie

Zgodnie z art. 4 pkt. 17 ustawy o radiofonii i telewizji:

„reklamą jest przekaz handlowy, pochodzący od podmiotu publicznego lub prywatnego, w związku z jego działalnością gospodarczą lub zawodową, zmierzający do promocji sprzedaży lub odpłatnego korzystania z towarów lub usług; reklamą jest także autopromocja”.

Niemniej, jeśli reklama nosi cechy utworu, tj. jest działalnością twórczą o indywidualnym i oryginalnym charakterze, wówczas stanowi przedmiot ochrony prawnoautorskiej. Za oryginalne jej elementy można uznać m.in.:

Dyskusyjnym przykładem jest idea, gdyż z jednej strony pomysły zostały wyraźnie wyłączone ustawowo z ochrony prawnoautorskiej, lecz z drugiej skoro Sąd Najwyższy przyznał ochronę koncepcji biznesowej[13], dlaczego podobnej konstrukcji ochronnej nie miałaby podlegać koncepcja reklamowa? Orzeczenie SN spotkało się jednak z krytyką doktryny, w związku z czym temat ochrony idei w odniesieniu do reklamy pozostaje otwarty.[14]

 

Bezsprzecznie w każdym razie kradzież cudzej własności intelektualnej w formie plagiatu jest możliwa w stosunku do pozostałych, wyżej wymienionych części reklamy. Jednakże, w przypadku elementów przekazu reklamowego bardziej pomocne, aniżeli prawo autorskie, okazują się niekiedy inne akty prawne, np. ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (uznk) czy prawo własności przemysłowej (pwp). Specyfikę tę można opisać na przykładzie sloganu. Zdaniem A. Przybyło: „Linia orzecznicza sądów idzie w kierunku odmawiania krótkim hasłom cech działalności twórczej, co wydaje się o tyle uzasadnione, że odciśnięcie osobistego piętna autora przy tak wąskim polu wyrażenia artyzmu jest trudne”[15]. W związku z tym chcąc uniknąć sporów podobnych do tych, jakie działy się między markami Food Care (producent napoju Frugo) i Maspex (producent napoju Life)[16], warto przemyśleć rejestrację części składowych reklamy, takich np. jak slogan czy postać fikcyjna, jako znak towarowy, gdyż daje to mnóstwo wymiernych korzyści, o których pisaliśmy tu. Dla podobnych spraw dotyczących reklamy pomocny może okazać się również zakaz konkurencji pasożytniczej wyrażony w art. 16 ust. 3 pkt 7 uznk, zakazujący wykorzystania w nieuczciwy sposób renomy znaku towarowego, oznaczenia przedsiębiorstwa lub innego oznaczenia odróżniającego konkurenta ani też chronionego oznaczenia geograficznego lub chronionej nazwy pochodzenia produktów konkurencyjnych. Zobacz, jak chronimy twórców reklam.

 

Wracając do plagiatu …

 

Plagiat – odpowiedzialność cywilna i karna

Odpowiedzialność za naruszenie praw autorskich w postaci plagiatu określona została na dwóch płaszczyznach: cywilnej oraz karnej.

Roszczenia w przypadku odpowiedzialności cywilnej należy rozróżnić w zależności od naruszenia autorskich praw osobistych i autorskich praw majątkowych.

Zgodnie z art. 78 ust. 1 PrAut twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały naruszone, może domagać się łącznie:

  • roszczeń majątkowych: roszczenia o zadośćuczynienie lub o zapłatę odpowiedniej sumy na wskazany prze twórcę cel społeczny,
  • roszczeń niemajątkowych: roszczenia o zaniechanie działań naruszających autorskie prawa osobiste lub o usunięcie skutków naruszenia, w szczególności o złożenie publicznego oświadczenia o odpowiedniej treści i formie.

Katalog tych roszczeń pozostaje niemal identyczny ze wskazanym na gruncie art. 24 kc, odnoszącym się do naruszenia dóbr osobistych. Nie powinno to dziwić, gdyż „twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska” pozostają wymienione jako przykłady dóbr osobistych w art. 23 kc, a zatem pozostają pod podwójną ochroną zarówno przepisów prawa autorskiego jak i prawa cywilnego.

Poszkodowany naruszeniem autorskich praw majątkowych zgodnie z art. 79 ust. 1 PrAut może kumulatywnie żądać:

  • zaniechania naruszania;
  • usunięcia skutków naruszenia;
  • naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych albo poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu;
  • wydania uzyskanych korzyści;
  • jednokrotnego albo wielokrotnego ogłoszenia w prasie oświadczenia o odpowiedniej treści i formie lub podania do publicznej wiadomości części albo całości orzeczenia sądu wydanego w rozpatrywanej sprawie, w sposób i w zakresie określonym przez sąd.

O odpowiedzialności karnej za popełnienie plagiatu przesądza wspomniany już art. 115 PrAut:

„Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.

2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie.

3. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w inny sposób niż określony w ust. 1 lub 2 narusza cudze prawa autorskie lub prawa pokrewne albo nie wykonuje obowiązków odpowiednich opłat dla twórców, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Jak widać – cena za bezprawne kopiowanie cudzej treści jest wysoka, a gra niewarta świeczki.

 

Wyżej wymieniony wytwór Twojego intelektu został naruszony przez plagiat i nie wiesz, co powinieneś/aś z tym zrobić? A może jakieś inne Twoje dobro niematerialne padło ofiarą oszukańczego zachowania innej osoby i wydaje się, że może być kwalifikowane jako przestępstwo plagiatowania? Mamy wieloletnie doświadczenie w doradzaniu naszym klientom w sprawach cywilnych i karnych naruszania praw własności intelektualnej, dlatego nie wahaj się – napisz do nas już dziś.

 

[1] Zob. Art. 115 PrAut red. Michalak 2019, wyd. 1/Daśko.
[2] Zob. P. Sztern, The voice of plagiarism. Metody stwierdzania naruszeń praw autorskich do utworów muzycznych  [w:] Wieloaspektowość pojęcia plagiatu red. P. Jędrysiak, Warszawa 2021.
[3] Zob. D. Światkowski, Czy utwór muzyczny może się jeszcze obronić przed plagiatem? Prawne i muzyczne aspekty zjawiska [w:] Wieloaspektowość…
[4] A. Sewerynik, Utwór muzyczny jako przedmiot prawa autorskiego, Warszawa 2020, Legalis.
[5] D. Światkowski, Czy…
[6] http://prawomuzyki.sewerynik.pl/2013/09/02/sprawdzanie-plagiatu-melodia/ [dostęp: 20.04.2022 r.].
[7] Zob. K. Obara, Złodzieje fabuły – plagiat ukryty w utworze filmowym [w:] Wieloaspektowość…
[8] SPP T. 13, red. Barta/Barta, Markiewicz, Matlak, Niewęgłowski, Późniak-Niedzielska.
[9] J. Skrzypczak, Plagiat dzieł naukowych, „Środkowoeuropejskie Studia Polityczne”, Poznań 2014, s. 220.
[10] Zob. K. Obara, Złodzieje…
[11] Zob. M. Kwella, Plagiat czy inspiracja? Analiza zjawiska i granic plagiatu w architekturze [w:] Wieloaspektowość…
[12] Ibidem.
[13] Wyrok SN z dnia 3 grudnia 2017 r., sygn. akt II CSK 400/16.
[14] Zob. A. Przybyło, Plagiat w reklamie [w:] Wieloaspektowość…
[15] Ibidem, s. 74.
[16] Zob. np. https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/618768,frugo-kontra-life-final-w-sadzie.html [dostęp: 19.04.2022 r.].

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

Czy „Data Act” pomoże branży inżynierii danych? Rzecz o Sztucznej Inteligencji. Część III: przebudzenie (sprawiedliwej) mocy danych.

Zrównoważona gospodarka cyfrowa oparta na wartościach, redukcja wykluczenia cyfrowego i powszechny dostęp do danych to priorytety Europejskiej Strategii z zakresie Danych, której częścią jest ogłoszony niedawno przez Komisję Europejską projekt Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady zwanego Data Act. Zdaniem unijnego projektodawcy, odblokowanie potencjału danych w gospodarce ma przyczynić się do rozkwitu nowoczesnej, acz sprawiedliwej ekonomii, a także wspierać ma zieloną transformację.

 

W dniu 23 lutego 2022 r. Komisja Europejska opublikowała projekt Rozporządzenia PE i Rady w sprawie zharmonizowanych zasad dotyczących sprawiedliwego dostępu do danych i ich użycia (tzw. Data Act)[1], który wraz projektem Rozporządzenia w sprawie zarządzania danymi (tzw. Data Governance Act) ma wdrażać tzw. Europejską Strategię w zakresie Danych.

Przypomnijmy, że w lutym 2020 r. Komisja ogłosiła dwa filary ogólnie rozumiane unijnej strategii cyfrowej, tj. Białą Księgę w sprawie sztucznej inteligencji oraz Europejską Strategię w zakresie Danych.[2]

W Białej Księdze Komisja zapowiedziała stworzenie m.in. ram prawnych dla rozwoju sztucznej inteligencji.[3] Dzisiaj wiemy już, że zapowiedź ta znalazła wyraz w szczególności w projekcie Rozporządzenia ustanawiającego zharmonizowane przepisy dotyczące sztucznej inteligencji (Akt w sprawie sztucznej inteligencji), o którym pisaliśmy tutaj.

 

Prawo sztucznej inteligencji stanowione na poziomie unijnym to paradygmat, który został zaprezentowany przez Komisję jako warunek pewności prawa mogącego skutecznie wpierać rozwój technologii na wspólnym rynku. Jak czytamy w Białej Księdze, “Wspólne europejskie podejście do sztucznej inteligencji jest konieczne do osiągnięcia wystarczającej skali i uniknięcia rozdrobnienia jednolitego rynku. Wprowadzenie inicjatyw krajowych może zagrozić pewności prawa, osłabić zaufanie obywateli i uniemożliwić powstanie dynamicznego przemysłu europejskiego.[4]

Drugą podstawą unijnej strategii cyfrowej ma być właśnie Europejska Strategia w zakresie Danych[5], a środkami jej realizacji są ogłoszone projekty dwóch wyżej wspomnianych, mających uzupełniać się aktów prawnych. W dzisiejszym wpisie skupimy się na jednym z nich, tj. na Data Act.

 

Czy branże nowoczesnych technologii opartych na danych mogą z projektem Data Act wiązać nadzieje na istotne, prawne ułatwienia w zakresie korzystania z danych?

Wiemy, że w projektach data science, w tym z zakresu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, duża ilość dobrej jakości danych jest kluczowa. Na początku pracy nad projektem stajemy przed pozornie trywialnym, lecz podstawowym pytaniem: skąd wziąć dane….? A jeśli już wiemy, skąd je wziąć, to, czy i jak wolno nam je wykorzystać…? Projektowany Akt w sprawie Sztucznej Inteligencji, w aktualnie planowanym brzmieniu miałby nawet nakładać na wdrażających systemy AI wysokiego ryzyka szczegółowe obowiązki dotyczące m.in. adekwatności, jakości danych, czy prawidłowego nimi zarządzania.

W zaadresowaniu powyższych zagadnień, przedstawicielom branży technologicznej pomagają prawnicy. O wykorzystaniu przez systemy AI danych osobowych pisaliśmy tutaj. Jednak dane osobowe mogą być tylko jednym z wielu elementów skomplikowanej układanki, jaką jest zagadnienie danych w projekcie AI/ML. Ocena prawnej dostępności danych dla projektu może okazać się niezbędna, ponieważ różne mogą być reżimy prawne, którym podlegają dane, a konsekwencji, różne możliwości ich wykorzystania. Potrzebne nam dane mogą stanowić np. chronioną bazę danych sui generis, utwory objęte prawem autorskim, czy wizerunki osób.

 

W powyższym kontekście warto odnotować zapowiedzi projektodawcy, że Data Act ma przyczyniać się do zwiększenia potencjału danych w gospodarce poprzez umożliwienie sprawowania kontroli jak największej liczbie użytkowników nad generowanymi przez nich danymi, a także w szczególności przez zwiększenie dostępności danych na rynku.[6]

Co przy tym także istotne, to deklaracja zakorzenienia projektu Data Act w podstawowych wartościach europejskich. Jeszcze w lutym 2020 r., ogłaszając Europejską Strategię w zakresie Danych Komisja zapowiadała, że prace UE wspierające rozwój technologii będą skupione wokół trzech głównych celów odzwierciadlających europejskie wartości: technologii służącej człowiekowi, uczciwej i konkurencyjnej gospodarki oraz otwartego i demokratycznego społeczeństwa rozwijającego się w zrównoważony sposób.[7] Po dwóch latach, w tekście opublikowanym w związku z ogłoszeniem projektu Data Act ponownie wybrzmiało, że celem Europejskiej Strategii Danych jest umieszczenie ludzi w centrum rozwoju technologii oraz ochrona i promocja europejskich praw i wartości w świecie cyfrowym.[8] W uzasadnieniu samego projektu aktu możemy z kolei przeczytać, że dane są kluczowe nie tylko dla gospodarki cyfrowej, ale także dla transformacji ekologicznej. Komisja dostrzega, że mimo coraz większej ilości generowanych danych, większość jest nieużywana lub pozostaje skoncentrowana w rękach kilku dużych graczy rynkowych. Niskie zaufanie, sprzeczne interesy ekonomiczne lub przeszkody technologiczne nie pozwalają na uwolnienie pełnego potencjału innowacji opartych na danych. Kluczowe jest odblokowanie owego potencjału, poprzez ułatwienie wtórnego korzystania z danych i poprzez usuwanie barier rozwoju gospodarki informacyjnej zgodnej z wartościami. Jednocześnie, należy realizować misję niwelowania wykluczeń cyfrowych, tak, aby każdy mógł korzystać ze stworzonych możliwości. (…)[9]

 

W sferze normatywnej projekt Data Act obejmuje zaś w szczególności następujące zagadnienia[10]:

  1. Umożliwienie użytkownikom urządzeń lub powiązanych z nimi usług, uzyskiwania dostępu do danych generowanych przy korzystaniu z tychże urządzeń i usług. Aktualnie, właścicielem takich danych jest często producent urządzenia lub provider usługi. Urządzenie jest rozumiane jako fizyczny przedmiot, generujący, pobierający lub uzyskujący dostęp do danych, gdzie jednak czynności te nie są jego podstawową funkcją. Usługą powiązaną jest zaś usługa cyfrowa, bez której urządzenie nie mogłoby spełniać jednej ze swoich podstawowych funkcji. Projekt w szczególności zakłada, że urządzenia i usługi muszą być projektowane w taki sposób, aby dane mogły być dostępne dla użytkownika bezpośrednio, w łatwy i bezpieczny sposób, i w ramach ustawień domyślnych. Jeśli bezpośredni dostęp do danych jest niemożliwy, dysponent danych (np. producent urządzania) jest zobowiązany udostępnić je bez zbędnej zwłoki, bezpłatnie, na podstawie prostej prośby, co do zasady składanej elektronicznie. O ile może mieć to zastosowanie, dostęp do danych powinien być też ciągły i obywać w czasie rzeczywistym;
  2. Umożliwienie użytkownikom uzyskiwania dostępu do wspomnianych powyżej danych nie tylko osobiście, ale także na rzecz wskazanych przez nich osób trzecich (np. w sytuacji, gdy użytkownik, na podstawie danych go dotyczących, a zawartych w bazie należącej do producenta urządzenia, pragnie zlecić innemu podmiotowi usługę analityczną wykonywaną w oparciu o te dane);
  3. Obowiązki dysponentów danych związane z wyżej opisanym udostępnianiem danych użytkownikom i osobom trzecim;
  4. System rozstrzygania przez certyfikowane podmioty sporów pomiędzy użytkownikami, a dysponentami danych w zakresie ich udostępniania;
  5. Ochronę mikro-, małych i średnich przedsiębiorców (MŚP) w stosunkach kontraktowych B2B w sytuacji, gdy postanowienia umowne dotyczące danych zostały jednostronnie narzucone przez kontrahenta MŚP;
  6. Obowiązek dysponentów w zakresie udostępnienia danych na żądanie organów władzy publicznej lub instytucji unijnych w razie wykazania przez te instytucje tzw. wyjątkowej potrzeby, jak również obowiązki organów dotyczące postępowania z otrzymanymi już danymi; zdefiniowane zostały m.in. sytuacje, w których może zachodzić owa wyjątkowa potrzeba oraz warunki, jakie musi spełniać żądanie władzy publicznej;
  7. Umożliwienia użytkownikom usług związanych z przetwarzaniem danych dokonywania łatwej zmiany dostawcy danej usługi; prawa użytkownika i obowiązki usługodawcy w tym zakresie muszą w szczególności być jasno uregulowane w łączącej ich umowie dotyczącej usługi;
  8. Obowiązki podmiotów świadczących usługi przetwarzania danych, wdrażania technicznych, prawnych i organizacyjnych środków zapobiegających międzynarodowemu przekazywaniu danych niebędących danymi osobowymi, jeśli taki transfer byłby niezgodny z prawem unijnym lub prawem krajowym państwa członkowskiego.

 

Podobnie jak w przypadku projektowanego Rozporządzenia w sprawie sztucznej inteligencji, również dopiero stosowanie Data Act w praktyce (jak i Data Governance Act, któremu przyjrzymy się bardziej szczegółowo kolejnym wpisie), pokaże, czy planowane regulacje przełożą się na dynamiczny rozwój sprawiedliwych i godnych zaufania nowoczesnych technologii oraz na powszechny dostęp do danych. Nie można wykluczyć, że po tej stronie rynku, która na gruncie Data Act zobowiązana będzie do udostępniania danych, niektóre przepisy wywołają poczucie zwiększenia obciążeń regulacyjnych.

 

[1]https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/library/data-act-proposal-regulation-harmonised-rules-fair-access-and-use-data dostęp 18. 04. 2022 r.
[2] Za https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/qanda_20_264 dostęp 18. 04. 2022 r., tłumaczenie własne.
[3] Biała Księga w sprawie sztucznej inteligencji. Europejskie podejście do doskonałości i zaufania, str. 30; Komisja Europejska, Bruksela, 19. 02. 2000 r.
[4] Biała Księga w sprawie sztucznej inteligencji. Europejskie podejście do doskonałości i zaufania, str. 3; Komisja Europejska, Bruksela, 19. 02. 2000 r.
[5] KOMUNIKAT KOMISJI DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO, RADY, EUROPEJSKIEGO KOMITETU EKONOMICZNO-SPOŁECZNEGO I KOMITETU REGIONÓW: Europejska strategia w zakresie danych.
[6] za digital-strategy.ec.europa.eu/en/library/data-act-proposal-regulation-harmonised-rules-fair-access-and-use-data dostęp 18. 04. 2022 r., tłumaczenie własne.
[7] za https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/qanda_20_264 dostęp 18. 04. 2022 r., tłumaczenie własne.
[8] za https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/policies/strategy-data dostęp 18.04. 2022 r., tłumaczenie własne.
[9] Na podstawie Proposal for a REGULATION OF THE EUROPEAN PARLIAMENT AND OF THE COUNCIL on harmonised rules on fair access to and use of data (Data Act) , Explanatory memorandum, 1. Context of the proposal, section: reasons for and objectives of the proposal, paragraph 2, tłumaczenie własne.
[10] Proposal for a REGULATION OF THE EUROPEAN PARLIAMENT AND OF THE COUNCIL on harmonised rules on fair access to and use of data (Data Act).

 

 

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

 

 

Naruszenie dóbr osobistych i ściganie sprawcy zniesławienia w Internecie

Poczucie bezkarności w Internecie ma się, niestety, świetnie. Nie chodzi jedynie o skomplikowane ataki hakerskie, a również o naruszenia mniejszego kalibru, lecz o większej skali, w szczególności o wypowiedzi o charakterze naruszenia cudzych dóbr osobistych, np. w formie znanego z art. 212 Kodeksu karnego zniesławienia. Maska anonimowości i świadomość odległości od osoby, której dobra są naruszane, sprawiają, że część osób nie potrafi powstrzymać się od obraźliwego komentarza bądź innego rodzaju negatywnie ocenianego społecznie zachowania w sieci. Prawo jednak, zupełnie tak jak w rzeczywistym świecie, w wirtualnej przestrzeni również powinno stwarzać możliwości skutecznej reakcji na naruszenie swojego dobra. Jak w takim razie radzić sobie z naruszeniami dóbr osobistych w Internecie? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć w niniejszym artykule.

 

Pojęcie dobra osobistego

O dobrach osobistych pisaliśmy niegdyś tu. Gwoli przypomnienia należy wskazać, że dobra osobiste mają charakter nieprzenoszalny i niezbywalny. Co ważne, ze swej natury muszą one dotyczyć konkretnej, zindywidualizowanej osoby. Dobra osobiste zostały wymienione przykładowo na gruncie art. 23 Kodeksu cywilnego (kc), w którym jednocześnie ustawodawca zaznaczył, że podlegają one ochronie zapewnionej przez przepisy prawa cywilnego, niezależnie od ochrony zapewnionej przez inne gałęzie prawa. Na gruncie orzecznictwa na przestrzeni lat wykształciły się dobra osobiste, które nie zostały wskazane w katalogu z art. 23 kc, wśród których jedynie w drodze krótkiej egzemplifikacji wymienić można np. prawo do prywatności, dobre imię, kult pamięci osoby zmarłej czy płeć człowieka.

 

W dalszej kolejności art. 24 kc przewiduje możliwe roszczenia podmiotu, którego dobra osobiste zostały naruszone bądź zagrożone. Może on:

– w przypadku zagrożenia – żądać zaniechania takiego działania, chyba że nie jest ono bezprawne,

– w przypadku naruszenia – żądać, ażeby naruszyciel dopełnił czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożył oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie oraz na zasadach przewidzianych w kodeksie podmiot ten może również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Dodatkowo, zgodnie z art. 24 § 2 kc, jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.

Gdy wśród naruszonych dóbr znajdą się wartości takie jak np. twórczość naukowa, artystyczna czy racjonalizatorska, podmiot, którego dobra naruszono, może sięgnąć do roszczeń wskazanych na gruncie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (upapp) oraz ustawy – Prawo własności przemysłowej.

 

Ochrona dóbr osobistych, choć w zawężonym katalogu w stosunku do osób fizycznych, przysługuje również osobom prawnym.

Wśród najczęściej pojawiających się w kontekście naruszeń dóbr osobistych w Internecie znajdują się dobra takie jak: cześć, dobre imię, prawo do prywatności, godność czy wizerunek.[1] Co ciekawe, samo prawo do korzystania z Internetu zdaniem orzecznictwa nie stanowi dobra osobistego, gdyż kwalifikacja taka stałaby w sprzeczności z naturą tego rodzaju dobra.[2]

Nie ma jednego aktu prawnego, który normowałby w całości odpowiedzialność z tytułu naruszenia dóbr osobistych w Internecie, stąd oprócz kc i kk w przypadku omawiania tej tematyki konieczne jest sięgnięcie do innych pomocniczych regulacji, takich jak ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną (uśude).

 

Wolność słowa czy naruszenie…?

Specyfika wykrycia naruszenia dobra osobistego sprowadza się do wyznaczenia momentu przekroczenia granicy wolności słowa. Z jednej strony wolność ta została zagwarantowana w art. 54 Konstytucji RP, z drugiej jednak nie jest to prawo bezwzględne i może zostać ograniczone w momencie przekroczenia jego granic.

W przypadku dokonywania kwalifikacji danego działania w Internecie jako naruszenia dóbr osobistych, a także ustalania możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności sprawcy naruszenia, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań koniecznych w takiej sytuacji.

  • Kto? Osoba naruszająca może być łatwa do zidentyfikowania (np. gdy na portalach takich jak Facebook używa swojego prawdziwego imienia i nazwiska) lub anonimowa, gdy jedyną powszechnie dostępną wskazówką jest jej nick lub pseudonim (ta opcja pojawiać się może dość często w przypadku serwisów takich jak Instagram czy TikTok). Zastosowanie drugiej opcji sprawia, że ściganie takiego użytkownika jest znacznie trudniejsze, niż w pierwszym przypadku, a bywa, że wręcz niemożliwe.
  • Kogo? Przekazywane przez domniemanego naruszyciela informacje mogą bezpośrednio identyfikować osobę, której dobro naruszają (chociażby poprzez wymienienie jej imienia i nazwiska czy bezprawne rozpowszechnienie wizerunku) albo wskazywać na pokrzywdzonego pośrednio. Co warto nadmienić, jeśli tożsamość danej osoby można ustalić nawet przy użyciu bardzo zdawkowych informacji wynikających np. z samego kontekstu, to nie ma możliwości wyłączenia z tego powodu odpowiedzialności z tytułu naruszenia dóbr osobistych.[3] Jednocześnie, prawnej ochronie podlegają dobra osobiste odnoszące się do zindywidualizowanej, konkretnej osoby, w związku z czym, aby można było mówić o naruszeniu dóbr osobistych danej osoby w Internecie, musi istnieć możliwość powiązania nicka używanego na danym forum lub portalu z używającą go osobą, jako że wszelkie pejoratywne określenia mogą być przypisane tylko pseudonimowi, a nie konkretnej osobie, co było przedmiotem analizy Sądu Najwyższego[4]. Zdaniem SN dopiero ujawnienie na portalu danych umożliwiających identyfikację danej osoby w rzeczywistości pozwoli na korzystanie przez nią z identycznej ochrony, która przysługuje jej w przypadku naruszenia dobrego imienia. Jest tak m.in. dlatego, że w orzecznictwie podkreśla się specyficzną cechę portali internetowych, jaką jest zwiększona w stosunku do świata rzeczywistego tolerancja na różne elementy przekazu językowego, które są dużo mniej akceptowalne lub wręcz nieakceptowalne w realnym życiu, np. dosadność, skrótowość czy wulgaryzmy, w języku internatów często służące podkreśleniu ekspresji wypowiedzi.[5] Używanie dosadnych, niecenzuralnych wyrażeń bywało wręcz uznawane jako wyraz konstytucyjnego prawa do udziału w dyskursie publicznym.[6] Oczywiście taki internetowy przekaz wciąż nie może godzić w cześć czy dobre imię indywidualizowanego internauty.

 

Co warto nadmienić, czasem użytkownik danej strony może być uznany za osobę publiczną czy też powszechnie znaną, w związku z czym znajdą wobec niego zastosowanie odnoszące się do nich przepisy (np. ograniczenie wymogu uzyskania zezwolenia w przypadku chęci rozpowszechniania cudzego wizerunku w sytuacji wskazanej w art. 81 ust. 2 pkt. 1 upapp, a zwłaszcza powszechnie głoszone stanowisko, w związku z którym: „granice dopuszczalnej <krytyki>, wkraczania w sferę prywatności lub – jak w sprawie poddanej ocenie – kultu pamięci osoby zmarłej, ale osoby znanej, sławnej, niewątpliwie publicznej, mogą być szersze, a udzielana ochrona – słabsza”.[7]

  • Kiedy? Zdaniem T. Grzeszak: „Tylko wtedy, gdy naruszenie konkretnego, znanego dobra osobistego sięga rdzenia człowieczeństwa (najważniejszych interesów idealnych człowieka, które determinują jego godność), to nazwiemy je naruszeniem tego dobra i równocześnie godności ludzkiej (art. 30 Konstytucji RP) i poddamy ochronie cywilnoprawnej”[8]. Jednocześnie kwalifikując dane działanie jako naruszenie należy pamiętać o konieczności spełnienia wyżej wymienionych przesłanek podmiotowych oraz o tym, że naruszenie dobra osobistego musi mieć charakter obiektywny. Zgodnie z art. 6 kc to powód w razie procesu musi udowodnić istnienie jego dóbr osobistych i fakt ich naruszenia przez pozwanego, zaś na pozwanym spoczywa obowiązek udowodnienia, że jego zachowanie nie było bezprawne.
  • Gdzie? Na gruncie przepisów odnoszących się do ochrony dóbr osobistych w kc dla zaistnienia odpowiedzialności naruszyciela nie ma znaczenia, czy do ich naruszenia dojdzie publicznie, czy w gronie prywatnym. Kwestia publiczności jest jednak ważna w przypadku przestępstwa określonego w art. 216 kk, jakim jest znieważenie, które musi nastąpić publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do tej osoby dotarła. W nieco innym znaczeniu „miejsce” popełnienia czynu ma znaczenie w przypadku naruszeń o zasięgu międzynarodowym, gdy sprawca znajduje się w innym kraju, niż pokrzywdzony.

 

Ochrona dóbr osobistych w Internecie a uśude – zasady odpowiedzialności services providerów za naruszenia

Wśród typowych działań w formie online mogących godzić w cudze dobra osobiste A. Rogacka-Łukasik wyróżnia:

  • Spamming
  • Cookies
  • Sniffing
  • Phishing (więcej o phishingu znajdziesz tutaj)
  • Traffic data
  • Zestawienie i tworzenie profilów osobowościowych.[9]

Oczywiście jednak do najpowszechniejszych należy głoszenie wypowiedzi o charakterze naruszenia dóbr osobistych. Może wówczas dojść np. do bezprawnego wykorzystania nazwiska osoby fizycznej lub nazwy osoby prawnej, zniesławienia, zniewagi czy też naruszenia czci, dobrego imienia lub wizerunku.

 

Na wszelkiego rodzaju forach oraz portalach internetowych, gdzie ściganie anonimowego przestępcy, który sam jest autorem zamieszczanych treści (a więc tzw. content providerem), może być trudne, pojawia się pomysł pociągnięcia do odpowiedzialności innych podmiotów, takich jak chociażby usługodawcy świadczący usługi przechowywania bądź przekazywania informacji w Internecie. W tej grupie wyróżnić można: podmioty zarządzające siecią (network providers), podmioty zapewniające jedynie dostęp do Internetu (access providers) oraz dostawcy usług internetowych (service providers), z czego jedynie ci ostatni mogą ponieść odpowiedzialność za naruszenie przez kogoś cudzych dóbr osobistych w Internecie.

 

Uśude reguluje odpowiedzialność dostawców usług internetowych od strony negatywnej, co oznacza, że na przestrzeni rozdziału III (art. 12-15 uśude) wymienia ona sytuacje, w których dostawca taki zwolniony jest z odpowiedzialności, przy czym odnosi się to do odpowiedzialności o charakterze karnym, cywilnym oraz administracyjnym. [10] Zatem jeżeli dostawca świadczy usługi polegające na umożliwieniu transmisji danych odbiorcy w sieci telekomunikacyjnej lub na zapewnieniu dostępu do sieci telekomunikacyjnej w rozumieniu ustawy – Prawo telekomunikacyjne oraz na automatycznym, krótkotrwałym i pośrednim przechowywaniu transmitowanych danych (przy czym celem działania usługodawcy jest wyłącznie przeprowadzenie transmisji i dane nie są przechowywane przez niego dłużej, niż to konieczne), to usługodawca taki będzie zwolniony z odpowiedzialności, jeśli:

– nie jest inicjatorem danych;

– nie wybiera odbiorcy przekazy danych;

– nie wybiera i nie modyfikuje informacji zawartych w przekazie.

W przypadku usługodawcy, który transmituje dane i zapewnia im automatyczne, krótkotrwałe oraz pośrednie przechowywanie w celu przyspieszenia ponownego dostępu do nich w wyniku żądania innego podmiotu, nie ponosi on odpowiedzialności, gdy:

– nie modyfikuje danych;

– posługuje się uznanymi i stosowanymi zwykle w tego rodzaju działalności technikami informatycznymi określającymi parametry techniczne dostępu do danych i ich aktualizowania oraz

– nie zakłóca posługiwania się technikami informatycznymi uznanymi i stosowanymi zwykle w tego rodzaju działalności w zakresie zbierania informacji o korzystaniu ze zgromadzonych danych, a także

– jeśli przy zachowaniu powyższych warunków podmiot ten niezwłocznie usunie albo uniemożliwi dostęp do przechowywanych danych po uzyskaniu wiadomości, że dane zostały usunięte z początkowego źródła transmisji lub dostęp do nich został uniemożliwiony, albo na żądanie sądu lub innego właściwego organu.

Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane również ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie ma pojęcia o bezprawnym charakterze danych, a w razie otrzymania o nim urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.

 

Na koniec wątku warto nadmienić, że zgodnie z art. 15 uśude podmioty świadczące ww. usługi nie mają obowiązku sprawdzania przekazywanych, udostępnianych lub przechowywanych danych.

Chociaż w związku z implementacją dyrektywy 2019/790 o prawie autorskim i prawach pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym przepisy uśude mogą za jakiś czas ulec zmianie, na ten moment w odniesieniu do ewentualnych naruszeń dóbr osobistych w Internecie przedstawiają się w ten sposób, a ponieważ Polska do teraz nie przedstawiła projektu nowelizacji wymaganych ustaw, można przypuszczać, że bieżący stan prawny będzie obowiązywał jeszcze przez dłuższą chwilę.

 

Jak ścigać sprawców sprawcę zniesławienia w sieci?

Istnieje również ścieżka karna ścigania sprawcy naruszenia dóbr osobistych w Internecie.

Jednym z najczęściej przewijających się w Internecie przestępstw dotyczących dóbr osobistych jest zniesławienie[11] zakazane na gruncie art. 212 Kodeksu karnego (kk), co można wnioskować chociażby po liczbie spraw nagłaśnianych przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.[12] Wśród bardziej szczegółowych działań naruszających cudze dobra osobiste można wskazać:

  • przypisanie drugiemu człowiekowi poniżających w opinii publicznej cech lub właściwości, np. poprzez opisywanie niewłaściwego postępowania w życiu prywatnym lub zawodowym;
  • stawianie nieuzasadnionych zarzutów karnych (np. popełnienia przestępstwa) lub bezpodstawnych ocen;
  • sugerowanie podejmowania nagannych moralnie działań, chociażby sprzecznych z etyką zawodową;
  • pejoratywne określenia, takie jak wulgaryzmy i obelgi, kierowane do osoby nimi opisywanej.[13]

 

W przypadku zniesławienia należy pamiętać, że jest to przestępstwo o charakterze prywatnoskargowym, co oznacza, że aby wszcząć postępowanie wobec sprawcy, pokrzywdzony sam musi wnieść prywatny akt oskarżenia do sądu.

Taki prywatny akt oskarżenia obowiązkowo musi zawierać:

– oznaczenie organu, do którego jest skierowane, zarzucanego czynu oraz sprawy, której dotyczy;

– oznaczenie oraz adres wnoszącego pismo (w pierwszym piśmie złożonym w sprawie należy również podać numer telefonu, telefaksu i adres poczty elektronicznej lub oświadczenie o ich nieposiadaniu);

– treść wniosku lub oświadczenia, w miarę potrzeby z uzasadnieniem, przy czym akurat treść prywatnego akt oskarżenia może być ograniczona do samego oznaczenia osoby oskarżonego, zarzucanego mu czynu oraz wskazania dowodów, na których opiera się fakt oskarżenia;

– datę i podpis składającego pismo.

Oczywiście taki akt oskarżenia musi zostać prawidłowo opłacony, z czego obecnie opłata wynosi 300 zł.

 

Zasadniczy problem pojawia się przy obowiązku oznaczenia osoby oskarżonego, gdyż bywa, że przez anonimowość naruszyciela jego samodzielne zidentyfikowanie może być praktycznie niemożliwe. W doktrynie wskazuje się powszechnie, że konieczne jest wskazanie imienia i nazwiska oskarżonego, a zatem sam nick, którym posługuje się on w Internecie, to za mało.[14] Dodatkowo, chociaż kwestią sporną pozostaje obowiązek podania adresu oskarżonego (lub przynajmniej jego miejsca pracy), to znaczna część znawców przedmiotu opowiada się za stanowiskiem, że jest to konieczne, gdyż w innym przypadku nie ma możliwości wezwania oskarżonego na rozprawę główną. Wskazane dane muszą prowadzić do jednoznacznego zidentyfikowania sprawcy przez organy i sąd. Brak którejś z tych danych stanowi brak formalny i zostanie odesłany przez sąd do oskarżyciela z powrotem w celu ich uzupełnienia w terminie 7 dni.[15] Jednakże zasadniczym problemem pozostaje fakt, że przestępstwo prywatnoskargowe co do zasady ze swojej natury pozbawione jest przez ustawodawcę elementu postępowania przygotowawczego, a takim w istocie byłoby przeprowadzenie czynności dowodowych przez Policję na polecenie sądu w trybie art. 488 § 2 kpk, gdyby sąd w przypadku braku niezbędnych danych wziął ustalenie tożsamości oskarżonego na siebie, czego robić nie musi.[16] W związku z tym powstaje pewien impas dla oskarżyciela prywatnego, który może nie być w stanie zidentyfikować sprawcy zniesławienia.

 

Pomocna w tym przypadku może być instytucja skargi ustnej lub pisemnej uregulowanej w art. 488 § 1 kpk. Skarga cechuje się mniejszym formalizmem niż akt oskarżenia ale również powinna zawierać wskazane powyżej elementy aktu oskarżenia, w tym imię i nazwisko oskarżonego. Jeżeli nie są one oskarżycielowi znane, składając skargę oskarżyciel powinien wskazać wszystkie dane pozwalające Policji na oznaczenie tożsamości oskarżonego. Taki obowiązek spoczywa na organach ścigania, którym została złożona skarga z art. 488 kpk. Obywatel ma bowiem prawo korzystać z pomocy Policji przy ustalaniu danych personalnych oraz miejsca zamieszkania sprawcy dokonanego wobec niego czynu[17]. W razie przyjęcia skargi organy Policji zabezpieczają również dowody, które w przypadku internetowego zniesławienia mogą polegać np. na przesłuchaniu administratora systemu w charakterze świadka, aby ustalić zakończenie sieci, do którego przyporządkowany jest adres IP oskarżonego czy aby dowiedzieć się, jaki komputer korzystał z konkretnego zakończenia sieci w danym czasie albo jakie komputery się do niego wówczas logowały. Możliwe jest również dokonanie oględzin strony internetowej, na której znajdują się zniesławiające treści.[18]

 

Warto napomknąć, że już teraz ściganie anonimowych sprawców naruszeń w Internecie bywa bardzo trudne, w związku z czym ściganie ich w „Internecie 3.0”, którym ma być w założeniu Metaverse, będzie jeszcze trudniejsze. Na ten moment nie wiadomo do końca, na jakich zasadach będzie ono funkcjonować, choć twórcy różnych platform pracują nad opracowaniem odpowiednich regulaminów mających ułatwić potencjalne ściganie. Określenie ram prawnych odnoszących się do Metaverse będzie jednak jednym z wyzwań czekających na ustawodawców różnych państw, a także ponadpaństwowych.

 

Jeżeli potrzebujesz pomocy w ochronie swoich dóbr osobistych skontaktuj się z nami! Zapewniamy pomoc prawną Klientom w przypadku naruszeń dóbr osobistych, jak również w dochodzeniu przed sądem odszkodowania, zadośćuczynienia, sprostowań i przeprosin zarówno na drodze cywilnej, jak i karnej, przygotowanie umów zabezpieczających Klienta przed naruszeniem jego dóbr osobistych w przypadku jego udziału w kampaniach reklamowych, akcjach marketingowych, produkcjach telewizyjnych i filmowych oraz doradztwo prawne w zakresie zarządzania marką osobistą. Oferujemy również pomoc w ochronie innych praw własności intelektualnej w Internecie. Zapraszamy do kontaktu!

 

Photo by charlesdeluvio on Unsplash
[1] Zob. np. Wyrok Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim – I Wydział Cywilny z dnia 3 listopada 2021 r., sygn. akt I C 434/21; Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie – XXV Wydział Cywilny z dnia 19 stycznia 2022 r., sygn. akt XXV C 1727/19; Wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie – I Wydział Cywilny z dnia 1 kwietnia 2021 r., sygn. akt. I C 840/20, Legalis.
[2] Postanowienie Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 30 czerwca 2020 r., sygn. akt I CSK 805/19, Legalis.
[3] Ibidem, s. 8.
[4] Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 kwietnia 2018 r., sygn. akt. I CSK 418/17.
[5] Zob. np. Wyrok SA we Wrocławiu z 17.11.2009 r., sygn. akt. I ACa 949/09, „Orzecznictwo Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu” Nr 1/2010, poz. 156.
[6] Postanowienie SR w Gorlicach z 31.7.2012 r., sygn. akt. II Kp 141/12, niepubl.
[7] Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie – I Wydział Cywilny z dnia 14 października 2016 r., sygn. akt. I ACa 1717/15, Legalis.
[8] T. Grzeszak Cywilne prawo – dobra osobiste – naruszenie godności przez nieudostępnienie toalety. Glosa do wyroku SN z dnia 17 września 2014 r., I CSK 682/13, OSP 2015, nr 7-8, s. 73.
[9] A. Rogacka-Łukasik, Naruszenie dóbr osobistych w Internecie oraz ich ochrona na podstawie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, „Roczniki administracji i prawa. Teoria i praktyka r. XIII”, 2012, 242-246.
[10] Ibidem.
[11] Zob. np. Wyrok Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim – I Wydział Cywilny z dnia 29 października 2021 r., sygn. akt. I C 491/21, Legalis.
[12] Zob. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (omzrik.pl) [dostęp: 8.04.2022 r.].
[13] Zob. M. Brzozowska, Naruszenie dóbr osobistych w Internecie na forach internetowych, MOP 2014, Nr 22, s. 2.
[14] A. Lach, Ściganie zniesławienia popełnionego w Internecie, MOP 2010, nr 21.
[15] Art. 487 KPK t. II Komentarz, red. Drajewicz 2020, wyd. 1 Gensikowski, Legalis.
[16] A. Lach, Ściganie..
[17] K. Eichstaedt [w:] Kodeks postępowania karnego. Tom II. Komentarz aktualizowany, red. D. Świecki, LEX/el. 2022, art. 488.
[18] Ibidem.

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

Obowiązek rejestracji w KRRiT dla YouTuberów

Stanowisko wydane przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (KRRiT) 12 stycznia 2022 r. wywołało dreszcze przerażenia wśród części osób i przedsiębiorstw prowadzących aktywnie swoje kanały w serwisie YouTube. Powodem tego było bezpośrednie wskazanie przez KRRiT YouTuberów jako dostawców audiowizualnych usług medialnych na żądanie (ang. Video on Demand, VOD), a więc podmiotów obowiązanych do dokonania zgłoszenia o wpis do wykazów prowadzonych przez Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – a co się z tym łączy, także obowiązanych do odprowadzenia odpowiednich opłat. Oczywiście jednak nie na każdego użytkownika YT został nałożony obowiązek rejestracyjny. Prowadzisz aktywnie kanał na YouTube lub zastanawiasz się nad założeniem go, ale nie wiesz, czy obejmą Cię omawiane regulacje? Dowiedz się więcej z niniejszego artykułu!

Cel regulacji

Choć komunikat KRRiT wywołał nagle spore emocje, sama Ustawa o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o kinematografii (Dz.U. z 2021 r., poz. 1676) pochodzi jeszcze z dnia 11 sierpnia 2021 r., zaś w życie weszła z dniem 1 listopada 2021 r., a niektóre przepisy z dniem 1 stycznia 2022 r. Nowelizacja ta rozszerzyła katalog podmiotów dostarczających audiowizualne usługi medialne na żądanie, które są obowiązane do zgłoszenia się o wpis do prowadzonego przez KRRiT wykazu dostawców audiowizualnych usług medialnych. Wśród podmiotów tych wyszczególniono bowiem platformę udostępniania wideo (ang. Video Sharing Platform, VSP), jaką jest YouTube, co utwierdziło wiele osób prowadzących działalność w tym serwisie w przekonaniu, że regulacje obejmą także wiele z kanałów zamieszczonych na tej popularnej stronie. Dodatkowym problemem, który pojawił się w związku z datą publikacji komunikatu, był fakt, że obowiązek dokonania rejestracji został przewidziany do dnia 1 lutego 2022 r.

 

Pełna treść komunikatu znajduje się tu: Obowiązek zgłoszenia o wpis do wykazów dla dostawców VSP i VOD – Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – Portal Gov.pl (www.gov.pl)

 

Skąd jednak, wydawać by się mogło, ten nagły pomysł na rejestr dostawców audiowizualnych usług medialnych oraz dostawców platform udostępniania wideo? Wbrew pozorom obowiązek ten nie jest nowym wymysłem, a omawiana regulacja wynika z implementacji dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1808 z 14 listopada 2018 r. w sprawie koordynacji niektórych przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych państw członkowskich dotyczących świadczenia audiowizualnych usług medialnych (dyrektywa 2018/1808). Treść tej dyrektywy wyraża konieczność zgłoszenia swoich usług do wykazu organów regulacyjnych mediów przez twórców publikujących audiowizualne treści na platformach wideo, takich jak YouTube, TikTok, Vimeo, Twitch czy Facebook[1], jako że według ustawodawcy platformy VSP są rozwiązaniem konkurencyjnym wobec usług świadczonych przez nadawców telewizyjnych.

 

Dookreślając swój cel, we wstępie dyrektywy podkreślono, że:

„Usługi platformy udostępniania wideo, dostarczają treści audiowizualne, które są coraz bardziej dostępne dla ogółu odbiorców, zwłaszcza młodzieży. Tak samo jest w przypadku serwisów społecznościowych, które stały się ważnym medium wymiany informacji oraz służącym rozrywce i edukacji, poprzez umożliwienie dostępu do audycji oraz do wideo tworzonych przez użytkownika. Te serwisy społecznościowe powinny zostać objęte zakresem dyrektywy (..) ponieważ ich dostawcy konkurują o tych samych odbiorców i o te same przychody co audiowizualne usługi medialne. Ponadto mają one dużą siłę oddziaływania, gdyż umożliwiają użytkownikom łatwe kształtowanie i wpływanie na opinie innych użytkowników. Dlatego w celu ochrony małoletnich przed szkodliwymi treściami, a wszystkich obywateli przed nawoływaniem do nienawiści, przemocy i terroryzmu usługi te należy objąć zakresem dyrektywy, o ile spełniają kryteria definicji usługi platformy udostępniania wideo”.

 

Szczegółowe kwestie poruszone we wstępie ustawy dotyczą także m.in. ochrony małoletnich przed treściami związanymi z napojami alkoholowymi lub grami hazardowymi. Ponadto konwergencja mediów wedle dyrektywy wymaga zaktualizowania ram prawnych, w celu uwzględnienia zmian na rynku oraz dla osiągnięcia równowagi między dostępem do treści w usługach online, a zapewnieniem ochrony konsumenta i konkurencyjności.

 

Obowiązek zgłoszenia o wpis do wykazu audiowizualnych usług medialnych na żądanie

Zgodnie z art. 47ca ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji podmiot dostarczający audiowizualną usługę medialną na żądanie dokonuje zgłoszenia o wpis do wykazu prowadzonego w systemie teleinformatycznym zapewniającym bezpieczeństwo danych osobowych w nim przetwarzanych zgodnie z zasadą integralności i poufności przez Przewodniczącego Krajowej Rady nie później niż 14 dni przed dniem rozpoczęcia jej udostępniania publicznego.

 

Zgłoszenie zawiera informacje:

  • o podmiocie dostarczającym audiowizualną usługę medialną na żądanie, jego nazwę lub imię i nazwisko, jego siedzibę lub miejsce zamieszkania, adres korespondencyjny, w tym poczty elektronicznej, zapewniający skuteczny i szybki kontakt oraz numer identyfikacji podatkowej (NIP) i numer identyfikacyjny REGON;
  • określającą audiowizualną usługę medialną na żądanie;
  • wskazującą państwa, w których jest możliwy odbiór audiowizualnej usługi medialnej na żądanie.

 

Wykaz audiowizualnych usług medialnych na żądanie dostępny jest pod linkiem:

https://www.gov.pl/web/krrit/lista-dostawcow-audiowizualnych-uslug-medialnych-na-zadanie.

Natomiast wzór zgłoszenia o wpis do wykazu dostępny jest w Rozporządzeniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 21.10.2021 r.

 

Czym jest VOD/VSP, czyli audiowizualne usługi medialne na żądanie?

Żeby zatem wskazać, które podmioty mieszczą się w dyspozycjach norm objętych przepisami dyrektywy 2018/1808 oraz ustawy o radiofonii i telewizji, należy rozważyć, czym jest audiowizualna usługa na żądanie.

 

Zgodnie z art. 4 ust. 6a ustawo o radiofonii i telewizji audiowizualną usługą medialną na żądanie jest usługa medialna:

  • świadczona w ramach prowadzonej w tym zakresie działalności gospodarczej,
  • polegająca na publicznym udostępnianiu audycji audiowizualnych na podstawie katalogu ustalonego przez podmiot dostarczający usługę.

 

Natomiast uzasadnienie do projektu ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji precyzuje, że aby dana działalność została uznana za audiowizualną usługę medialną na żądanie i tym samym objęta obowiązkiem zgłoszenia przewidzianym w ustawie poniższe przesłanki muszą zostać spełnione kumulatywnie (łącznie):

  1. usługa medialna – przez co należy rozumieć działalność wykonywaną zwykle za wynagrodzeniem i na własny rachunek, spełniającą jednocześnie przesłanki wyrażone w art. 4 pkt 1 ustawy o radiofonii i telewizji;
  2. świadczenie danej usługi w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej;
  3. prowadzona działalność gospodarcza musi polegać na publicznym udostępnianiu audycji – dostarczanie treści musi być wobec tego zasadniczym przedmiotem działalności, przynoszącym bezpośrednio dochód, a nie jedynie działaniem incydentalnym czy pomocniczym, choć dokonywanym w ramach działalności gospodarczej;
  4. udostępniane audycje muszą być dostępne na żądanie, a więc w czasie wybranym przez użytkownika, a nie narzuconym przez usługodawcę i inicjowane indywidualnie przez usługobiorcę;
  5. audycje udostępniane muszą być publicznie, czyli być skierowane do nieokreślonego, masowego odbiorcy, co wyklucza wszelkie przekazy skierowane do oznaczonych adresatów;
  6. katalog dostępnych audycji musi być ustalony przez podmiot świadczący usługę – wykluczone są wobec tego wszelkie platformy wymiany czy udostępniania treści audiowizualnych przez użytkowników[2].

 

Analiza powyższego potwierdza wnioski ujęte w komunikacie, że za audiowizualne usługi medialne na żądanie mogą być uznane usługi świadczone przy wykorzystaniu platform udostępniania wideo np. tzw. kanały oferowane na platformie YouTube, ale samo udostępnianie przez użytkownika treści, nawet za pomocą platformy VSP, nie wystarcza do uznania go za dostawcę audiowizualnych usług medialnych.

 

Nie budzi zatem wątpliwości, że osoby prowadzące kanały na YT hobbystycznie, niezarobkowo również są zwolnione z obowiązku rejestracji. Tak samo, zwolnione z tego obowiązku są też firmy zamieszczające krótkie reklamy swoich produktów oraz osoby udostępniające na YT materiały dźwiękowe zawierające nieruchomy obraz, nawet jeśli felietony czy wywiady takie miałyby profesjonalny, konkurencyjny dla telewizji charakter.[3]

 

Z czym w praktyce wiąże się wpis do rejestru?

Czego obawiają się najbardziej podmioty obowiązane do dokonania wpisu do rejestru? Otóż obowiązek ten rodzi szereg technicznych wymogów, które będzie musiał spełnić obowiązany, przewidzianych na gruncie ustawy o radiofonii i telewizji. Warto jednak zaznaczyć, że nie wszystkie wymogi będą dotyczyły każdego dostawcy audiowizualnych usług medialnych.

 

Wymogi te dotyczą m.in.:

  • zapewnienia odbiorcom treści dostępu do informacji umożliwiających zidentyfikowanie usługi oraz podmiotu za nią odpowiadającego – czyli informacji jak: nazwa usługi audiowizualnej, nazwisko/nazwa/firma podmiotu dostarczającego usługę, imiona i nazwiska osób stanowiących organ konkretnego podmiotu, siedziba podmiotu czy dane kontaktowe (art. 47c ustawy o radiofonii i telewizji);
  • promowania audycji europejskich, w tym wytworzonych pierwotnie w języku polskim (art. 47f ustawy o radiofonii i telewizji);
  • stosowania skutecznych zabezpieczeń technicznych lub innych odpowiednich środków, mających na celu ochronę małoletnich przed ich odbiorem – poprzez odpowiednie oznaczanie treści stosownym znakiem graficznym (art. 47e ustawy o radiofonii i telewizji);
  • wprowadzania ułatwień dla osób z niepełnosprawnościami – co najmniej 30% udostępnianych audycji z katalogu dostawcy ma posiadać odpowiednie udogodnienia, tzn. np. audiodeskrypcję, tłumaczenie na migowy, napisy dla osób niesłyszących (art. 47g ustawy o radiofonii i telewizji);
  • corocznego składania sprawozdań (art. 47j ustawy o radiofonii i telewizji);

uiszczania opłaty audiowizualnej (tzw. „podatku od VOD”) – która wynosi 1,5% przychodów z działalności i jest przekazywana na rozwój Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF). Zwolennicy obowiązku rejestracji przytaczają argument, że opłata ta jest procentowo stosunkowo niewielka, choć znajdują się też tacy, co uważają, że każde kolejne obciążenie finansowe wobec państwa to rzecz zbędna[4].  Obowiązek ten nie dotyczy jednak wszystkich dostawców VOD. Zwolnieni są z niego mikroprzedsiębiorcy oraz te firmy, których liczebność widowni nie przekracza 1% udziału w liczbie wszystkich internautów w Polsce.

 

Warte podkreślenia wydaje się, że KRRiT może w drodze rozporządzeń zwolnić dostawców poszczególnych usług lub same usługi z ww. obowiązków. Ma również możliwość obniżenia zakładanego progu procentowego i choć jeszcze nie doszło do ustalenia konkretnych regulacji, rozmowy w tym temacie trwają.[5]

 

Odpowiedzialność za brak wpisu do rejestru

Ustawa o radiofonii i telewizji przewiduje 2 typy odpowiedzialności za brak wpisu do rejestru:

  • finansową – zgodnie z art. 53c ustawy jeżeli podmiot narusza obowiązek wpisu do rejestru Przewodniczący Krajowej Rady wydaje decyzję nakładającą na niego karę pieniężną w wysokości do dwudziestokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw – czyli w tym momencie ok. 120 000 zł[6], włącznie z wpłatami z zysku, w kwartale poprzedzającym wydanie decyzji nakładającej karę, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej “Monitor Polski”;
  • karną – zgodnie z art. 52 ust. 2 ustawy, kto rozprowadza program radiowy lub telewizyjny bez wpisu do rejestru – podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

 

Problemy praktyczne?

YouTube nie jest w obecnej formie przystosowany do spełniania kryterium odpowiedniego oznaczania treści czy stosowania udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami i w wielu przypadkach nie ma narzędzi do wprowadzenia zmian w już zamieszczonych filmikach, co sprawia dodatkową funkcjonalną trudność.[7]

 

Wobec skali osób zajmujących się publikowaniem treści w serwisie YouTube i braku odpowiednich przepisów technicznych, trudno jest wyobrazić sobie ponadto mechanizm ścigania tych, którzy nie zgłosili prowadzenia swojej działalności do KRRiT. Zgodnie z założeniami, do zadań KRRiT będzie należało przekazywanie wykazu dostawców VoD do PISF, dzięki czemu PISF będzie mógł dokonać identyfikacji potencjalnych „podatników”. W jaki jednak sposób organizacja ta będzie w stanie ustalić liczbę użytkowników danego kanału w konkretnym roku – nie wiadomo, gdyż nie są to obecnie dane dla PISFu dostępne.[8]

 

Dodatkowo wskazuje się, że grupa, którą starano się objąć znowelizowanymi przepisami, jest na to zbyt różnorodna. Wśród twórców treści wideo są przecież tak profesjonaliści, jak i tysiące amatorów, hobbystów i osób, dla których przychody z działalności internetowej stanowią jedynie dodatek do podstawowej działalności lub sposób finansowania pasji, którą dzielą się w Internecie. Swoją opinię w tym temacie wyraził Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) prof. Marcin Wiącek, stwierdzając, że „nałożenie na twórców szczególnie trudnych do zrealizowania obowiązków może stanowić naruszenie wolności słowa oraz wolności twórczości artystycznej zagwarantowanej w Konstytucji oraz innych aktach normatywnych”.  W związku z tym RPO wezwał Krajową Radę Radiofonii i Telewizji do odniesienia się do zgłaszanych przez środowiska internetowych twórców wątpliwości.[9]

 

Jeśli jesteś przedsiębiorcą udostępniającym swoje filmy na życzenie i działalność prowadzona na Twoim kanale na platformie udostępniania wideo wpisuje się Twoim zdaniem w założenia omawianej nowelizacji – rozważ wpisanie się do rejestru prowadzonego przez Przewodniczącego KRRiT! Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości związane z kwestiami prawnymi dotyczącymi omawianych przepisów lub szukasz kancelarii, która zapewni kompleksową obsługę prawną w celu ochrony treści prezentowanych na Twoich zawodowych lub prywatnych mediach społecznościowych – napisz do nas!

 

Photo by Soundtrap on Unsplash
[1] https://www.prawo.pl/prawo/rejestracja-kanalu-na-youtube-w-krrit,513927.html [dostęp: 1.04.2022 r.].
[2] https://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/druk.xsp?nr=693
[3] Rejestr YouTuberów i podatek od YouTube`a? (linkedin.com) [dostęp: 1.04.2022 r.].
[4] Artykuł 7 ust. 1 pkt. 1 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2021 r., poz. 162).
[5] Czy YouTuber, TikToker lub gamer, świadczą usługi VoD? Kilka słów o obowiązkach ciążących na dostawcach VoD. – IAB Polska [dostęp: 1.04.2022 r.].
[6] https://www.iab.org.pl/aktualnosci/czy-youtuber-tiktoker-lub-gamer-swiadcza-uslugi-vod-kilka-slow-o-obowiazkach-ciazacych-na-dostawcach-vod/ [dostęp: 1.04.2022 r.].
[7] Rejestr YouTuberów i podatek od YouTube`a? (linkedin.com) [dostęp: 1.04.2022 r.].
[8] Rejestr YouTuberów i podatek od YouTube`a? (linkedin.com) [dostęp: 1.04.2022 r.].
[9] https://www.prawo.pl/prawo/rejestracja-kanalu-na-youtube-w-krrit,513927.html [dostęp: 1.04.2022 r.].

 

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂 

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami

Portowanie gier komputerowych – nowa odmiana adaptacji?

Nie da się ukryć, że w przeciwieństwie do tego, czego naucza się niekiedy na studiach prawniczych, nie w każdym miejscu pracy prawnik będzie grał pierwsze skrzypce. Jedną z takich branż jest branża gier wideo, gdzie prawnicy muszą niejako „pogodzić się” z sąsiedztwem innych wybitnych specjalistów w swoim zawodzie, bez których dany tytuł nigdy by nie powstał, a wśród których jedynie przykładowo wymienić należy m.in. programistów, grafików czy game designerów. Niemniej, rozwój gamedevu niezaprzeczalnie stworzył na przestrzeni ostatnich lat nowe miejsca pracy dla prawników związanych z branżą kreatywną. O wielu aspektach gamedevu oczami prawnika można przeczytać tu, chociaż wiele terminów z tego obszaru pozostaje wciąż niezbadanych. Przykładowo, powszechnie znane zjawisko w tej branży, jakim jest portowanie, na pierwszy rzut oka wydaje się prostym przeniesieniem gry z jednej platformy na drugą, a zatem dla prawnika powstaniem adaptacji, lecz po zgłębieniu tematu przypomina zaklęcie z gatunku czarnej magii. W dzisiejszym wpisie podejmujemy próbę odczarowania tego terminu – zapraszamy do spojrzenia na porting z perspektywy prawniczej!

 

Dynamiczny rozwój nowych technologii, takich jak NFT czy Metaverse, wpływa na rozwój społeczeństwa informacyjnego, w którym nie sposób obejść się w codziennym życiu bez narzędzi przez nie oferowanych. Zarówno nowość, tajemniczość, stopień skomplikowana obsługi, jak i potencjalne ryzyko w zakresie bezpieczeństwa danych, jakie niosą ze sobą nieznane jeszcze powszechnie wytwory informatyki sprawiają, że wiele osób waha się przed wypróbowaniem ich, a w konsekwencji zostaje niejako z tyłu tego nowoczesnego wyścigu. W całym tym technologicznym szaleństwie gry komputerowe wydają się być współcześnie traktowane niczym popularni, wszechstronnie obecni w naszym życiu znajomi – nawet jeśli nie utrzymujemy z nimi stałego kontaktu. Nikogo już nie dziwi fakt, że na graniu w gry można zarobić pokaźne sumy pieniędzy ani tym bardziej, że odbiorcami gier są nie tylko nastoletni chłopcy. Grupa ta obejmuje sobą niezliczone i głęboko zróżnicowane wewnętrznie grono, identycznie (choć prawdopodobnie na większą skalę), jak jest to w przypadku odbiorców innych dzieł (pop)kultury. Ciężko jest znaleźć wśród znajomych osobę, która ani razu nie grała w żadnego rodzaju grę przy użyciu urządzenia elektronicznego, choćby miał to być mobilny zabijacz czasu lub znane wszystkim świetnie Pasjans Pająk i Saper.

 

Gry komputerowe jako utwory

Zgodnie z art. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1996 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U z 2021 r. poz. 1062, dalej: u.p.a.p.p.) utworem, czyli przedmiotem prawa autorskiego, jest „każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia”.

Zdaniem J. Markowskiego nie ulega wątpliwości, że gra komputerowa może spełniać wszystkie z wymaganych kryteriów, a zatem możliwe jest uznanie jej pod pewnymi warunkami za utwór chroniony prawem autorskim.[1] Niemniej jednak jest utworem specyficznym, składającym się z wielu różnorodnych elementów tworzących bardzo złożoną całość, takich jak m.in. program komputerowy, interfejs graficzny, oprawa audiowizualna czy fikcyjne postaci. Składniki te często same w sobie podlegają ochronie na gruncie prawa autorskiego jako odrębne utwory (niedaleko szukać ochrony przyznawanej programom komputerowym w art. 1 ust. 2 pkt 1 u.p.a.p.p.), jednak doktrynalne dyskusje wywołuje postulat zakwalifikowania gier do jednego rodzaju utworu.

Różnorodność gier zaprezentowana jest również w obrębie samego tego medium, gdyż inna będzie specyfika czołowych przedstawicieli gatunku AAA a inna bardzo prostego „Ponga”, co dodatkowo sprawia trudności w związku z przyporządkowaniem tego utworu do określonego rodzaju. Tezę o złożoności dzieła autorskiego, zawierającego różne formy artystyczne (muzyka, fabuła, wideo, obrazy i postaci) potwierdza także badanie przeprowadzone na zlecenie WIPO (Światowej Organizacji Własności Intelektualnej – World Intellectual Property Organisation).[2]

 

Doktryna, starając się dopasować gry do znanych prawu autorskiemu konstrukcji, podejmowała próbę ich kwalifikacji w całości jako programów komputerowych, utworów audiowizualnych lub baz danych. Wszystkie te argumenty mają swoje mocne, ale również słabe strony, przez co żaden z nich nie wydaje się idealny.

  • Program komputerowy został wymieniony wśród przykładów utworów jako przedmiot prawa autorskiego w art. 1 ust. 2 pkt 1 u.p.a.p.p, lecz jednocześnie w art. 74 u.p.a.p.p. ustawodawca zastrzegł, że „programy komputerowe podlegają ochronie jak utwory literackie”, o ile przepisy u.p.a.p.p. nie stanowią inaczej. Ze względu na swoistą nieścisłość w ujęciu programów komputerowych na gruncie zaprezentowanych przepisów prawa autorskiego, pojawiają się w doktrynie sprzeczne głosy w kwestii wyraźnej przynależności programów do kategorii utworów. Niektórzy bowiem nie odmawiają im tego tytułu[3], inni zaś wolą traktować je jako „swoisty wytwór intelektu”, odrębny jednak od tradycyjnego ujęcia utworu.[4]

Niezależnie jednak od przyjętego stanowiska, nie podlega wątpliwości, że sam program, jeśli spełnia ustawowe przesłanki (efekt działalności twórczej o indywidualnym charakterze[5]), może być chroniony na podstawie przepisów prawa autorskiego, a zwłaszcza przepisów szczególnych określonych w rozdziale 7 tej ustawy. Niemniej rodzi się pytanie o to, czy gra wideo powinna być uznana całościowo za program. Doktryna z reguły odpowiada na nie przecząco, gdyż „uczestnik gry komputerowej odbiera grę komputerową całościowo jako połączenie muzyki, grafiki, tekstu pisanego, których to elementów nie można utożsamiać z tekstowymi ciągami instrukcji programu komputerowego. Gra komputerowa nie może być […] uznana za program komputerowy, mimo że program jest jej istotnym elementem”.[6]

Zdaniem J. Markowskiego, jeśli traktować gry wideo jako programy komputerowe, to objęcie ich ochroną jedynie na gruncie przepisów szczególnych okaże się niewystarczające w kwestii ochrony warstwy audiowizualnej gry[7], która przecież sama w sobie jest wynikiem znacznego nakładu pracy zespołu tworzącego grę. Osoby odpowiedzialne za warstwę programową są w dodatku podporządkowane wymogowi implementacji wcześniej stworzonych rozwiązań audiowizualnych w całość, która będzie zdolna do samodzielnego funkcjonowania, zatem niejako uznaje się ich nadrzędność nad rozwiązaniami programistycznymi. Warstwa programowa jest zatem znaczną częścią utworu, jakim jest gra, lecz nie stanowi go w całości.[8]

  • Podobnie aspekt ten wygląda w przypadku warstwy audiowizualnej, która chociaż jest konieczną i znaczną częścią gry komputerowej, nie może zostać uznana za podstawę kwalifikacji prawnej gry w ujęciu całościowym. Definicyjne rozszerzanie pewnego elementu utworu na jego całość wydaje się być nieuzasadnione oraz niepraktyczne. Swobodne stosowanie przepisów prawa autorskiego odnoszących się do utworu audiowizualnego i rozciąganie ich na element całości gry, jakim jest program komputerowy, byłoby bowiem kłopotliwe chociażby w zakresie rozszerzenia stosowania dozwolonego użytku prywatnego.

Z tego samego powodu nieprzystające do realiów świata programów komputerowych wydaje się ograniczenie z art. 73 u.p.a.p.p., które głosi, że: „Prawo do nadzoru autorskiego może być wykonywane tylko w stosunku do ostatecznej wersji utworu audiowizualnego”. Dodatkowo, jak sama nazwa wskazuje, utwór audiowizualny to dzieło łączące w sobie aspekt dźwiękowo-wizualny, zaś wśród wielu gatunków gier znajdą się również gry tekstowe, zupełnie niepasujące do zakładanej definicji.[9]

  • Nie da się ukryć, że gry komputerowe mogą zawierać w sobie bazy danych, niezależne od działania graczy, takie jak biblioteka obrazów, czy wyświetlane w trakcie gry elementy wykorzystywane do tworzenia postaci i przedmiotów w grze.[10] Jednakże, tak jak w dwóch pozostałych przypadkach, baza danych jest jedynie niewielkim elementem tak złożonego utworu, jak gra, w związku z czym bezzasadne byłoby przypisanie tego terminu do całości dzieła.
  • Postulowano także de lege ferenda nazwanie ustawowo nowej kategorii utworów „utworami multimedialnymi”, do których mogłyby zostać włączone gry wideo. Zdaniem J. Markowskiego jest to rozsądne działanie, pozwalające uwzględnić niejednorodność gier oraz cechy specyficzne dla tego rodzaju dzieła.[11]

 

Z perspektywy polskiego prawa autorskiego, najlepiej sprawdzającą się konstrukcją jest stosowanie w odniesieniu do gier przepisów dotyczących zarówno programów komputerowych, jak i utworów audiowizualnych, gdyż tylko taka podwójna kwalifikacja zapewnia najpełniejszą ochronę.[12] Według Z. Krügera ograniczenie prawnej ochrony wyłącznie do jednego z tych rodzajów utworów mogłoby nie zapewnić wystarczającej ochrony producentom oraz wszystkim twórcom, którzy stoją za stworzeniem całości gry. Ochronie powinien bowiem podlegać efekt końcowy w postaci prezentacji ekranowej, a nie jedynie sam program mający swoje oparcie w kodzie źródłowym.[13]

 

O czym należy pamiętać dokonując adaptacji cudzego utworu?

Niezależnie od prawnego charakteru gier komputerowych, jako przedmiotu prawa autorskiego, stosowane są do nich przepisy u.p.a.p.p., w tym te odnoszące się do utworów zależnych – opracowań. O utworach zależnych pisaliśmy niedawno opisując zjawisko memów z perspektywy prawnoautorskiej. Dla przypomnienia należy przytoczyć treść art. 2. u.p.a.p.p.:

„1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.

  1. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.
  2. Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.
  3. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.
  4. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego”.

Adaptacja została wymieniona pośród przykładów utworów zależnych, co oznacza, że posiada cechy odróżniające ją od pozostałych pozycji wymienionych w art. 2 pkt 1. Według A. Ferenc-Szydełko: „Adaptacja dotyczy w szczególności dzieł literackich przenoszonych poprzez scenariusz na deski teatru, na taśmę filmową, nośnik elektroniczny. Historia teatru i kinematografii dowodzi, że adaptacja jest częstym działaniem, bez którego nie byłoby rozwoju twórczości w tych dziedzinach”.[14] Jest to niejako tradycyjne rozumienie tej formy opracowania, lecz rozwój nowych technologii stworzył również pole do manewru w zakresie adaptacji dla nowych mediów, takich jak właśnie gry wideo.

 

Klasycznym przykładem w branży game deweloperskiej jest stworzenie adaptacji w formie gry komputerowej na podstawie książki (np.: gry z serii „Wiedźmin” produkcji CD PROJEKT RED na podstawie powieści autorstwa Andrzeja Sapkowskiego czy gry „American McGee’s Alice” i „Alice: Madness Returns” wydane przez EA, luźno oparte na klasyku Lewisa Carrolla[15]). Niekiedy adaptacje w postaci gier komputerowych tworzone są w celu zwiększenia potencjału komercyjnego marki filmowej (np. uniwersum filmów z serii „Gwiezdne wojny”) bądź jako próba zaprezentowania danej fabuły w nowym medium (np. gra „Ojciec chrzestny”, oparta na filmie o tym samym tytule wydana po 34 latach od ukazania się filmowego pierwowzoru).[16]

Niemniej do możliwych działań, gdy mowa o adaptacji, należy również działanie w obrębie samego przemysłu gamedevu, takie jak m.in. omówione poniżej portowanie.

 

Trzeba zaznaczyć, że podjęcie się stworzenia adaptacji wymaga zachowania kilku prawnych rygorów. Zgodnie z art. 46 u.p.a.p.p.: „Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, twórca zachowuje wyłączne prawo zezwalania na wykonywanie zależnego prawa autorskiego, mimo że w umowie postanowiono o przeniesieniu całości autorskich praw majątkowych”. Oznacza to, że w braku odmiennych umownych ustaleń stron w tym zakresie, przeniesienie całości autorskich praw majątkowych w umowie nie powoduje przeniesienia prawa do udzielania zezwolenia na stworzenie adaptacji i pozostaje ono przy pierwotnie uprawnionym (twórcy). Zatem jeśli strony pragną przenieść również i to uprawnienie, muszą wyraźnie zaznaczyć to w umowie – w praktyce często stosuje się odpowiednią klauzulę umowną, a samo prawo przenoszone jest zwykle za odpowiednim wynagrodzeniem dla twórcy.

Po stronie twórcy adaptacji powstaje zatem obowiązek ustalenia podmiotu uprawnionego do udzielania zezwolenia, którym, jak udowadnia powyższe, niekoniecznie musi być autor dzieła pierwotnego. W efekcie do bezpiecznych działań należy uzyskanie zapewnienia od podmiotu udzielającego zezwolenia, że jest on do tego wyłącznie uprawniony.

Gdyby umowa między podmiotem uprawnionym z autorskich praw majątkowych a pierwotnym twórcą milczała na temat udzielania zezwolenia na wykonywanie praw zależnych, w niektórych przypadkach konieczne może być zwrócenie się o zgodę do nich obojga (np. w przypadku umowy między autorem a wydawcą).

 

Portowanie

Portowanie (in. porting, port lub konwersja) w języku informatyki oznacza zmianę jednej formy zapisu na drugą. W przemyśle gier wideo będzie to zatem proces przygotowania odrębnej wersji istniejącego wcześniej tytułu z przeznaczeniem na inną platformę sprzętową, np. z konsoli na komputery PC. Jednym ze szczególnych rodzajów konwersji jest przykładowo przeniesienie starszej gry na nowocześniejszą platformę sprzętową. Jak słusznie zauważa A. Karpiński – porting umożliwia dotarcie do nowego grona odbiorców, np. wówczas, gdy, przykładowo, użytkownicy systemu operacyjnego „macOS” uzyskują możliwość korzystania z oprogramowania, które dostępnego dotychczas jedynie w systemie „Microsoft Windows”.[17]

Twórcy konwertowanego tytułu dążą do jak największej zgodności z pierwowzorem, w pierwszej kolejności mając na celu zachowanie fabuły oraz mechaniki rozgrywki, w tym systemu sterowania. Oprawa audiowizualna musi zostać dostosowana do parametrów nowego urządzenia i to w niej najczęściej znajdują się największe różnice względem starego utworu.[18]

 

Trzeba jednak zaznaczyć, że nie każde portowanie prowadzi do powstania nowego utworu, czyli utworu zależnego, a tylko takie, które dotyczy zmiany o charakterze twórczym. Czasem bowiem porting może dotyczyć stosunkowo prostej rekompilacji programu oraz testów weryfikacyjnych, bez konieczności zmiany w kodzie źródłowym. Warto przy tym wspomnieć o zjawisku emulacji, czyli wykorzystaniu programu zwanego emulatorem do symulacji działania pierwotnej platformy, dzięki czemu gra jest odtwarzana na innej platformie sprzętowej niż platforma, pod którą pierwotnie została stworzona. Nie ma przy tym konieczności stosowania portingu. Emulacja zatem nigdy nie prowadzi do powstania utworu zależnego, w przeciwieństwie do niektórych rodzajów portowania.[19]

W przypadku twórczej konwersji gry na nowe urządzenie konieczne jest odniesienie się do wymogów stawianych przez prawo autorskie, tj. przede wszystkim do wymogu dotyczącego uzyskania zezwolenia osoby uprawnionej, jeżeli osoba inna niż autor podejmuje się stworzenia opracowania. Treścią prawa autorskiego do utworu pierwotnego w postaci programu komputerowego jest bowiem zgodnie z art. 74 ust. 4 pkt 2 u.p.a.p.p. „prawo do tłumaczenia, przystosowywania, zmiany układu lub jakichkolwiek innych zmian w programie komputerowym”. Opracowaniem w tym przypadku będzie przekład kodu źródłowego z konkretnego języka programowania na inny, np. z C na C++, a także działania mające na celu dostosowanie oprogramowania do określonego sprzętu.

 

Gry są budowane i testowane dla konkretnej platformy, a gdy są przenoszone na inną, pojawiają się różne wyzwania (takie jak przykładowo wydajność procesora, przepustowość shaderów, czy szybkość wypełniania), które mogą wpływać na grę w trudny do przewidzenia sposób. Portowanie zazwyczaj wymaga kreatywnego rozwiązania kilku problemów. Pierwszym z nich jest to, aby gra „uruchamiała się” na platformie docelowej, zwłaszcza wtedy, gdy portowana gra zbudowana jest przy użyciu narzędzi o zamkniętym kodzie źródłowym. Jeśli narzędzie nie obsługuje platformy docelowej, zamiast zwykłego portu firma zajmująca się portowaniem czasami wybiera remake, czasochłonnie przepisując grę w innym języku, który obsługuje platformę docelową. Gdy pierwszy problem zostaje rozwiązany, zwykle pojawiają się trudności w odniesieniu do oprogramowania pośredniego (zwłaszcza dla audio) lub bibliotek. Jeśli są zamknięte, firma dokonująca portingu musi upewnić się, że istnieje wersja na platformę docelową. Jeśli są open-source, trzeba ustalić, że istnieje odpowiednia licencja na ich używanie oraz, że kompilują się i działają na docelowej platformie. Kolejne kroki dotyczą dodania odpowiedniej obsługi grafiki, wyodrębnienia wywołań grafiki do wspólnego interfejsu dla wszystkich platform.

Zmiany wprowadzane do pierwotnego oprogramowania gry mogą doprowadzić do stworzenia utworu zależnego stanowiącego syntezę dwóch elementów: składników charakterystycznych dla wcześniej istniejącego utworu w postaci pierwotnej wersji gry (np. elementów kodu źródłowego) oraz własnych cech specyficznych, pozwalających uznać, że powstał nowy utwór posiadający indywidualny i twórczy charakter.

 

W związku z tym wątpliwością, która nasuwa się w przypadku tworzenia opracowania gry w postaci dostosowania jej do parametrów nowego urządzenia, jest to, czy faktycznie zawsze powstaje adaptacja, czy może niekiedy będzie to utwór inspirowany. Do ciężkich zadań należy wskazanie wyraźnej granicy między oboma rodzajami utworów, stąd wymaga się każdorazowej oceny konkretnego przypadku. Różnica tkwi w stopniu przejęcia elementów cudzego dzieła oraz w natężeniu wkładów twórczych. Pomocne w kwestii rozgraniczenia może okazać się przytoczenie orzecznictwa, gdyż: „Elementy utworu inspirującego w nowo powstałym utworze inspirowanym są i mogą być rozpoznawalne, ale nie dominujące, stanowiąc efekt emocjonalnego i intelektualnego impulsu wywołanego cudzym dziełem. Za kryterium rozgraniczające uznaje się takie twórcze przetworzenie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte. Samo więc zapożyczenie cudzej postaci bądź jej określenia uzasadnia kwalifikację utworu jako powstałego w wyniku inspiracji cudzym utworem [art. 2 ust. 4 u.p.a.p.p. – przyp. aut.], chyba że przejęcie to stanowi zasadniczą istotę dzieła inkorporującego”.[20]

Rozróżnienie to ma ogromne znaczenie, gdyż jeśli uznamy, że możliwe jest określenie gry z dominującym wkładem twórczym osoby dokonującej portingu za utwór inspirowany, nie będzie konieczne zezwolenie twórcy utworu pierwotnego ani wymienianie jego nazwiska i tytułu utworu pierwotnego w dziele zależnym. I chociaż z reguły podmioty dokonują konwersji własnych tytułów, to nie zawsze jest to regułą, czego przykładem są wspomniane wcześniej gry retro.

 

Jako dyskusyjny przykład, gdzie granica między utworem zależnym a inspirowanym nie jawi się wyraźnie, można wskazać grę „Ao Oni” autorstwa noprops, która odbiła się w Internecie szerokim echem w latach 2008-2011. Powstało 6 oficjalnych wersji tego tytułu stworzonych przez pierwotnego twórcę, które opierały się na różnych wersjach silnika RPG Maker. Oprócz tych należących do noprops, w Internecie pojawiła się niezliczona liczba odsłon „Ao Oni” stworzonych przez różne osoby, mniej lub bardziej czerpiących z pierwowzoru i często działających na innych niż on silnikach. Mnogość różnorodnych przykładów tej pikselowej przygody nastolatków uwięzionych w posiadłości nawiedzonej przez niebieskie stwory, które można przytoczyć, powoduje, że nie można mówić o portowaniu jedynie w kontekście opracowania, choć niemniej będzie je stanowiła sama modyfikacja silnika gry w taki sposób, by osiągnąć twórcze założenia, znacząco odmienne od pozostałych growych tytułów[21]. Niemniej to, czy konieczne będzie uzyskanie zezwolenia, a co za tym najczęściej idzie, wypłacenie twórcy utworu pierwotnego godziwego wynagrodzenia w zamian, będzie podlegało każdorazowej ocenie konkretnego przypadku.

 

Pragniesz stworzyć adaptację pewnego dzieła w formie gry komputerowej? Przymierzasz się do portowania cudzej gry, jednak masz jeszcze wiele pytań dotyczących zezwolenia i innych prawnoautorskich kwestii? Zwróć się do nas – nasza kancelaria oferuje kompleksową obsługę podmiotów na co dzień związanych z branżą game deweloperską!

 

 

[1] J. Markowski, Autorskie prawa osobiste twórców gier komputerowych, Warszawa 2020, Legalis.
[2] A. Ramos, L. López, A. Rodríguez, T. Meng, S. Abrams, The Legal Status, s. 7.
[3] Zob. np. A. Szczudło Prawa autorskie do programu komputerowego i interfejsu użytkownika – Blog Creativa Education [dostęp: 29.03.2022 r.].
[4] Zob. np. J. Barta, R. Markiewicz, Główne problemy prawa komputerowego; A. Grabowska, Program komputerowy; K. Piłat, Program komputerowy; K. Krawiec, Program komputerowy, cyt. za: E. Ferenc-Szydełko (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. 4, Warszawa 2021, Legalis.
[5] E. Ferenc-Szydełko (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. 4, Warszawa 2021, Legalis.
[6] I. Matusiak, w: P. Ślęzak (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2016, s. 505.
[7] J. Markowski, Autorskie…, Legalis.
[8] D. Flisak, Utwór multimedialny w prawie autorskim, Warszawa 2008, s. 83.
[9] J. Markowski, Autorskie…, Legalis.
[10] D.L. Burk, Copyright and Paratext in Computer Gaming, “UC Irvine School of Law Research Paper”, 22/2009, s. 8–9.
[11] J. Markowski, Autorskie…, Legalis.
[12] Zob. np. S. Wiśniewski, Prawnoautorska kwalifikacja gier, s. 66; J. Barta, R. Markiewicz, Prawo autorskie, Warszawa 2016, s. 302.
[13] https://grape.org.pl/news/angry-birds-zostanie-objęty-ochroną-prawnoautorską [dostęp: 22.03.2022 r.].
[14] A. Ferenc-Szydełko (red.), Ustawa…
[15] Choć oczywiście możliwe jest również działanie w drugą stronę i stworzenie opracowania w formie książki na podstawie gry, jak zostało to uczynione np. w przypadku serii „Assassin’s Creed” od Ubisoftu.
[16] A. Karpiński, Charakter prawa do udzielania zezwolenia na wykonywanie zależnych praw autorskich, Białystok 2020, s. 109; [https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/10973/3/A_Karpinski_%20Charakter_prawa_do_udzielania_zezwolenia_na_wykonywanie_zaleznych_praw_autorskich.pdf/, str. 108] [dostęp: 28.03.2022 r.].
[17] Ibidem, s,  108.
[18] Port (konwersja) | GRYOnline.pl (gry-online.pl) [dostęp: 22.03.2022 r.].
[19] A. Karpiński, Charakter…, s. 108-109.
[20] Wyrok Sądu Okręgowego w Świdnicy z dnia 20.9.2017 r., sygn. akt. IV Ka 572/17, Legalis.
[21] R. Wallace, Modding: Amateur Authorship and How the Video Game Industry is Actually Getting It Right, “BYU Law Review”, 1/2014, s. 241.
Photo by Afif Kusuma on Unsplash

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂 

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami

Ulga B+R, czyli ulga na działalność badawczo – rozwojową – także dla zwykłego „przedsiębiorcy” – kiedy i jak możesz skorzystać

Ulga B+R nie dotyczy (jak czasami błędnie się przyjmuje) wyłącznie przedsiębiorców posiadających wysoko wyspecjalizowane laboratoria opracowujące przełomowe wynalazki, czy ściśle współpracujące ze środowiskami naukowymi. Ulga B+R dotyczy także usprawniania dotychczasowych produktów i procesów, przy czym usprawnienia te nie muszą posiadać cech nowości w skali kraju czy świata, ale mają być nowymi rozwiązaniami wprowadzanymi w danym przedsiębiorstwie. Usprawnieniami mogą być zmiany receptur produktów spożywczych, usprawnienia maszyn, poszukiwanie zastosowania nowych materiałów do produkowanych wyrobów, zwiększenie automatyzacji procesów i produkcji, ale także rozwój produktów informatycznych w postaci rozwoju oprogramowania czy nawet elementów gier komputerowych.   

Do rozmowy zaprosiliśmy mecenasa Piotra Karwata z kancelarii Radzikowski, Szubielska i Wspólnicy sp.j. specjalizującego się w prawie podatkowym.

Chcemy nieco „odczarować” postrzeganie tej ulgi. Wydaje się, że skorzystanie z tej optymalizacji podatkowej jest możliwe dla wielu naszych klientów: nie tylko tych, którzy patentują swoje rozwiązania, ale także tych, którzy wprowadzają nowe opakowania i chronią je wzorami przemysłowymi, a także tych, którzy stawiają na automatyzację, tworzą nowe aplikacje czy narzędzia e-commerce.

 

Małgorzata Gradek Lewandowska: Piotrze, porozmawiajmy o uldze na działalność badawczo-rozwojową, która uprawnia do dodatkowego odliczenia od podstawy opodatkowania części wydatków poniesionych na działalność badawczo-rozwojową (B+R), zaliczonych uprzednio do kosztów uzyskania przychodów.

Ulga ta była dostępna od kilku lat, ale w 2022 r. podniesiono limit odliczenia kosztów wynagrodzeń ze 100 do 200 procent. Czy Twoim zdaniem to sprawia, że przedsiębiorcy powinni zainteresować się tą ulgą, szukając oszczędności podatkowych w związku z obciążeniami wprowadzonymi przez Polski Ład?

 

Piotr Karwat: Ulga ta, jak słusznie zauważyłaś, Małgosiu, istnieje w obecnym kształcie już od kilku lat, konkretnie od 2016 r. Od początku jej funkcjonowania trwa proces jej uatrakcyjniania, polegający na zwiększaniu limitu kosztów kwalifikowanych, nie tylko tych stanowiących wynagrodzenia.

Początkowo można było uwzględnić w ramach ulgi jedynie 30% kosztów pracowniczych w ścisłym tego słowa znaczeniu (wydatki na wynagrodzenia dla zleceniobiorców nie stanowiły kosztów kwalifikowanych). Pozostałe koszty uwzględniane były na poziomie 20% dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorców (MŚP) i 10% dla pozostałych. Z czasem podwyższano te limity, różnicując je jednocześnie w stosunku do poszczególnych kategorii kosztów, faworyzując jednocześnie MŚP oraz wprowadzając szczególnie uprzywilejowaną kategorię podatników określanych jako „centrum badawczo-rozwojowe”.

Jeśli chodzi o „zwykłych” przedsiębiorców, najnowsza zmiana w tym zakresie polega – tak jak powiedziałaś – na zwiększeniu limitu odliczenia wydatków kwalifikowanych stanowiących „koszty pracownicze” (w tym również odnoszące się do zleceniobiorców i wykonawców umowy o dzieło) ze 100% do 200%. Na pozostałe koszty kwalifikowane nadal obowiązuje limit 100%.

Odpowiadając konkretnie na Twoje pytanie: każde uatrakcyjnienie ulgi wpływa na wzmożone zainteresowania się nią podatników. Polski Ład, słusznie powszechnie kojarzący się ze zwiększonymi obciążeniami daninowymi (nie tylko podatkowymi), wyraźnie „oszczędził” działalność badawczo-rozwojową, nie tylko zresztą poprzez zwiększenie wspomnianego limitu kosztów kwalifikowanych; przy innych okazjach będziemy jeszcze rozmawiać o innych instrumentach wspierających B+R. Na pewno wzbudzi on większe zainteresowanie przedsiębiorców, taki jest zresztą cel zmiany: zachęcenie podatników do podjęcia działalności badawczo-rozwojowej.

 

MGL: Jeśli ustawodawca „zachęca” do podjęcia działalności badawczo-rozwojowej, to oznacza, że promuje rozpoczęcie konkretnych działań, niekoniecznie ich skutek? Rozumiem, że dla możliwości skorzystania z ulgi B+R nie ma wobec tego znaczenia, czy prace nad nowymi rozwiązaniami lub ulepszeniami zakończyły się sukcesem i zostały wdrożone w przedsiębiorstwie, czy jednak – po wykonaniu badań, prac i testów – zrezygnowano z ich wdrożenia.

Ważne, aby dane działania były twórcze i podejmowane w sposób systematyczny. Celem przedsiębiorcy powinno być zwiększanie zasobów wiedzy oraz wykorzystanie zasobów wiedzy do tworzenia nowych zastosowań. Mogą to być:

  1. badania podstawowe – czyli takie prace empiryczne lub teoretyczne, które mają na celu zdobywanie nowej wiedzy o podstawach zjawisk i obserwowalnych faktów bez nastawienia na bezpośrednie zastosowanie komercyjne, albo
  2. badania aplikacyjne – czyli prace, których celem jest zdobycie nowej wiedzy oraz umiejętności, nastawione na opracowywanie nowych produktów, procesów lub usług lub wprowadzanie do nich znaczących ulepszeń, albo
  3. prace rozwojowe – czyli działalność obejmującą nabywanie, łączenie, kształtowanie i wykorzystywanie dostępnej aktualnie wiedzy i umiejętności, w tym w zakresie narzędzi informatycznych lub oprogramowania, do planowania produkcji oraz projektowania i tworzenia zmienionych, ulepszonych lub nowych produktów, procesów lub usług, z wyłączeniem działalności obejmującej rutynowe i okresowe zmiany wprowadzane do nich, nawet jeżeli takie zmiany mają charakter ulepszeń.

Te pojęcia brzmią trochę niejasno 😊

 

PK: Badania podstawowe i aplikacyjne oraz prace rozwojowe, w rozumieniu Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce, to właśnie istota działalności badawczo-rozwojowej będącej przedmiotem ulgi. Gdy spojrzymy na przytoczone przez Ciebie tzw. definicje legalne, czyli takie, którymi musi kierować się także urząd skarbowy, gdy będzie weryfikował prawidłowość korzystania z ulgi, widzimy, że nie wynika z nich warunek osiągnięcia konkretnego efektu, w tym wdrożenia. Liczy się cel. W badaniach podstawowych wręcz wykluczone jest oczekiwanie ich wdrożeń: ze swej istoty nie nadają się one do bezpośrednich zastosowań komercyjnych. Badania aplikacyjne służą wprawdzie bardziej „konkretnym” zastosowaniom, ale też nie polegają na wdrażaniu czegokolwiek: kończą się na „zdobyciu nowej wiedzy oraz umiejętności”. Dopiero prace rozwojowe mogą, choć nie muszą, prowadzić do „tworzenia zmienionych, ulepszonych lub nowych produktów, procesów lub usług”.

Przede wszystkim jednak żadne z powyższych działań nie musi zakończyć się „sukcesem”: badania podstawowe lub aplikacyjne wcale nie muszą doprowadzić do zdobycia nowej wiedzy lub umiejętności, a prace rozwojowe – do powstania konkretnych planów produkcji lub zaprojektowania konkretnych produktów, procesów czy usług. Podkreślmy jeszcze raz: liczy się cel a nie efekt tej działalności. Taki jest zresztą sens wszelkich ulg B+R. Chodzi o to, aby system podatkowy oferował przedsiębiorcom premię za podjęcie ryzyka działań, których efekt jest trudny do przewidzenia i których ogromna część – jak wskazuje doświadczenie – nie przynosi żadnych „konkretnych” efektów, ale które jednocześnie muszą być podejmowane, jeżeli chcemy liczyć na rozwój cywilizacyjny.

 

MGL: Powiedzmy zatem, co można zaliczyć do wydatków poniesionych na prace B+R. Z naszej praktyki kancelaryjnej najbardziej intersujące są koszty uzyskania i utrzymania praw wyłącznych w postaci patentu, prawa ochronnego na wzór użytkowy, prawa z rejestracji wzoru przemysłowego. Zwykle nasi klienci koszty te ponoszą na:

  1. przygotowanie dokumentacji zgłoszeniowej i dokonanie zgłoszenia do Urzędu Patentowego RP (UPRP) lub jakiegoś innego odpowiedniego zagranicznego organu, łącznie z kosztami wymaganych tłumaczeń na język obcy,
  2. prowadzenie postępowania przez UPRP lub odpowiedni zagraniczny organ; będą to na przykład opłaty wnoszone do urzędu oraz wynagrodzenie prawników czy rzeczników, czyli koszty zastępstwa prawnego i procesowego,
  3. odparcie zarzutów niespełnienia warunków wymaganych do uzyskania patentu, prawa ochronnego na wzór użytkowy lub prawa z rejestracji wzoru przemysłowego zarówno w postępowaniu zgłoszeniowym (gdy urząd odmawia przyznania takiego prawa), jak i po jego zakończeniu (gdy istnieje ryzyko utraty tego prawa, np. unieważnienia wzoru przemysłowego),
  4. opłaty okresowe, opłaty za odnowienie, tłumaczenia oraz dokonywanie innych czynności koniecznych dla nadania lub utrzymania ważności patentu, prawa ochronnego na wzór użytkowy oraz prawa z rejestracji wzoru przemysłowego, w szczególności koszty walidacji patentu europejskiego.

Te koszty mogą być znaczące i możliwość zaliczenia ich do wydatków jest bardzo atrakcyjna. Niemniej nie każdy przedsiębiorca po przeprowadzeniu prac B+R decyduje się na zainicjowanie odpowiedniej procedury w urzędzie patentowym.

Czy same działania B+R można uwzględnić w uldze?

 

PK: Tak, poza kosztami uzyskania i utrzymania praw wyłącznych, odliczeniu podlegają:

  1. koszty wynagrodzeń z tytułu umów o pracę, dzieło czy zlecenia wraz ze składkami w takiej części, w jakiej czas przeznaczony na realizację działalności B+R pozostaje w ogólnym czasie pracy pracownika w danym miesiącu;
  2. nabycie materiałów i surowców bezpośrednio związanych z prowadzoną działalnością B+R;
  3. nabycie niebędącego środkami trwałymi sprzętu specjalistycznego wykorzystywanego bezpośrednio w prowadzonej działalności B+R (np. naczyń i przyborów laboratoryjnych oraz urządzeń pomiarowych);
  4. ekspertyz, opinii i usług doradczych oraz nabycia wyników badań naukowych na potrzeby działalności B+R;
  5. korzystania z aparatury naukowo-badawczej;

oraz

  1. amortyzację kosztów prac rozwojowych zakończonych wynikiem pozytywnym;
  2. amortyzację środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych wykorzystywanych w działalności B+R, z wyłączeniem samochodów osobowych oraz budowli, budynków i lokali będących odrębną własnością.

 

MGL: Zatem jakie działania w pierwszej kolejności powinien podjąć przedsiębiorca, aby móc skorzystać z ulgi B+R?

 

PK: Powinien podjąć działalność badawczo-rozwojową i… to właściwie wszystko. Pomińmy podatników posiadających status centrów badawczo-rozwojowych, bo oni – dla skorzystania z odrębnych przywilejów ulgi B+R – muszą najpierw mieć nadany status takiego centrum. Pozostali, „zwykli” podatnicy, nie uzyskują żadnego formalnego, urzędowo potwierdzonego statusu, który „uprawniałby” ich do prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej. Przepisy podatkowe nie przewidują obowiązku dokonania jakichkolwiek zgłoszeń, rejestracji czy innych tego typu czynności w związku z rozpoczęciem lub prowadzeniem działalności badawczo-rozwojowej.

Dla skorzystania z ulgi podatnik powinien posiadać dowody na poniesienie kosztów kwalifikowanych, ale to jest oczywiste dla każdego przedsiębiorcy, który przecież ma taki sam obowiązek wobec wszelkich wydatków, które chce potraktować jako koszty uzyskania przychodów. Jedynie w przypadku prowadzenia badań podstawowych przepisy przewidują dodatkowy warunek skorzystania z ulgi B+R: badania takie muszą być prowadzone na podstawie umowy lub porozumienia z jednym z podmiotów tworzących system szkolnictwa wyższego i nauki, z wyjątkiem Polskiej Akademii Nauk. Mogą to być uczelnie, instytuty naukowe PAN, instytuty badawcze i inne podmioty wymienione w art. 7 Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce.

Podkreślmy przy tej okazji, że koszt kwalifikowany, będący podstawą korzystania z ulgi B+R, musi być kosztem uzyskania przychodu również według ogólnej definicji kosztu, a więc musi być poniesiony w celu uzyskania przychodu, ewentualnie zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodu.

Rozumienie kosztu oraz kosztu kwalifikowanego jest spójne w tym sensie, że w obydwu przypadkach liczy się cel poniesienia kosztu, a nie jego ostateczny efekt. Mówiliśmy już o celach ponoszenia kosztów kwalifikowanych. W przypadku „zwykłych” kosztów uzyskania przychodu celem ma być uzyskanie przychodu, co nie oznacza, że nieuzyskanie przychodu eliminuje wydatek spośród kosztów uzyskania przychodu (np. utrata towarów handlowych w wyniku pożaru nie oznacza, że wydatki na ich nabycie nie będą kosztami uzyskania przychodu).

W przypadku działalności badawczo-rozwojowej, w której, jak wspominaliśmy, nader często będzie się zdarzać brak „konkretnych” efektów takiej działalności, należy zwracać szczególną uwagę na związanie kosztów kwalifikowanych z celem ogólnym działalności gospodarczej, jakim jest osiąganie przychodów. W tym kontekście, o ile raczej nie będzie budzić zastrzeżeń zaangażowanie się przedsiębiorcy np. z branży meblarskiej w badania aplikacyjne dotyczące nowej formuły produkcji laminatów, o tyle ten sam przedsiębiorca angażujący się w prace rozwojowe nakierowane na uzyskanie nowego paliwa do pojazdów kosmicznych może mieć problem z zakwalifikowaniem wydatków na te prace do kosztów uzyskania przychodów, a w konsekwencji – do ulgi B+R, choćby ponad wszelką wątpliwość stanowiły one prace rozwojowe. W podanym przykładzie przedsiębiorca być może przyczyniłby się do rozwoju cywilizacji, ale nie do rozwoju własnego biznesu – z tego powodu organy podatkowe mogłyby mieć zastrzeżenia do prawidłowości rozliczenia ulgi B+R.

 

MGL: Czyli rozwój dotychczasowej działalności, badanie nowych obszarów w celu rozszerzenia dotychczasowej działalności, ale nie kompletnie inna działalność.

A jak powinno wyglądać ewidencjonowanie kosztów poniesionych na działalność B+R, które będą podlegać odliczeniu? Na co tutaj trzeba zwrócić uwagę, aby skorzystanie z ulgi nie zostało zakwestionowane przez urząd skarbowy?

 

PK: Ustawa stawia w tym zakresie tylko jeden formalny wymóg. W ramach prowadzonej przez przedsiębiorcę ewidencji na „ogólne” potrzeby podatku dochodowego, tj. w księgach rachunkowych lub w podatkowej księdze przychodów i rozchodów, podatnik powinien wyodrębnić koszty działalności B+R. Kwota tych wyodrębnionych kosztów będzie następnie odrębnie wykazana w rocznym zeznaniu podatkowym, a właściwie w specjalnie do tego przeznaczonym załączniku do zeznania – jest to warunek skorzystania z ulgi. Wyodrębnienie spośród całości kosztów uzyskania przychodów jest konieczne, ponieważ koszty kwalifikowane są odliczane podwójnie: raz jako zwykłe koszty uzyskania przychodu (razem z innymi kosztami) i drugi raz w ramach ulgi.

 

MGL: Często jednymi z głównych kosztów ponoszonych przez przedsiębiorców na działalność B+R są wynagrodzenia pracowników. Natomiast nie zawsze cały czas pracy pracownika w danym miesiącu jest przeznaczony na działalność B+R. Jak powinno wyglądać ewidencjonowanie czasu pracy dla celów zastosowania ulgi B+R?

 

PK: Przedsiębiorców mających doświadczenie w kontrolach podatkowych czy czynnościach sprawdzających prowadzonych przez organy podatkowe nie zdziwi zapewne taka odpowiedź: nie obowiązują w tym zakresie ścisłe reguły; ewidencja czasu pracy powinna wyglądać tak, aby nie budziła wątpliwości co do rzetelności. Tak mniej więcej brzmiałoby uzasadnienie decyzji organu podatkowego kwestionującej prawo do skorzystania z ulgi B+R. Postaram się jednak skonkretyzować odpowiedź tak, aby jednak miała ona praktyczny walor dla czytelników.

Stosunkowo prosto wyglądałaby ewidencja pracy pracowników wynagradzanych za rzeczywisty czas pracy („na akord”): sprowadzałaby się do opisu czynności związanych z B+R i wykazania liczby przepracowanych w tym zakresie godzin. Kosztem kwalifikowanym byłby iloczyn liczby godzin i stawki godzinowej takiego pracownika. Ten model wynagrodzenia należy jednak obecnie do rzadkości. Częściej mamy do czynienia ze stałym wynagrodzeniem za z góry określoną liczbę godzin pracy w danym okresie rozliczeniowym (tygodniu, miesiącu). W takim przypadku, oprócz wspomnianego już opisu czynności związanych z B+R i przypisanej im liczby godzin pracy w okresie rozliczeniowym należałoby zaewidencjonować pozostałe rzeczywiście przepracowane godziny w tym samym okresie rozliczeniowym. Tych pozostałych godzin nie trzeba już dokładnie opisywać poza wskazaniem, że nie są one związane z B+R. Następnie obliczamy stosunek godzin B+R do godzin ogółem i mnożymy ten ułamek przez kwotę wynagrodzenia za dany okres rozliczeniowy. Otrzymany wynik będzie stanowił koszt kwalifikowany.

Proponowana przeze mnie metoda rozwiązuje problem kwalifikowania wynagrodzenia za czas nieobecności w pracy w danym okresie rozliczeniowym, np. z powodu urlopu. Nie widzę powodu, aby wynagrodzenie za urlop pracownika częściowo zaangażowanego do prac B+R eliminować w całości z kosztów kwalifikowanych. Jeżeli będziemy liczyć proporcje w oparciu o godziny faktycznie przepracowane w związku z B+R oraz poza B+R, problem wynagrodzenia za urlop „rozwiąże się sam”: będzie ono kosztem kwalifikowanym w takiej samej proporcji jak wynagrodzenie za faktycznie przepracowane godziny.

 

MGL: Co dokładnie kryje się pod pojęciem „dodatkowego odliczenia od podstawy opodatkowania”? Na jakie faktyczne korzyści finansowe może liczyć przedsiębiorca korzystając z ulgi B+R?

 

PK: Chodzi o to, że – jak już wspominałem – koszy kwalifikowane muszą być kosztami uzyskania przychodów; bez tego nie ma mowy o zaliczaniu ich do kosztów kwalifikowanych i, w konsekwencji, skorzystaniu z ulgi B+R. A skoro tak, to znaczy, że koszty kwalifikowane już raz obniżyły zobowiązanie podatkowe, w ramach „zwykłego” obliczania dochodu jako różnicy między przychodem a kosztem uzyskania przychodu. Ulga B+R polega na ponownym obniżeniu podstawy opodatkowania o ten sam koszt, który już wcześniej ją obniżył. Przedsiębiorca, który osiągnął przychód 1 000 i poniósł koszt uzyskania 500, w tym koszty kwalifikowane na wynagrodzenia 100 oraz pozostałe koszty kwalifikowane 50, rozliczy się następująco (na etapie rozliczenia rocznego): wykaże dochód równy 1 000 – 500 = 500. Zakładając, że płaci CIT wg stawki 19%, od tego dochodu zapłaciłby 95. Dodatkowo może jednak obniżyć dochód o koszty kwalifikowane, tj. 200% kosztów pracowniczych oraz 100% pozostałych kosztów. Oznacza to, że ulga B+R obniży mu podstawę opodatkowania o 200%×100 + 100%×50=250. Do opodatkowania pozostanie 500 – 250 = 250. Podatek od takiej podstawy wyniesie 47,5.

Jest to bardzo uproszczony przykład, nie uwzgledniający np. sytuacji, w której kwota odliczenia okazuje się wyższa niż osiągnięty dochód, albo gdy podatnik osiąga stratę. Ulga w takich sytuacjach potrafi być jeszcze „łaskawsza” dla podatnika: może on liczyć na „gotówkowy” zwrot z urzędu skarbowego.

 

MGL: Czy z ulgi B+R mogą korzystać przedsiębiorcy prowadzący działalność na terenie specjalnej strefy ekonomicznej?

 

PK: Oczywiście, pod warunkiem, że nie będą chcieli stosować ulgi do kosztów kwalifikowanych uwzględnianych w kalkulacji dochodu korzystającego ze zwolnienia z tytułu działalności w takiej strefie. Działa tu znana nam reguła: koszty kwalifikowane uwzględniane w uldze B+R muszą być kosztami uzyskania przychodu opodatkowanego, a nie zwolnionego od podatku.

 

MGL: Podsumujmy zatem wady i zalety skorzystania z tego narzędzia wspierania innowacyjności.

 

PK: Podstawowa zaleta to oczywiście tak lubiana przez wszystkich podatników optymalizacja podatkowa, ale w jednoznacznie pozytywnym znaczeniu: obniżenie albo nawet wyeliminowanie obciążenia podatkiem dochodowym, afirmowane przez państwo.

Jako wadę powołuje się „niejednoznaczność” przepisów, zwłaszcza sposobu rozumienia działalności badawczo-rozwojowej i jej poszczególnych przejawów. Ja jednak nie traktuje tego jako wady. Wszelkie próby „uściślenia” działalności badawczo-rozwojowej eliminowałyby z grona potencjalnych beneficjentów ulgi jakąś grupę podatników. „Niejednoznaczność” definicji oznacza przecież nie tylko to, że organ podatkowy może mieć zastrzeżenia do prawidłowości skorzystania z ulgi, ale – w konsekwencji – że zastrzeżenia te nie tak łatwo „przekuć” w decyzję podatkową kwestionującą prawo do ulgi w sposób na tyle przekonujący, że „utrzyma się” ona w sądzie administracyjnym.

Pamiętajmy o funkcjonującej od paru lat zasadzie in dubio pro tributario: „niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika” (art. 2a Ordynacji podatkowej)

 

MGL: Czy w kontekście standardowej weryfikacji podatników korzystających z ulgi B+R warto z zastosowaniem tej ulgi poczekać do ustalenia praktyki urzędów skarbowych? Jak zminimalizować ryzyko (oczywiście poza dobrze przygotowaną umową w zakresie B+R)?

 

PK: Nie ma na co czekać, ponieważ nie wiadomo, jak długo jeszcze utrzyma się obecny pozytywny trend modyfikacji ulgi B+R. Wszystkim innowacyjnym przedsiębiorcom rekomendowałbym konsultacje podatkowe z jednej strony, a z drugiej – zasięgnięcie porady prawnika specjalizującego się w prawach własności intelektualnej. Najbardziej „konserwatywnym” podatnikom zespół takich doradców pomoże przygotować wniosek o interpretacje indywidualną, która zabezpieczy przed ewentualnym kwestionowaniem prawa do ulgi w przyszłości.

 

MGL: Dziękuję za rozmowę. Nasze kancelarie działają przy sąsiednich ulicach, więc już teraz możemy umówić się na kolejną rozmowę przy filiżance czekolady 😉 o nowych ulgach wspierających innowacyjnych przedsiębiorców.

.  

 

Photo by ThisisEngineering RAEng on Unsplash

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

Własność intelektualna w cieniu dramatów ludzkich, zniszczeń – cyberwojna na technologie, zalegalizowanie piractwa, niszczenie dziedzictwa kulturalnego

Codziennie dowiadujemy się o kolejnych zbrodniach wobec Ukrainy. Zabici, ranni. Nie tylko żołnierze, ale też cywile: dzieci, chorzy w szpitalach, starsi ludzie, bezbronni. Poza zniszczeniami obiektów wojskowych, bombardowane są domy, szkoły, ostrzeliwane są korytarze humanitarne. W cieniu tego koszmaru, toczy się inna walka, w której wykorzystywane są najnowsze technologie, piractwo staje się uzasadnioną „sankcją” a dziedzictwo kulturowe, uratowane przed hitlerowcami, wpisane na listę UNESCO, znowu staje się celem ataku, pomimo tego, że Rosja podpisała Konwencję o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego.

Rosja zezwala na pirackie korzystanie z dóbr intelektualnych chronionych prawami IP. Jest to odpowiedź na sankcje nałożone przez kraje europejskie i USA na agresora, a także sposób na przejęcie tych dóbr w celu ratowania gospodarki rosyjskiej.

 

[brak odszkodowania za naruszenie praw wyłącznych do rozwiązań technicznych i wzorów przemysłowych]

W zakresie praw własności przemysłowej rząd Federacji Rosyjskiej na początku marca wydał dekret[1], którym został zmieniony ust. 2 dekretu „O zatwierdzeniu metodologii ustalania wysokości odszkodowania wypłacanego uprawnionemu z patentu w przypadku podjęcia decyzji o wykorzystaniu wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego bez jego zgody oraz trybu wypłacania tego odszkodowania[2].

Podstawę prawną do wprowadzenia możliwości korzystania z wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego bez zgody uprawnionego z prawa wyłącznego stanowi art. 1360 Kodeksu Cywilnego Federacji Rosyjskiej. Zgodnie z tym przepisem rząd Federacji Rosyjskiej ma prawo w interesie obronności i bezpieczeństwa zezwolić na wykorzystanie wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego bez zgody uprawnionego, niezwłocznie zawiadamiając o tym uprawnionego i płacąc na jego rzecz odszkodowanie.

Podobne rozwiązania istnieją w innych państwach, np. zgodnie z art. 82 ust. 1 polskiej ustawy Prawo własności przemysłowej[3] Urząd Patentowy może udzielić zezwolenia na korzystanie z opatentowanego wynalazku innej osoby (licencja przymusowa), gdy jest to konieczne do zapobieżenia lub usunięcia stanu zagrożenia bezpieczeństwa Rzeczpospolitej Polskiej, w szczególności w dziedzinie obronności, porządku publicznego, ochrony życia i zdrowia ludzkiego oraz ochrony środowiska naturalnego. W przypadku zapobieżenia lub usunięcia stanu zagrożenia bezpieczeństwa państwa nie ma wymogu wykazania wcześniejszych starań o udzielenie licencji w dobrej wierze, nie przymusowej.

 

Obecnie w Rosji, na podstawie dekretu z 6 marca 2022 r. ustalono, że w stosunku do uprawnionych:

  • z patentów, praw ochronnych na wzory użytkowe oraz praw z rejestracji wzorów przemysłowych,
  • związanych z obcymi państwami, które „dopuszczają się nieprzyjaznych działań przeciwko rosyjskim podmiotom prawnym i osobom fizycznym” (w tym, dotyczy to uprawnionych mających obywatelstwo tych państw, siedzibę w tych państwach, miejsce prowadzenia działalności gospodarczej lub miejscem uzyskiwania przychodów z prowadzonej działalności gospodarczej) – czyli w stosunku do uprawnionych prowadzących działalność gospodarczą w Polsce,

kwota odszkodowania wynosi 0% rzeczywistego dochodu osoby, która wykorzystała wynalazek, wzór użytkowy lub wzór przemysłowy chroniony prawem wyłącznym bez zgody uprawnionego w zakresie:

  • produkcji i sprzedaży towarów,
  • wykonywania pracy oraz świadczenia usług, do których produkcji, wykonywania i świadczenia wykorzystano odpowiednio wynalazek, wzór użytkowy lub wzór przemysłowy.

 

Co to oznacza, dla uprawnionych z patentów, praw ochronnych na wzory użytkowe oraz praw z rejestracji wzorów przemysłowych na terytorium Rosji?

W obecnej sytuacji uprawnieni ci nie otrzymają żadnego odszkodowania, ani innej formy rekompensaty w przypadku wykorzystania ich rozwiązania technicznego lub postaci wytworu, jeżeli zostanie wydania zgoda przez rząd Federacji Rosyjskiej na korzystanie z wymienionych przedmiotów własności przemysłowej w interesie obronności i bezpieczeństwa.

Powyższe regulacje nie obejmują praw ochronnych na znaki towarowe zarejestrowane na terytorium Rosji, ale jak pokazują ostatnie wydarzenia, sądy rosyjskie potrafią ustalić inną podstawę prawną do oddalania powództw dotyczących praw wyłącznych w postaci praw ochronnych na znaki towarowe oraz praw autorskich, jeżeli uprawniony jest podmiotem pochodzącym z „nieprzyjaznego kraju”.

 

[dochodzenie roszczeń z tytułu praw autorskich i praw ochronnych do znaków towarowych jako nadużycie prawa]

Taka sytuacja miała miejsce w przypadku naruszenia praw autorskich do serialu „Świnka Peppa”, praw do samej postaci świnki Peppy, a także praw ochronnych na graficzny znak towarowy stanowiący przedstawienie postaci świnki Peppy  [4] oraz znak słowny PEPPA PIG[5] chronionych na terytorium Rosji.

Uprawnionym do świnki Peppy („Peppa Pig”) jest Entertainment One Ltd. – brytyjski producent z branży rozrywkowej zajmujący się tworzeniem filmów i seriali. Entertainment One złożył pozew o naruszenie ww. praw wyłącznych do Świnki Peppy przeciwko rosyjskiemu przedsiębiorcy.

Pomimo tego, że pozew do sądu wpłynął jeszcze na kilka miesięcy przed inwazją wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy, rosyjski sąd oddalił powództwo wskazując, że na przełomie lutego i marca 2022 r. kraje zachodnie, w tym Wielka Brytania, przyjęły restrykcje (polityczne i ekonomiczne) nałożone przeciwko Federacji Rosyjskiej, a okoliczności te mają znaczenie prejudycjalne dla tego sporu.

Sąd powołując się na art. 10 rosyjskiego kodeksu cywilnego zabraniający korzystania z praw w złej wierze ustalił, że działania Entertainment One stanowią nadużycie prawa i nie zasługują na ochronę prawną, a to stanowi podstawę do oddalenia powództwa (orzeczenie dostępne jest tutaj[6]).

Od wskazanego wyroku Entertainment One może odwołać się przy czym, dokonując analizy przedstawionej argumentacji sądu I instancji, nie należy spodziewać się odmiennej oceny prawnej i faktycznej danej sprawy i uchylenia przez sąd II instancji omawianego orzeczenia.

 

Co to oznacza, dla uprawionych do znaków towarowych na terenie Rosji?

Pomimo, iż trudno zgodzić się z zasadnością i zgodnością z prawem podejmowanych działań przez rząd rosyjski oraz rosyjski wymiar sprawiedliwości należy przyjąć, że korzystanie z przedmiotów praw własności intelektualnej na terytorium Rosji przez osoby do tego nieuprawnione nie będzie sankcjonowane, a dochodzenie roszczeń przez uprawnionych z praw wyłącznych będzie nieskuteczne.

 

[ochrona dziedzictwa kulturowego]

Działania wojenne to przede wszystkim tragedia ludzi żyjących na obszarze objętym konfliktem zbrojnym. W wyniku bombardowań i ostrzeliwań terenów mieszkalnych życie i zdrowie tracą liczne ofiary. Niszczone są ich domy, biura, a także miejsca z którymi łączonych jest wiele wspomnień. Straty ponoszą nie tylko obywatele atakowane kraju ale także cała ludzkość. Podczas ataków wojsk rosyjskich niszczone są również zabytki i bezcenne dzieła sztuki, wbrew postanowieniom konwencji haskiej – Konwencji o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego [7].

Jak dowiadujemy się z wpisu ministra kultury Ukrainy Ołeksandra Tkaczenko w Charkowie rosyjscy okupanci ostrzelali Katedrę Wniebowzięcia, gdzie ukrywali się ludzie, budynki edukacyjne Narodowego Uniwersytetu Sztuki Charkowskiej oraz akademiki Państwowej Akademii Kultury Charkowskiej, a w Iwankowie koło Kijowa – muzeum z pracami światowej sławy artystki Marii Primachenko. Ponadto Kijowska Państwowa Akademia Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa nazwana imieniem Michaiła Boychuka również została zniszczona przez okupantów. Szalony dyktator grozi zniszczeniem cerkwi Sobór Mądrości Bożej w Kijowie, wpisanej na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO, zbudowanej w XI wieku[8].

Najbardziej wartościowe zabytki Ukrainy znajdują się w Skarbcu usytuowanym w XVIII-wiecznym budynku piekarni klasztornej na terenie Ławry Peczerskiej. Jest to trzeci zabytek ukraiński znajdujący się na liście UNESCO. W Skarbcu jest 56 tysięcy zabytków archeologicznych oraz klejnotów z metali i kamieni szlachetnych z różnych epok[9].

W celu ochrony zabytków przed atakami przygotowuje się Lwów, którego centrum historyczne również znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Najwięcej problem przysparza zabezpieczenie rzeźb usytuowanych poza budynkami. W pierwszej kolejności rzeźby zostały zabezpieczone ogniotrwałą folią i miękkimi tkaninami, aby zapobiec ich rozbiciu. Na kolejnych etapach rzeźby będą przenoszone do piwnic ale taka działania wymagają użycia sprzętu, ze względu na masę obiektów.

 

Wspomniana Konwencja o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego, zawiera bardzo szczegółowe wytyczne w zakresie znakowania obiektów, transportu, zabezpieczenia tych których nie można transportować. W preambule tej Konwencji przyjęto, iż  „szkody wyrządzone dobrom kulturalnym, do jakiegokolwiek należałyby one narodu, stanowią uszczerbek w dziedzictwie kulturalnym całej ludzkości, gdyż każdy naród ma swój udział w kształtowaniu kultury światowej“.

Co te zapisy znaczą dla Rosji, która jest sygnatariuszem Konwencji?

 

[nowe technologie jako wsparcie w trakcie wojny]

Tam gdzie pewne możliwości się zamykają, tak jak np. ochrona praw wyłącznych przed naruszycielami na terytorium Federacji Rosyjskiej, pojawiają się nowe sposoby na wykorzystywanie i rozwój nowych technologii. 

Takim przykładem będzie Clearview AI, czyli system rozpoznawania tworzy oparty na sztucznej inteligencji opracowany w Stanach Zjednoczonych. System ten jest w stanie porównywać twarze osób z bazą zdjęć zamieszczonych w Internecie, w tym na mediach społecznościowych dokonując w ten sposób szybkiej identyfikacji osoby. Poprzez zastosowanie systemu Clearview AI, Ukraina będzie mogła wspomagać odnalezienie zaginionych członków rodzin ukraińskich, szybko identyfikować ofiary, czy szpiegów obcych państw.

Clearview AI to system, który budzi wiele kontrowersji. Pomimo, iż jest wykorzystywany przez ograny państwowe Stanów Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii i Kandzie jego użycie jest nielegalne[10]. Miejmy nadzieję, że jeżeli dojdzie do wykorzystywania takiej technologii będzie to miało miejsce wyłącznie w słusznych celach i z poszanowaniem norm dotyczących humanitarnego traktowania.

 

_____

Wiemy, że instytucje humanitarne działające w Ukrainie przede wszystkim potrzebują pieniędzy, za które kupią to, co najbardziej potrzebne. Dlatego wraz z innymi kancelariami, włączamy się do akcji zachęcającej do dokonywania wpłat. Chcemy podziękować tym, który dokonują wpłat. 

Każda z osób, która prześle do nas potwierdzenie dokonania wpłaty wsparcia dla Ukrainy, w podziękowaniu uzyska dostęp do naszych produktów cyfrowych: wybranego wzoru umowy bądź e-booka do wartości odpowiadającej kwocie pomocy dla Ukrainy. Szczegóły korzystania z naszych materiałów określa regulamin dostępny po linkiem: https://lgl-iplaw.pl/regulamin/.

Czyli, co należy zrobić, aby wziąć udział w naszej akcji:

  1. dokonać wpłaty na sprawdzony, bezpieczny rachunek, z którego pieniądze zostają przekazane do instytucji pomagających w Ukrainie i zachować dowód wpłaty
  2. przesłać za pomocą poczty mailowej skan dowodu wpłaty (można oczywiście usunąć dane osoby wpłacającej, ważne, aby była informacja o celu wpłaty i kwota) na adres: biuro@lgl-iplaw.pl  wraz z informacją o wyborze wzoru umowy bądź e-booka dostępnych na https://lgl-iplaw.pl/sklep/ w folderze: e-booki i w folderze: wzory
  3. poczekać 2 dni robocze na otrzymanie dostępu, jeśli po tym czasie nie skontaktujemy się, prosimy o kontakt malgorzata.gradek@lgl-iplaw.pl oraz anna.debska@lgl-iplaw.pl

Dziękujemy za wpłaty 😊

 

Photo by Dovile Ramoskaite on Unsplash

 

 

[1] z dnia 6 marca 2022 r. nr 299
[2] z dnia 18 października 2021 r. nr 1767
[3] Ustawa z dnia 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (t.j. Dz. U. z 2021 r. poz. 324).
[4] https://www.tmdn.org/tmview/#/tmview/detail/WO500000001212958
[5] https://www.tmdn.org/tmview/#/tmview/detail/WO500000001224441
[6] https://kad.arbitr.ru/Card/a45fa186-05bb-43b5-87d9-1f0d3b640142
[7] Konwencja o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego wraz z Regulaminem wykonawczym do tej Konwencji oraz Protokół o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego, podpisane w Hadze dnia 14 maja 1954 r. (Dz. U. z 1957 r. Nr 46, poz. 212 z późn. zm.).
[8] https://www.facebook.com/oleksandr.tkachenko.ua/posts/5037459559654939
[9] https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/2157177,1,zagrozone-skarby-i-zabytki-ukrainy-czy-putin-je-zniszczy.read
[10] https://www.reuters.com/technology/exclusive-ukraine-has-started-using-clearview-ais-facial-recognition-during-war-2022-03-13/

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami

Memy internetowe jako przeróbka stanowiąca przedmiot prawa autorskiego oraz narzędzie meme marketingu

Przeciętny internauta widząc mema nie zastanawia się nad jego prawną naturą. Podobnie, odpowiadając GIF-em w konwersacji na Messengerze, nikt nie myśli o nim w kontekście utworu. A jednak nowoczesne, internetowe formy twórczej ekspresji mogą podlegać prawu autorskiemu! Z poniższego tekstu dowiecie się, jak chronione są autorskie przeróbki w Internecie, a także jak legalnie rozpowszechniać treści w postaci memów oraz stosować tzw. „meme marketing” bez ryzyka wkroczenia w sferę czyichś praw.

Pojęcie „kultury remiksu”

Od mniej więcej lat 60. XX w. postmoderniści zaczęli przekonywać społeczeństwo, że „wszystko już było”. Dekonstrukcja, eklektyzm, autotematyzm, przeróbka czy parodia stały się nieodłącznym elementem kultury i kultury popularnej.[1] W późniejszym czasie L. Lessig określił otaczającą nas kulturową rzeczywistość mianem „kultury remiksu”.[2] Zdaniem K. Grzybczyk: „Zjawisko to polega na wykorzystaniu istniejących już utworów i połączeniu ich w taki sposób, by powstał całkiem nowy. Chociaż są też tacy, którzy twierdzą, że nic takiego nie istnieje, że remiks to kultura, zaś kultura zawsze była remiksem. (…) W badaniach nad tym zjawiskiem wskazuje się związek, zależność między dostępnością łatwych w obsłudze cyfrowych technologii oraz działaniami, takimi jak wyodrębnianie, fragmentacja, zestawianie oraz rekombinacja różnych elementów tekstu, muzyki, obrazów w celu tworzenia nowych utworów”.[3]

Do typowych elementów kultury remiksu zaliczyć można m.in.:

  • memy, którym poświęcona będzie dalsza część wpisu;
  • GIF-y – krótkie, kilkusekundowe animacje, umieszczane na mediach społecznościowych w podobnym charakterze do memu internetowego;
  • mashupy – prace powstałe poprzez połączenie różnych książek, piosenek czy też filmów;
  • skanlacje – fanowskie tłumaczenia komiksów, przede wszystkim japońskiej mangi;
  • machinimy – filmy stworzone przy wykorzystaniu silnika gier komputerowych.[4]

 

Utwór zależny, opracowanie, przeróbka…

Biorąc pod uwagę powyższe, wydaje się, że współczesna kultura w dużej mierze opiera się na pojęciu „przeróbki”. Czym jednak ona jest? Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: u.p.a.p.p.) wymienia to pojęcie pośród przykładów opracowań w art. 2. ust. 1:

„1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego”.

Doktrynalnie często uznaje się, że pojęcia „utwór zależny” oraz „opracowanie” są ze sobą tożsame[5], choć można napotkać także poglądy nieco odmienne. Przykładowo za A. Karpińskim warto przytoczyć, że: „należy dokonać rozróżnienia terminów <opracowanie> oraz <utwór zależny> w ten sposób, że utwór zależny powinien oznaczać opracowanie będące nowym utworem”.[6] Za M. Szacińskim utwór zależny można uznać za „dzieło oparte na cudzym utworze, w którym wprowadzone zmiany wykazują elementy twórczości indywidualnej, z zachowaniem jednak tożsamości utworu pierwotnego[7]. Twórcy obu utworów nie działają w porozumieniu (charakterystycznym dla utworów współautorskich, o których – na przykładzie komiksów – pisaliśmy tu).

 

Zatem, ze względu na jego twórcze elementy także i utworowi zależnemu przyznaje się ochronę na gruncie prawa autorskiego, jednak możliwość rozporządzania nim i korzystania z niego jest warunkowa. Zgodnie z dalszą częścią art. 2 u.p.a.p.p.:

„2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.

Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.

Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.

Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego”.

 

Dawniej synonimem „opracowania” była również wspomniana wcześniej „przeróbka”.[8] Obecnie jest ona wymieniona pośród przykładów opracowań w art. 2 u.p.a.p.p., choć pojęcie to samo nie ma definicji legalnej. W doktrynie określa się ją m.in. jako „jako taki rodzaj utworu zależnego, w którym dokonano wymiany formy wewnętrznej[9] (jednocześnie A. Kopff za opracowanie uznał utwór zależny, który powstał przez wymianę formy zewnętrznej i formy wewnętrznej, a za przeniesienie – utwór zależny powstały przez wymianę jedynie formy zewnętrznej).[10] Wielu autorów różnicy między tłumaczeniem a przeróbką upatruje w tym, że tłumacz zakłada jak najwierniejsze przełożenie wartości utworu pierwotnego (o istocie tłumaczeń z perspektywy praw własności intelektualnej pisaliśmy przy okazji święta misia o małym rozumku ;-)), natomiast twórca przeróbki do wartości utworu macierzystego dodaje własne cechy, charakteryzuje ją pewien wkład twórczy jej autora.[11] Zdaniem A. Karpińskiego za przeróbki nie można, wbrew nazwie, uważać każdego utworu zależnego powstałego wskutek przerobienia utworu pierwotnego, a tylko takie niebędące adaptacją ani tłumaczeniem, gdyż w art. 2 ust. 1 u.p.a.p.p. zostały one wymienione osobno.[12]

 

Czym jest mem?

Jednym z najważniejszych przejawów kultury remiksu, pojawiających się w codziennym życiu, jest mem. Słowo to pochodzi od mimetyki, wywodzącej się etymologicznie z greckiego mimesis, czyli „naśladować”. Mimetyka to gałąź nauki badająca ewolucję kulturową zakładającą, że „mem” to podstawowy pakiet informacji kulturowej, zupełnie tak jak gen jest podstawowym pakietem informacji biologicznej.[13]

W literaturze wyróżnić można dwa powszechnie występujące rozumienia pojęcia „mem”:

  1. mem (sensu stricto – przyp. aut.) jako „przeróbki zdjęć, którym często towarzyszy krótki tekst; mogą to być również nieprzerobione zdjęcia opatrzone krótkim tekstem, rozpowszechniane w Internecie, najczęściej anonimowo, jako satyra lub komentarz do bieżących wydarzeń”[14];
  2. mem (sensu largo – przyp. aut.) jako „dowolny rodzaj medialnej treści, która zdobywa popularność w procesie spontanicznej dystrybucji online, odbywającej się poza przemysłami kultury”.[15]

 

Za immanentną cechę memów uznaje się ich zaraźliwość, dzięki której same memy i tematy, których dotyczą, zyskują specyficzną popularność. Takim tematem może być zasadniczo wszystko, co ma pewien odbiór w przestrzeni publicznej. Memy, poprzez wykorzystanie konkretnej grafiki lub zdjęcia, bardzo często nawiązują do wydarzeń ze świata, polityki, sławnych osób, ale i do codziennego życia.[16] Zdaniem J. Nowaka: „Twórca memu sięga do repozytorium kulturowego, bierze z niego określone (z reguły popularne) treści i powiela je w twórczy sposób, a skutkiem owego przetworzenia jest też sugerowane odmienne (nierzadko skrajnie odmienne) odczytanie[17]. Stąd autor ten traktuje memy jako „relatywnie skuteczne narzędzie spontanicznego symbolicznego protestu, prowadzonego (czasem jedynie początkowo) w medialnych środowiskach online[18].

 

Wyjaśnienie wszystkich wskazanych wyżej pojęć: utwór zależny, opracowanie, przeróbka – wydaje się niezbędne w celu zrozumienia możliwego przyznania ochrony prawnoautorskiej szczególnemu rodzajowi twórczości jaką jest mem. Z wyroków cytowanych we wpisie poświęconym zjawisku deepfake, wynika, że „utworem może być nawet kompilacja wykorzystująca dane powszechnie dostępne pod warunkiem, że ich wybór, segregacja, sposób przedstawienia ma znamiona oryginalności” (wyrok SN z 25.01.2006r, I CK 281/05, OSN 2006, nr 11, poz. 186) a także, że „spełnienia przesłanki twórczości (oryginalności i indywidualności) utworu można doszukiwać się nawet w doborze, układzie lub uporządkowaniu składników utworu, tj. poszczególnych ujęć czy nawet doborze podkładu muzycznego” (wyrok SA w Warszawie z 26.11. 2014 r., VI AC 212/14). Zatem nie każdą modyfikację lub fotomontaż, w rezultacie której powstaje mem (tak jak deepfake), będzie można uznać za utwór z powodu braku indywidualności. Przyznanie ochrony prawnoautorskiej nie będzie możliwe, gdy rezultat w postaci mema będzie wyłącznym efektem działalności szablonowej, czasami przy użyciu generatorów, a nie twórczej pracy człowieka.

 

W relacjach z innymi autorami …

Zakładając, iż dany mem z racji swojej zawartości stanowi utwór zależny (czyli został stworzony przez przejęcie elementów posiadających indywidualny i twórczy charakter z cudzego dzieła w stopniu pozwalającym je rozpoznać w memie), to przysługuje mu ochrona na gruncie prawa autorskiego. Tym samym, na gruncie wspominanego art. 2 u.p.a.p.p., rozporządzanie i korzystanie z takiego mema przez jego autora zasadniczo wymaga zezwolenia autorów utworów pierwotnych/autora utworu pierwotnego.

I tutaj pojawia się praktyczny problem dla twórców memów: w jaki sposób uzyskać zezwolenie (zgodę) na wykorzystanie twórczych elementów z utworu pierwotnego.

Poza tym, zgodnie z prawem nawet w razie uzyskania zezwolenia twórcy utworu pierwotnego, konieczne jest także podanie autora grafiki lub zdjęcia. Powszechnie w Internecie nie jest to przestrzegane ze względu na trudności z odnalezieniem autora utworu pierwotnego – co nie znaczy, że w wielu przypadkach znalezienie go nie jest możliwe, zwłaszcza w przypadku fotografii.

Znowu, aktualne w tym zakresie pozostają nasze rozważania odnośnie podobnej do memów twórczości w postaci deepfake. Samo tworzenie memów, a także ich dystrybuowanie, analogicznie jak w przypadku deepfake, może być zgodne z prawem, pod pewnymi warunkami.

Oczywiście, aby móc korzystać z cudzego utworu – co do zasady – musimy mieć na to zgodę twórcy, ale w prawie autorskim przewidziane są jednak wyjątki, które zezwalają na włączanie części cudzego utworu lub jego przeróbkę.

Jedną z takich „instytucji” jest prawo cytatu uregulowane w art. 29 u.p.a.p.p. Z przepisu tego wynika, że “wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości”. Tym samym wykorzystywanie przez twórcę mema fragmentu innego utworu może być uzasadnione prawem cytatu. Ważne, aby zwrócić uwagę na to, że utwór, z którego korzysta twórca mema był “rozpowszechniony” czyli jak określa się w art. 6 u.p.a.p.p., aby był to “utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie“.

Szukając prawnego uzasadnienia do sięgnięcia przez autora mema po obcą twórczość, warto poznać art. 29(1) u.p.a.p.p. Z tego przepisu wynika, że wolno korzystać z utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości. O tych gatunkach możesz przeczytać we wpisie poświęconym brand hero. Na pewno każdy przypadek trzeba mema trzeba oceniać indywidulanie, ponieważ nie zawsze sądy będą uznawać, że tego typu czerpanie z utworu macierzystego mieści się w graniach parodii, pastiszu i karykatury. Te gatunki zalicza się głównie do utworów inspirowanych i wówczas nie ma wymogu uzyskania zgody autora utworu macierzystego, ani obowiązku czyli wymieniania twórcy i tytułu utworu pierwotnego na egzemplarzach opracowania (co należy robić zgodnie z art. 2 ust. 5 u.p.a.p.p.). Pamiętajmy, że granica pomiędzy inspiracją, a opracowaniem jest bardzo cienka i łatwo jest ją przekroczyć.

 

Mem a wizerunek

Dodatkowa trudność pojawia się w przypadku uwiecznienia na memie cudzego wizerunku. Zgodnie z art. 81 ust. 1 u.p.a.p.p. na rozpowszechnianie mema zawierającego wizerunek osoby niepublicznej potrzebne jest jej zezwolenie. Nie jest ono potrzebne wtedy, gdy osoba na memie stanowi jedynie szczegół całości takiej, jak zgromadzenie, krajobraz czy publiczna impreza (art. 81 ust. 2 pkt 2 u.p.a.p.p.). Co jednak z osobami publicznymi, które po pierwsze najczęściej pojawiają się w różnych memach, a po drugie – z racji pełnienia różnych publicznych funkcji muszą być bardziej „odporne” na wszelkiego rodzaju komentarze pojawiające się w debacie publicznej, w tym na memy? Częściowej odpowiedzi udziela art. 81 ust. 2 pkt 1 u.p.a.p.p., gdyż zgodnie z jego treścią: „Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych”.

Kim jest osoba powszechnie znana w rozumieniu tego przepisu? Orzecznictwo wskazuje, że kryterium „powszechnej znajomości” nie stanowi chociażby zakres terytorialny[19], ale o powszechnej znajomości może decydować wybór prowadzonej działalności[20] czy wkład w debatę publiczną danej osoby, której wizerunku ukazanie ma służyć zaspakajaniu prawa społeczeństwa do istotnych informacji[21]. W przypadku drugiej przesłanki, tj. pełnienia „funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych”, każdorazowo uzasadniając dopuszczalność wykorzystania danego wizerunku, konieczne jest wykazanie związku przedstawionej na zdjęciu sytuacji z pełnieniem którejś tych funkcji (ujmowanych dość szeroko). Zabrania się uwieczniania wizerunku osób powszechnie znanych w sytuacjach prywatnych, traktując to w orzecznictwie jako nadmierne wkraczanie w ich sferę intymną, niesłużącą realizacji „wyższych” celów informacyjnych dla społeczeństwa[22].

 

W przypadku stricte wykorzystania wizerunku w memach, biorąc pod uwagę ich specyficzną funkcję komentatorską, Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 27 stycznia 2006 r. (sygn. akt. III CSK 89/05) do kryteriów wskazanych w art. 81 u.p.a.p.p. dodał jeszcze jeden czynnik, mianowicie w celu satyrycznego wykorzystania wizerunku, autor utwóru (mema) musi zakładać zaznajomienie odbiorcy mema z ujemną oceną działalności publicznej danej powszechnie znanej osoby. Oznacza to w praktyce zakaz publikowania memów o charakterze czysto prześmiewczym, jak było to w przypadku mema zawierającego wizerunek burmistrza z niepełnosprawnością, w stanie faktycznym zaprezentowanym w rzeczonym wyroku.

Różnicą jest bowiem zamiar wywołania efektu komicznego, a prześmiewczego. Jak zaznacza E. Fabian: „Mem nie zwraca uwagi na okoliczności, na które bohater memu nie ma wpływu (takich jak np. wygląd), ale na takie, które ściśle dotyczą sfery zawodowej związanej z pełnieniem funkcji publicznej – słowami, decyzjami i kompetencjami politycznymi. Taka krytyka jest dopuszczana w ramach debaty publicznej w orzecznictwie polskim i europejskim, w tym w wyrokach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Natomiast satyra mająca na celu jedynie dyskredytację osoby publicznej poprzez nawiązanie do ułomności, wieku lub wyglądu – może zaszkodzić samemu satyrykowi”.[23] Więcej o korzystaniu z wizerunku i prawnej jego ochronie można przeczytać tutaj.

 

A co w przypadku przekroczenia granic prawnych przez twórcę mema?

Podobnie, jak w przypadku deepfake, nie jest wykluczona odpowiedzialność twórcy mema za naruszenie praw innych twórców czy praw osoby, której wizerunek został wykorzystany:

  • w ramach ochrony przed naruszeniem dóbr osobistych (na podstawie art. 23 i 24 kodeksu cywilnego), o tym więcej można przeczytać tu
  • zgodnie z procedurą karną – ścigane na wniosek pokrzywdzonego – przestępstwo zniesławienia (art. 212 kodeksu karnego) i zniewagi (art. 216 kodeksu karnego), więcej na temat karnej odpowiedzialności można przeczytać tutaj
  • oczywiście z roszczeniami na gruncie art. 78 i 79 u.p.a.p.p. mogą wystąpić twórcy utworu macierzystego, więcej o tym tu oraz tu

Więcej można przeczytać we wspomnianym cyklu o deepfake.

 

Jak legalnie uprawiać meme marketing?

Skoro już wiadomo, że mem może być utworem, a utwory korzystają z ochrony prawnoautorskiej, to jak skutecznie uprawiać rozprzestrzeniający się ostatnio dość powszechnie tzw. „meme marketing” (działania marketingowe ukierunkowane na promocję danej marki przy pomocy memów) bez narażenia się na możliwość naruszenia cudzego prawa, jeśli nie udało się uzyskać zezwolenia autora mema na takie wykorzystanie jego utworu?

Otóż pomocna w takim przypadku może być wspomniana konstrukcja utworu inspirowanego. Termin ten nie został określony przez ustawodawcę, a określenie go to domena doktryny. Przykładowo J. Barta twierdzi, że utwór taki występuje wtedy, gdy: „utwór wcześniej istniejący, innego autora, nie jest ani w całości, ani w poszczególnych swych warstwach inkorporowany do utworu nowego, lecz stanowi raczej jedynie artystyczną czy naukową zachętę, podnietę do jego stworzenia[24]. Utwór inspirowany nawiązuje zatem w pewien sposób do dzieła pierwotnego, ale o jego różnicy w stosunku do utworu zależnego każdorazowo stanowi stopień oderwania od utworu pierwotnego w zakresie walorów twórczych.[25] Ma to ogromne znaczenie praktyczne, gdyż – jak wcześniej podkreślaliśmy – utwór inspirowany nie jest obarczony wymogami odnoszącymi się do rozporządzania nim i korzystania z niego za zezwoleniem twórcy utworu pierwotnego. Zgody takiej nie wymaga się, jako że utwór inspirowany jest utworem samoistnym, któremu przysługuje własna ochrona prawnoautorska.

Dlaczego to ważne w kontekście meme marketingu? Otóż w przypadku braku zgody autora mema na korzystanie z jego utworu nadal można zrealizować pomysł urozmaicenia swojej treści o charakterze marketingowym memem, tyle że nie pochodzącym od innego twórcy, a stanowiącym własny utwór inspirowany.

 

Ponieważ zgodnie z art. 1 ust. 21 u.p.a.p.p.: „(…) nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne”, osoba chcąca użyć mema w marketingu może po prostu zaczerpnąć sam koncept na niego, inspirując się ostatnim internetowym trendem, ale przerobić go pod swoją markę, tak jak w poniższym przykładzie:

 

Rys. 1, źródło: ⌬ Meme Marketing: The Next Revolution in Marketing Strategy? 🤔 (keywordtool.io) [dostęp: 15.03.2022 r.].

 

Gdy mem jest tworzony w wyniku inspiracji, istotne jest, by komponenty dzieła w utworze inspirowanym pochodzące z utworu inspirującego pomimo ich rozpoznawalności nie były dominujące (tak w wyroku SN z 10.07.2014 r., I CSK 539/13). W takim przypadku trzeba także uważać na sytuacje dotyczące korzystania z wizerunku osób przedstawionych na stworzonej przez siebie fotografii, gdyż:

  1. udostępniający nadal powinien mieć zgodę na korzystanie z ich wizerunku i
  2. mem nie może naruszać dóbr osobistych osoby na nim przedstawionej (a także tej, do której ewidentnie nawiązuje).

Dyskusyjny przykład zamieszczamy poniżej:

 

Rys. 2, źródło: Totalmoney.pl reklama inspirowana memem distracted boyfriend wideo (wirtualnemedia.pl) [dostęp: 15.03.2022 r.].

 

Problematyka memów jest bardzo ciekawa, a ich ilość generowana codziennie w sieci dostarcza także nam, prawnikom, mnóstwa pracy 😉 Zawracają się do nas zarówno ci, którzy tworzą memy, ale także osoby taką twórczością pokrzywdzone. Jeżeli Twoje prawa własności intelektualnej są naruszane, nie czekaj i nie zwiększaj rozmiaru Twojej szkody wyrządzanym naruszeniem! Skorzystaj z usługi przygotowania wniosku o zabezpieczenie w przypadku naruszenia praw własności intelektualnej.  Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

 

Photo by Carolien van Oijen on Unsplash

 

[1] Zob. Postmodernizm. Antologia przekładów. Ryszard Nycz (red.). Kraków: Wydawnictwo Baran i Suszczyński, 1996, passim.
[2] Zob. L. Lessig, Remiks. Aby sztuka i biznes rozkwitały w hybrydowej gospodarce, tłum. R. Próchniak, Warszawa 2009, passim.
[3] K. Grzybczyk, 3.3. Kultura remiksu [w:] Twórczość internautów w świetle regulacji prawa autorskiego na przykładzie fanfiction, Warszawa 2015.
[4] Zob. A. Karpiński, Charakter prawa do udzielania zezwolenia na wykonywanie zależnych praw autorskich, Białystok 2020, s. 49.
[5] Zob. np. E. Traple, Dzieło zależne jako przedmiot prawa autorskiego, Warszawa 1979, s. 5.
[6] A. Karpiński, Charakter…, s. 97.
[7] M. Szaciński, Prawa twórcy opracowania cudzego dzieła w polskim prawie autorskim (zależne prawa autorskie), Palestra 1978, nr 2, s. 26.
[8] S. Ritterman, Komentarz do Ustawy o prawie autorskim, Kraków 1937, s. 21.
[9] A. Kopff, Autorskie prawa zależne w świetle teorii o warstwowej budowie utworu, St. Cyw. 1978, z. 10, t. XXIX, s. 152.
[10] Ibidem.
[11] Zob. np. A. Niewęgłowski, M. Poźniak-Niedzielska, Wprowadzenie. Pojęcie utworu (w:) System Prawa Prywatnego, t. 13, red. J. Barta, Warszawa 2017, s. 31; J. Błeszyński, Tłumaczenie i jego twórca w polskim prawie autorskim, Warszawa 1973,  s. 47.
[12] A. Karpiński, Charakter…, s. 102.
[13] Zob. Ibidem, s. 48.
[14] Ibidem.
[15] J. Nowak, Memy internetowe: teksty (cyfrowej) kultury językiem krytyki społecznej (w:) Współczesne media. Język mediów, red. I. Hofman, D. Kępa-Figura, Lublin 2013, s. 240.
[16] Zob. A. Karpiński, Charakter…, s. 49.
[17] J. Nowak, Memy…, s. 246.
[18] Ibidem, s. 255.
[19] Osobą powszechnie znaną może być np. taksówkarz w małym mieście, zob. np. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 2 września 2010 r., sygn. akt. I ACa 620/10.
[20] Zob. np. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 8 kwietnia 2016 r., sygn. akt. I ACa 1108/15.
[21] Zob. np. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 6 lutego 2018 r., sygn. akt. V ACa 1040/17.
[22] Zob. np. Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 4 grudnia 2019 r. sygn. akt. I CSK 497/18.
[23] https://lookreatywni.pl/baza-wiedzy/mem-a-prawo-mem-w-social-media/ [dostęp: 15.03.2022 r.].
[24] System Prawa Prywatnego, PP T. 13, red. Barta/Barta, Markiewicz, Matlak, Niewęgłowski, Poźniak-Niedzielska, s. 55.
[25] Zob. Ibidem.

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami

część 1 – Czym jest Sztuczna Inteligencja oraz metoda Uczenia Maszynowego i jak zapewnić produktom opartym o te techniki prawną ochronę?

Dzisiaj na blogu LGL gościmy Grzegorza Gwardysa, Lead Data Scientist w Spółce Promity. Spotkaliśmy się, aby porozmawiać o tym, co LGL kocha najbardziej, a w czym specjalizuje się Promity, czyli o innowacjach i własności intelektualnej. Dokładniej zaś, dzisiejsza rozmowa rozpoczyna cykl wspólnych rozważań LGL i Promity na temat sztucznej inteligencji.

 

Dorota Pielak – LGL: Grzegorzu, jako Lead Data Scientist w Spółce Promity  na co dzień wspierasz projekty wykorzystujące Sztuczną Inteligencję (Artificial Intelligence – AI). Porozmawiajmy o tym, czym dla Ciebie, jako inżyniera, jest AI? Z tym określeniem spotykamy się obecnie prawie na każdym kroku; czy faktycznie sztuczna inteligencja jest wszechobecna?  

Grzegorz Gwardys – Promity: Niestety, sam termin „Sztuczna Inteligencja” nasuwa wiele problemów i pułapek. O ile definiowanie Sztucznej Inteligencji jako zbioru różnych dziedzin wiedzy (np. takich jak logika rozmyta, obliczenia ewolucyjne, sieci neuronowe, czy robotyka) jest poprawne na pewnym poziomie ogólności, to nie wystarcza, aby zrozumieć istotę zagadnienia. Jako inżynierowie i informatycy mamy problem z precyzyjnym określeniem, w którym miejscu zaczyna się rozumiana dosłownie Sztuczna Inteligencja.

Obecnie triumfy święcą usługi i urządzenia oparte na AI, które np. pozwalają robić lepsze zdjęcia, rozpoznawać mowę czy dokonywać personalizacji oferty w oparciu o cechy lub zachowania klienta. Warto jednak przywołać pojęcie Efektu Sztucznej Inteligencji (tzw. “AI Effect”), sformułowane przez Pamelę McCorduck, autorkę kilku książek poświęconych tej tematyce. Według niej, jeśli określony problem jest rozwiązany, to nie jest już częścią zagadnień z zakresu AI. Podążając za rozumowaniem McCorduck, należałoby więc stwierdzić, że zwycięstwo komputera w szachach nad Garym Kasparovem w 1997 roku odniosła nie tyle Sztuczna Inteligencja, ile po prostu program wyszukujący najlepsze rozwiązanie.

Warto też wspomnieć, że zdaniem pionierów tej dyscypliny z lat 60-tych XX wieku, Sztuczna Inteligencja jako zbiór technik miała już pod koniec zeszłego wieku imitować ludzką inteligencję, jednak w prognozowanym czasie jedynie wspomniane zwycięstwo szachowe okazało się spełnioną przepowiednią.

Powiedziałbym więc, że obecnie żyjemy więc w erze tzw. Słabej Sztucznej Inteligencji (ang. Narrow AI), czyli takiej, która nie jest świadoma, czująca czy napędzana emocjami. Imitacja ludzkiej inteligencji ogranicza się tu do działania w zakresie wcześniej zdefiniowanym przez człowieka. Na tzw. Silną Sztuczną Inteligencję (ang. General AI), przewyższającą możliwości ludzkiego umysłu, musimy jeszcze poczekać.

 

LGL: Dziękuję, to bardzo ciekawe. Wiem, że Promity specjalizuje się projektach wykorzystujących techniki Deep Learning do analizy obrazu. Czy mógłbyś przybliżyć, na czym polega Deep learning?

Promity: Zacznijmy od tego, że to, co dla nas jest oczywiste, czyli zdolność identyfikacji i kojarzenia przedmiotów, słów czy bytów, dla maszyn siłą rzeczy oczywiste nie jest. Maszynę trzeba nauczyć ich rozpoznawania i tym zajmuje się uczenie maszynowe (Machine Learning – ML). Stosowane obecnie w systemach rozpoznających obrazy techniki uczenia maszynowego wykorzystują tzw.  dane oetykietowane. Celem tego procesu jest nauczenie komputera tworzenia modeli statystycznych „odgadujących”, jakie obiekty są widoczne na zdjęciu. Danymi, na których pracuje Sztuczna Inteligencja są więc zdjęcia, a zawarte w dodatkowym pliku tekstowym etykiety, to informacje o obiektach przedstawianych na fotografiach.

Przed erą Deep Learning, zastosowanie uczenia maszynowego w rozpoznawaniu obrazów polegało na łączeniu technik przetwarzania obrazu z algorytmami uczenia maszynowego. Za pomocą technik przetwarzania obrazu dokonywano ekstrakcji jego rozmaitych cech, takich jak np. tekstura i kolor. Następnie, algorytmy uczenia maszynowego, na podstawie zadanych im cech obrazu miały za zadanie zaklasyfikować, co znajduje się na zdjęciach.

Ten paradygmat został zburzony w 2012 r., który można uznać za rok przełomu w myśleniu o uczeniu maszynowym. Wtedy bowiem zastosowano po raz pierwszy tzw. sieci neuronowe. W konkursie ImageNet Large Scale Visual Recognition Challenge 2012 (ILSVRC2012) zespół z Toronto zastosował wydajną implementację sieci neuronowej, działającej na kartach graficznychj. Pozwoliło to na zajęcie pierwszych miejsc w dwóch z trzech konkursowych zadań, ale dodatkowo na znaczne zdystansowanie konkurentów pod względem precyzji wyników w zakresie klasyfikacji obrazu, co należy uznać za istotne nowatorstwo techniczne. Rok 2012 był rokiem przejścia w uczeniu maszynowym na stosowanie sieci neuronowych nie tylko w wizji komputerowej, ale również w przetwarzaniu języka naturalnego czy audio.

Uczenie głębokie – Deep Learning – jest więc zatem pod-dziedziną uczenia maszynowego i opiera się na wykorzystaniu sieci neuronowych.

Kluczowa różnica w stosunku do poprzedniego paradygmatu uczenia maszynowego polega więc na tym, że wcześniej to specjaliści musieli głowić się nad możliwie najlepszymi cechami obrazu, aplikowanymi następnie maszynie. Metoda Deep Learning przenosi ten ciężar na samą maszynę, a ściślej na sieci neuronowe, które same muszą takowe cechy wyznaczyć, ucząc się poprzez analizę niezliczonej ilości danych w warstwach neuronów. Jak pokazują wyniki, sieci neuronowe są w tym lepsze od ludzi! Jednak, podobnie jak w poprzednim paradygmacie, Deep Learning także wymaga oetykietowanych danych. A sieci neuronowe co do zasady wymagają tych danych jeszcze więcej.

To zaś rodzi wyzwania zarówno natury procesowej, jak i kosztowej czy operacyjnej, ponieważ nagromadzenie właściwej ilości przydatnych danych to tylko część zadania. Kluczowe jest następnie zapewnienie ich należytej jakości. Jeśli posiadamy przykładowo 10 milionów plików z rozszerzeniem jpg i nie wiemy, co na tych zdjęciach się znajduje (ponieważ brakuje im etykiet), to najpierw trzeba przeprowadzić żmudny proces przygotowania danych (m.in. poprzez adnotację zdjęć), aby można je było zastosować do uczenia sieci neuronowych.

 

LGL: Rozumiem. O danych jako niezbędnym elemencie sztucznej inteligencji porozmawiamy szerzej już wkrótce, w kolejnej części naszego cyklu, ponieważ jest to sam w sobie obszerny i wielowątkowy temat.

LGL: Czy widzisz jeszcze inne wyzwania, jakie napotyka branża technologiczna zajmująca się Sztuczną Inteligencją?

Promity: Powiedziałbym, że są to wyzwania natury biznesowej. Apetyt klientów na tego typu rozwiązania jest olbrzymi; jednocześnie dość często oczekiwania bywają wygórowane, a nawet mało realistyczne, jeśli weźmie się pod uwagę aktualne możliwości techniczne rozwiązań AI. Przykładowo: obecne rozwiązania klasyfikacji obrazu dobrze działają dla tysiąca różnych typów obiektów. Natomiast biznes oczekuje często np. 10 tysięcy klas i 100-procentowej poprawności działania.

Z drugiej strony, to nawet dobrze, ponieważ te oczekiwania wymuszają ścisłą współpracę pomiędzy środowiskiem naukowym, a przemysłem. Musimy jednak pamiętać, że AI (a raczej, jak będą się upierał, Machine Learning i Deep Learning) nie zawsze będzie najszybszym rozwiązaniem problemu biznesowego lub operacyjnego opartego na danych. Póki co, żyjemy w erze Słabej Sztucznej Inteligencji, której zakres działania jest zawężony. Dlatego konieczne jest wzajemne zrozumienie, z jednej strony potrzeb biznesowych przez inżynierów AI, a z drugiej strony, obecnych możliwości AI przez zarządzających jednostką biznesową.

 

LGL: Podobnie jest w branży usług prawnych. Prawnik musi rozumieć potrzeby biznesowe swojego Klienta i dobrze poruszać się w jego branży, z kolei Klient korzystający z pomocy prawnej musi zdawać sobie sprawę z tego, na czym polega rola doradcy i prawnika. Ten wątek nasuwa mi kolejne pytanie: odchodząc od warstwy technologicznej tematu, czy w ramach prowadzonych przez Promity projektów z obszaru Deep Learning pojawiają się zagadnienia, które chcielibyście omówić z prawnikami?

Promity: Dziękuję za to pytanie. Owszem, ja osobiście zastanawiam się nad tym, czy istnieją rozwiązania prawne pozwalające chronić rozwiązania AI jako własność intelektualną firmy.

Pytam o to, ponieważ projekty z zakresu Machine Learning i Deep Learning, potrafią być bardzo czasochłonne oraz wymagają zaangażowania wysokiej klasy specjalistów, nie tylko z zakresu AI, o których obecnie trudno jest na rynku, ale także tzw. ekspertów domenowych.

Szczególnie wyraźnie widać to przy naszym projekcie CalfCam (projekt współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Inteligentny Rozwój 2014-2020), w którym zajmujemy się stworzeniem urządzenia służącego poprawie dobrostanu bydła poprzez automatyczną analizę zachowań zwierząt. Urządzenie będzie konglomeratem zarówno dedykowanych sieci neuronowych działających na wydajnych układach wbudowanych (tzw. edge), jak i rozmaitych sensorów, których działanie udoskonali rozpoznanie obiektu i jego cech lub zachowania. Uważamy, że będzie to unikalny system detekcji “pozy krowy” na skalę co mniej ogólnopolską.

Zastanawiam się, czy i w jaki sposób można zapewnić ochronę takiego projektu przed kopiowaniem, a przez to zachować przewagę konkurencyjną. Dodam, że dzięki pracy naszych inżynierów projekt ten co do zasady powstaje od zera w Promity.

 

Promity: Czy w ogóle możliwe jest określenie naszego “systemu rozpoznawania pozy krowy” mianem wynalazku i zapewnienie mu ochrony prawnej? Czy warto starać się o taką ochronę?

LGL: O tym, czy opisany przez Ciebie system może być wynalazkiem, nie powinniśmy rozmawiać na łamach bloga. Zaraz wytłumaczę, dlaczego.

Zacznijmy jednak od tego, że co do zasady rozwiązania informatyczne mogą podlegać ochronie prawnej i potencjalnie wchodzą tu w grę różne systemy ochrony. Aby wyjaśnić, na czym dokładnie może ona polegać, konieczne jest zidentyfikowanie i zrozumienie rozwiązania technologicznego stojącego za AI.

Pomimo wspomnianej przez Ciebie niedoskonałości pojęcia sztucznej inteligencji na gruncie techniki, z prawnego punktu widzenia od niedawna możemy w zasadzie uznać, że system sztucznej inteligencji doczekał się definicji, która jest zawarta w przedstawionym w 2021 roku przez Komisję Europejską projekcie Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej w sprawie Sztucznej Inteligencji, o czym pisaliśmy na blogu tutaj.

System sztucznej inteligencji z prawnego punktu widzenia jest przede wszystkim programem komputerowym, oczywiście szczególnym, bo posiadającym określone cechy, które zresztą zdefiniowane są we wspomnianym projekcie Rozporządzenia.

W każdym razie, punktem wyjścia jest oprogramowanie. Oczywiście, Tobie nie muszę tłumaczyć, czym ono jest. Wyjaśnijmy to jednak naszym czytelnikom w celu lepszego zrozumienia istoty AI na gruncie prawnym.

Program komputerowy to ciąg instrukcji dla komputera, napisany przez człowieka – programistę, w określonym języku programowania. Taka instrukcja jest kodem źródłowym. Jest to w pewnym sensie tekst instruujący komputer, co i jak ma robić. Aby program działał, kod źródłowy przekładany jest na kod wynikowy napisany w wewnętrznym języku komputera.

Tak rozumiany program komputerowy może być do zasady utworem chronionym prawem autorskim. Oznacza to, że twórca programu, czyli programista, posiada prawa autorskie do napisanego kodu, w tym wyłączne prawa majątkowe do korzystania i rozporządzania utworem na określonych polach eksploatacji. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku utworów pracowniczych; zgodnie z art. 74 ust. 3 prawa autorskiego, prawa majątkowe do programu komputerowego stworzonego przez pracownika w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy przysługują pracodawcy, o ile umowa nie stanowi inaczej. Ochrona prawno-autorska powstaje z mocy prawa, przez fakt stworzenia utworu, nie wymaga rejestracji itp. Jeśli programistów było wielu, przysługuje im współautorstwo programu. Co istotne z punktu widzenia producenta rozwiązania AI, lub podmiotu komercjalizującego system, to, że musi on zadbać o skuteczne nabycie uprawnień od wszystkich twórców, aby móc korzystać i rozporządzać utworem.

Objęcie rozwiązania programistycznego ochroną prawnoautorską ma podwójne znaczenie. Po pierwsze, wyłączność praw majątkowych daję ochronę przed naruszeniami, zwłaszcza przed kopiowaniem kodu przez osoby trzecie. Po drugie, podmiot autorsko uprawniony może osiągać przychody z licencji, czyli udzielanych innym podmiotom zezwoleń na korzystanie z programu.

Jeśli zaś chodzi o ochronę patentową, o której wspomniałeś, to w odróżnieniu od praw autorskich nie jest ona automatyczna. Przyznaje ją określony urząd patentowy (np. Urząd Patentowy RP czy Europejski Urząd Patentowy – European Patent Office EPO) po dokonaniu weryfikacji zgłoszenia, wydając w tym zakresie decyzję administracyjną. Należy też podkreślić, że patent co do zasady nie jest łatwy do uzyskania.

Patent może być przyznany na wynalazek. Wynalazkiem jest rozwiązanie techniczne, które jest nowe, posiada poziom wynalazczy i nadaje się do przemysłowego zastosowania. To, że wynalazek musi być nowy, oznacza, że nie może być znany dotąd technice. Pod uwagę bierze się wszystko, co było podane na dany temat do powszechnej wiadomości. To bardzo ważne, ponieważ oznacza, że jeśli nasze rozwiązanie ujawnimy światu, np. na targach branżowych, albo chwaląc się nim na stronie internetowej, stracimy szansę na uzyskanie patentu !! Potencjalny wynalazek należy więc koniecznie zachować w ścisłej poufności przed dokonaniem zgłoszenia o udzielenie patentu i dlatego właśnie nie możemy rozmawiać o szczegółach Waszego produktu 😊.

Warunek poziomu wynalazczego wynalazku to ciekawa cecha. Inaczej nazywa się ją przesłanką nieoczywistości. Rozwiązanie nie może w sposób oczywisty wynikać dla znawcy ze stanu techniki. Znawcą jest tutaj specjalista w danej dziedzinie, ale będzie to raczej praktyk dysponujący przeciętną, ogólnie dostępną wiedzą z danej dziedziny. Nieoczywistość można określić jako zaskoczenie dla osoby biegłej, rozwiązanie problemu dotąd nierozwikłanego przez technikę czy zaspokojenie nowej potrzeby społecznej, lub poprawę efektywności.

Wreszcie, wynalazek musi nadawać się do przemysłowego zastosowania, czyli być możliwy do wdrożenia, sprawny technicznie i realizować konkretny, praktyczny cel. Ten warunek wydaje się względnie łatwy do spełnienia, jeśli weźmiemy pod uwagę, do jakich celów aktualnie wykorzystuje się systemy określane mianem AI.

Przy czym, same programy komputerowe nie są uznawane za wynalazki. Dopuszczalne jest natomiast opatentowanie wynalazku wspomaganego programem komputerowym.

 

Promity: A co w praktyce daje posiadanie patentu?

LGL: Podobnie, jak w przypadku praw autorskich, daje wyłączność komercyjnego korzystania z rozwiązania, a w konsekwencji również możliwość jego komercjalizacji poprzez system licencji. Patent to w praktyce monopol na korzystanie z danego wynalazku.

Trzeba jednak pamiętać, że wszystkie prawa własności przemysłowej są prawami terytorialnymi. Oznacza to, że monopol, który jest nadawany przez odpowiedni urząd patentowy dotyczy wyłącznie obszaru, na którym zgłaszający chce uzyskać ochronę. Mając patent na wynalazek udzielony przez Urząd Patentowy RP nie możesz zakazać korzystania z danego rozwiązania innego podmiotowi np. terenie Francji czy Niemiec.

Dodatkowo, ochrona patentowa jest ograniczona w czasie. Trwa przez 20 lat i nie można przedłużyć tego okresu; po jego upływie patent wygasa. Dla porównania, ochronę znaku towarowego można cyklicznie przedłużać praktycznie w nieskończoność.

 

Promity: Hmm, dlaczego zatem w przypadku patentu jest inaczej?

LGL: Chodzi o to, aby nie dochodziło do tworzenia trwałego monopolu na eksploatację użytecznego rozwiązania technicznego na rzecz tylko jednego uczestnika rynku. Mowa tu o rozwiązaniu naukowym, a z nauki ma prawo korzystać każdy. Ustawodawca więc zdecydował, że po okresie sprawiedliwej wyłączności na zysk na rzecz tego, kto wniósł wysiłek twórczy lub inwestycyjny w powstanie wynalazku, rozwiązanie musi wejść do domeny publicznej, aby potencjalnie przynosiło korzyści całemu społeczeństwu.

Można powiedzieć, że system patentowy jest pewną umową społeczną. W zamian za wyłączność zarobkowego korzystania z rozwiązania przez pewien czas, wnioskujący o patent zobowiązany jest ujawnić to rozwiązanie. Odmowa ujawnienia wynalazku skutkuje nieudzieleniem ochrony. Jednak korzyść, jaką uzyskuje zgłaszający w postaci monopolu na wynalazek, stanowi zachętę do ujawniania przez niego być może kolejnych rozwiązań technicznych. To zaś przyczynia się do ogólnego rozwoju techniki i postępu technologicznego. W ten sposób istnienie patentów jest realnym narzędziem wspierającym naukę. Gdyby nie patenty, wszyscy innowatorzy musieliby ukrywać swoje nowe rozwiązania, aby nikt ich nie skopiował, zaś każda próba podzielenia się z nimi ze światem, np. przez wprowadzanie na rynek produktów wytworzonych według wynalazków, prawdopodobnie kończyłoby się skorzystaniem z tych rozwiązań przez konkurencję.

 

Promity: Rozumiem. Ale czy to oznacza, że po 20 latach, wszyscy mogą kopiować innowacyjne rozwiązanie danej firmy?

LGL: Niekoniecznie, a w zasadzie: to zależy… Wspomniane wcześniej majątkowe prawa autorskie trwają co do zasady przez 70 lat od śmierci twórcy.

Ochrona na podstawie prawa autorskiego i ochrona z patentu (o ile uda się go uzyskać), są od siebie niezależne i nie zastępują się, ale biegną równolegle. Po wygaśnięciu patentu, element wynalazku w postaci utworu komputerowego będzie nadal chroniony majątkowym prawem autorskim. Trzeba przy tym pamiętać, że ochrona patentowa i ochrona autorska nie będą się pokrywać, jeśli chodzi o przedmiot ochrony.

Prawem autorskim chroniony jest wyłącznie program komputerowy, czyli kod, w jakim został on napisany. Można to porównać do ochrony utworów literackich, ponieważ kod źródłowy w istocie jest tekstem. To oznacza, że w czasie trwania praw autorskich nikt co do zasady nie może wdrożyć identycznego kodu. Jednak sam program komputerowy nie może być z kolei chroniony patentem. Dopiero zastosowanie programu jako elementu szerszego rozwiązania technicznego, o ile przez  dodanie utworu komputerowego uzyskano nowy lub ulepszony efekt techniczny, będzie mogło być opatentowane. Trzeba pamiętać, że prawo autorskie chroni indywidualną formę utworu, a nie określony sposób działania, metodę czy rozwiązanie problemu technicznego. Te ostatnie formy pracy intelektualnej można chronić poprzez patent na wynalazek lub ochronę wzoru użytkowego, bądź przez ochronę poufnego know-how firmy.

Zatem, utworem w rozwiązaniu AI jest kod programu, zaś ewentualnym wynalazkiem może być urządzenie lub układ wspomagane tym programem, jeżeli spełnia przesłanki uzyskania patentu.

Można by, dla porządku, wspomnieć jeszcze o wzorze przemysłowym, który chroniłby fizyczną postać interfejsu urządzenia (jego aspekt wizualny), o ile postać ta byłaby nowa i miałaby indywidualny charakter.

O innych sposobach „ochrony pomysłu” pisaliśmy w jednym z poprzednich wpisów natomiast o ochronie know-how jako tajemnicy przedsiębiorstwa tutaj.

Jako prawnicy na co dzień zajmujący się własnością intelektualną, kibicujemy Klientom sięgającym po nowe technologie. Wiemy, że obecne rozwiązania prawne dają szerokie możliwości, z jednej strony ochrony wytworów intelektualnych, a z drugiej są fantastycznym narzędziem do ich komercjalizacji, np. w drodze licencji. Ważne, aby wystarczająco szybko prawnicy mogli podpowiedzieć optymalne rozwiązania. Zdarza się bowiem, że przez zbyt późne zgłoszenie rozwiązania do urzędu patentowego czy wspomniane ujawnienie jego istoty np. przez publikację, zgłaszający traci szanse na przyznanie prawa wyłącznego.

Z naszego punktu widzenia, szczególnie chyba frustrująca jest swoista beztroska przedsiębiorców w udostępnianiu poufnych danych bez odpowiedniego zabezpieczenia, np. bez zawarcia dobrze skonstruowanej umowy o zachowaniu poufności. Ważne jest też podpisanie odpowiednich umów z pracownikami i współpracownikami w zakresie pozyskiwania praw IP do wykonywanych przez nich prac. Źle skonstruowana umowa może nie tylko zniweczyć uzyskanie przez firmę praw do efektów pracy współpracownika, ale także stwarza realne ryzyko „wycieku” wiedzy do konkurencji. Warto więc zaopatrzyć się w dobrą umowę pozwalającą na nabycie praw, zanim powstanie dane dobro intelektualne. Pozwoli to uniknąć sporów o IP lub co najmniej zminimalizować szanse ich powstania. A gdy firma posiada już patenty czy inne prawa wyłączne IP, to powinna wraz z prawnikami zastanowić się nad optymalną strategią ich ochrony. Nasza pomoc będzie skuteczniejsza, jeśli dokonamy przeglądu zasobów intelektualnych posiadanych przez Klienta – tak, jak wykonuje się okresowe badania lekarskie czy przeglądy samochodów. Dzięki nim można zapobiegać problemom lub zdecydowanie łatwiej rozwiązywać je, zanim urosną do rozmiaru poważnych sporów prawnych.

Promity: Oczywiście, dziękuję. Widzę, że temat jest złożony. Z pewnością będziemy musieli zastanowić się nad właściwą strategią ochrony rezultatów naszych projektów . Cieszy mnie w każdym razie, że są ku temu odpowiednie narzędzia.

 

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami