-1
archive,author,author-js,author-8,theme-stockholm,cookies-not-set,stockholm-core-1.1,woocommerce-no-js,select-child-theme-ver-5.1.8.1573676579,select-theme-ver-5.1.8,ajax_fade,page_not_loaded,menu-animation-underline,popup-menu-fade,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive

Czym jest prawo holdingowe? – nowelizacja kodeksu spółek handlowych 2022r.

Długo oczekiwana nowelizacja kodeksu spółek handlowych („ksh”) wejdzie w życie 13 października 2022 r. Wraz z nią pojawi się szereg nieznanych dotąd prawu polskiemu zmian. Mają one na celu przede wszystkim poprawienie sytuacji organów spółki zależnej. Ustawa w nowym brzmieniu ma objąć swoją treścią tzw. „prawo holdingowe”, kojarzone do tej pory z rozwiązaniami wprowadzonymi w ustawodawstwie niektórych państw Unii Europejskiej. W ksh do tej pory funkcjonowały przepisy odnoszące się do spółek zależnych i dominujących w ogólności, jak np. art. 6 oraz art. 7 ksh, czy przepisy odnoszące się do oferty publicznej, jednak brakowało regulacji prawa holdingowego sensu stricte. Październikowa nowelizacja ma w założeniu zbliżyć nasz system prawa handlowego do rozwiązań stosowanych za granicą.

Dotychczasowy brak regulacji holdingu utrudnia praktyczne zarządzanie grupą spółek: nie istnieje instrument do szybkiego zapewnienia realizacji strategicznych celów holdingu przez spółki zależne. Funkcjonujące rozwiązania w postaci

  • uchwał zgromadzeń wspólników (walnych zgromadzeń) spółek zależnych, w których spółka dominująca posiadała większość głosów bądź
  • zapewnienie wpływu spółki dominującej na osoby piastujące funkcje w organach spółek zależnych poprzez ich powoływanie i odwolywanie przez spółę dominującą,

nie pozwalają na podejmowanie decyzji z dnia na dzień, a także generują konflikty na tle odpowiedzialności za szkody powstałe na skutek działań spółki zależnej wymuszonych przez spółkę dominującą.

Nowe przepisy wprowadzają do naszego porządku prawnego instytucję grupy spółek, regulują kwestie związane z jej zarządzaniem przez spółkę dominującą oraz zasady odpowiedzialności spółki dominującej za szkody wyrządzone spółkom zależnym, ich wspólnikom i wierzycielom.

 

Definicja prawa holdingowego i grupy spółek

Prawo holdingowe dotyczy relacji pomiędzy spółką dominującą i jej spółkami zależnymi, które uczestniczą w grupie spółek, kierują się obok interesu spółki interesem grupy spółek, o ile nie zmierza to do pokrzywdzenia wierzycieli lub wspólników mniejszościowych albo akcjonariuszy mniejszościowych spółki zależnej. Prawo holdingowe ma za zadanie chronić w szczególności interes wierzycieli, akcjonariuszy oraz wspólników mniejszościowych.

Przepisy regulujące prawo holdingowych zostały przede wszystkim uregulowane w Dziale IV ksh – Grupa spółek.

 

Dotychczas w praktyce funkcjonowało określenie „grupy kapitałowej”, które jednak należy odróżnić od wprowadzonego nowelizacją pojęcia „grupy spółek”. Zgodnie z art. 3 ust. 1 pkt 44 ustawy o rachunkowości grupą kapitałową jest jednostka dominująca wraz z jednostkami zależnymi. Od grupy spółek odróżnić należy także grupy kapitałowe tworzone na podstawie przepisów ustaw szczególnych, na przykład bankowej grupy kapitałowej, która podlega szczególnemu nadzorowi skonsolidowanemu (art. 141f-141l ustawy – Prawo bankowe i art. 4 ust. 1 pkt 11a-11c ustawy – Prawo bankowe), a także podatkowe grupy kapitałowe (art. 1a ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych).

Natomiast zgodnie z pojęciem w znowelizowanym art. 4 § 1 ust. 51 ksh grupa spółek oznacza spółkę dominującą i spółkę albo spółki zależne, będące spółkami kapitałowymi (czyli spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, spółką akcyjną lub prostą spółką akcyjną), kierujące się zgodnie z uchwałą o uczestnictwie w grupie spółek wspólną strategią w celu realizacji wspólnego interesu (interes grupy spółek), uzasadniającą sprawowanie przez spółkę dominującą jednolitego kierownictwa nad spółką zależną albo spółkami zależnymi.

 

Podkreśla się, że z perspektywy funkcjonowania grupy spółek ważny jest interes całej grupy. Interes ten jest definiowany jako „wspólna strategia w celu realizacji wspólnego interesu”, a nie jedynie interes niektórych jej członków, co oznacza, że członkowie organów spółki zależnej nie będą w takim układzie pokrzywdzeni w takim stopniu, jak do tej pory przy wykonywaniu wiążących poleceń spółki dominującej, w których pod uwagę często brany był jedynie jej interes.

 

Co do spółki dominującej, KSH w znowelizowanej treści przewiduje, że za taką można uznać handlową, która:

  1. dysponuje bezpośrednio lub pośrednio większością głosów na zgromadzeniu wspólników albo na walnym zgromadzeniu, także jako zastawnik albo użytkownik, bądź w zarządzie innej spółki kapitałowej (spółki zależnej), także na podstawie porozumień z innymi osobami, lub
  2. jest uprawniona do powoływania lub odwoływania większości członków zarządu innej spółki kapitałowej (spółki zależnej) albo spółdzielni (spółdzielni zależnej), także na podstawie porozumień z innymi osobami, lub
  3. jest uprawniona do powoływania lub odwoływania większości członków rady nadzorczej innej spółki kapitałowej (spółki zależnej) albo spółdzielni (spółdzielni zależnej), także na podstawie porozumień z innymi osobami, lub
  4. członkowie jej zarządu stanowią więcej niż połowę członków zarządu innej spółki kapitałowej (spółki zależnej) albo spółdzielni (spółdzielni zależnej), lub
  5. dysponuje bezpośrednio lub pośrednio większością głosów w spółce osobowej zależnej albo na walnym zgromadzeniu spółdzielni zależnej, także na podstawie porozumień z innymi osobami, lub
  6. wywiera decydujący wpływ na działalność spółki kapitałowej zależnej albo spółdzielni zależnej, w szczególności przez zawarcie między spółką dominującą a spółką zależną umowy przewidującej zarządzanie spółką zależną lub przekazywanie zysku przez taką spółkę.

Grupa spółek, zgodnie z art. 211 § 2 ksh, powstaje na podstawie uchwały o uczestnictwie w grupie spółek ze wskazaniem spółki dominującej. Uchwała ta podejmowana jest  większością ¾ głosów przez zgromadzenie wspólników albo walne zgromadzenie spółki zależnej.

 

Przewidziane zmiany w ksh

Aby wprowadzone znowelizowaną ustawą zmiany mogły znaleźć zastosowanie praktyczne, wpierw konieczne jest utworzenie grupy spółek w ramach grup kapitałowych. Co istotne, uczestnictwo w grupie spółek ma charakter całkowicie dobrowolny. W praktyce zatem, reforma nie obejmie dotychczasowych grup kapitałowych, które nie wyrażą chęci utworzenia grupy spółek.

Chcielibyśmy zwrócić uwagę na kilka najważniejszych przewidzianych nowelizacją zmian należą:

 

wprowadzenie wiążącego polecenia spółki dominującej dotyczącego prowadzenia spraw spółki

Spółka dominująca może wydać spółce zależnej uczestniczącej w grupie spółek wiążące polecenie dotyczące prowadzenia spraw spółki (wiążące polecenie), jeżeli jest to uzasadnione interesem grupy spółek oraz przepisy szczególne nie stanowią inaczej. Wiążące polecenie wydawane jest w formie pisemnej lub elektronicznej pod rygorem nieważności.

Wiążące polecenie wskazuje co najmniej:

  • oczekiwane przez spółkę dominującą zachowanie spółki zależnej w związku z wykonaniem wiążącego polecenia;
  • interes grupy spółek, który uzasadnia wykonanie przez spółkę zależną wiążącego polecenia;
  • spodziewane korzyści lub szkody spółki zależnej, które będą następstwem wykonania wiążącego polecenia, o ile występują;
  • przewidywany sposób i termin naprawienia spółce zależnej szkody poniesionej w wyniku wykonania wiążącego polecenia.

 

Wykonanie wiążącego polecenia przez spółkę zależną wymaga uchwały zarządu spółki zależnej. Uchwała ta zawiera co najmniej elementy treści wiążącego polecenia.

 

Spółka zależna podejmuje uchwałę o wykonaniu wiążącego polecenia i informuje chyba, że:

  • wykonanie wiążącego polecenia doprowadziłoby do niewypłacalności albo zagrożenia niewypłacalnością tej spółki;
  • istnieje uzasadniona obawa, że wykonanie wiążącego polecenia jest sprzeczne z interesem spółki zależnej (przy czym nie dotyczy to spółek zależnych jednoosobowych) i wyrządzi jej szkodę, która nie będzie naprawiona przez spółkę dominującą lub inną spółkę zależną uczestniczącą w grupie spółek w okresie 2 lat, licząc od dnia, w którym nastąpi zdarzenie wyrządzające szkodę, chyba że umowa albo statut spółki stanowi inaczej – w określeniu wysokości szkody spółka zależna uwzględnia korzyści uzyskane przez tę spółkę w związku z uczestnictwem w grupie spółek w okresie ostatnich dwóch lat obrotowych;
  • umowa albo statut spółki zależnej przewiduje dodatkowe przesłanki odmowy wykonania wiążącego polecenia,

w takich przypadkach wydawana jest uchwała o odmowie wykonania wiążącego polecenia.

 

Spółka zależna informuje spółkę dominującą o podjęciu uchwały o wykonaniu wiążącego polecenia albo o odmowie wykonania wiążącego polecenia. Uchwała o odmowie wykonania wiążącego polecenia wymaga uzasadnienia.

 

odpowiedzialność spółki dominującej za szkody wyrządzone spółce zależnej oraz wyrządzonej wierzycielowi

Do tej pory wierzyciele nie mieli żadnych roszczeń wobec spółki dominującej swojego kontrahenta.

Znowelizowana ustawa wprowadza rewolucję poprzez uregulowanie odpowiedzialności spółki dominującej za szkody wyrządzone spółce zależnej poprzez wykonanie przez nią wiążącego polecenia oraz wyrządzonej wierzycielowi

Odpowiedzialność spółki dominującej będzie charakteryzowała się subsydiarnością, czyli powstanie wówczas, gdy wierzyciel nie będzie miał możliwości zaspokojenia swojego roszczenia wobec spółki zależnej. Spółka dominująca poniesie także odpowiedzialność w przypadku, gdy szkoda wyrządzona wierzycielowi poprzez wykonanie przez spółkę zależną wiążącego polecenia nie zostanie naprawiona w wyznaczonym terminie.

Wyjątek będzie wtedy, gdy spółka dominująca nie będzie ponosić winy, a wyjątek ten odnosi się również do przypadku szkody wyrządzonej spółce zależnej.

 

zasada „business judgement rule”

Zasada ta polega na uwzględnieniu przy ocenie działalności organów spółki uzasadnionego ryzyka gospodarczego.

Oznacza to w praktyce, że nawet jeśli podjęte działania i decyzje będą błędne, to ich odpowiedzialność zostanie wyłączona po wzięciu w ocenie pod uwagę staranności i lojalności dochowanej spółce.

 

zwiększenie kompetencji i rozszerzenie obowiązków rad nadzorczych

Zmiany w zakresie obowiązków rad nadzorczych będą polegać m.in. na:

  • sprawowaniu przez radę nadzorczą stałego nadzoru nad spółką zależną,
  • powołanie do życia doradcy rady nadzorczej,
  • wymogu uzyskania zgody rady nadzorczej w przypadku chęci zawarcia transakcji przez spółkę transakcji ze spółką dominującą, zależną lub powiązaną, gdy wartość transakcji przekracza 10% aktywów spółki (w przypadku spółki akcyjnej),
  • możliwość ustanowienia doraźnego lub stałego komitetu rady nadzorczej,
  • możliwość podejmowania uchwał w sprawach nieobjętych porządkiem obrad, jeżeli żaden z członków rady nadzorczej się temu nie sprzeciwi.

 

sprawozdania o powiązaniach umownych

Zarząd spółki zależnej będzie obowiązany do przedkładania sprawozdania o powiązaniach umownych, które zaistniały w poprzednim roku obrotowym wobec spółki dominującej. Sprawozdanie takie musi objąć wydane wiążące polecenia.

 

żądanie wyznaczenia audytora

Nowelizacja wprowadza uprawnienie wspólników bądź akcjonariuszy reprezentujących 10 % kapitału zakładowego do żądania wyznaczenia przez sąd audytora w celu zbadania rachunkowości oraz działalności grupy spółek.

 

Nie da się ukryć, że członków organów spółek należących do grup kapitałowych czeka w najbliższym czasie dużo pracy, jeśli zechcą usprawnić funkcjonowanie swoich przedsiębiorstw i działać w grupach spółek. I chociaż związane będzie to z wprowadzeniem nowych obowiązków oraz zmianami w wewnętrznej dokumentacji spółek, najnowszą zmianę ksh należy ocenić pozytywnie w odniesieniu do ochrony interesów wierzycieli, akcjonariuszy oraz wspólników mniejszościowych, a także umożliwienia osobom zarządzającym sprawne podejmowane decyzji biznesowych.

 

Photo by Rosa Virginia on Unsplash

 

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂 

Garść rozważań o prawie autorskim w common law, czyli fair use kontra dozwolony użytek

Prawnicy wiedzą, że prawo europejskie (kontynentalne) i amerykańskie znacznie się między sobą różnią, nie tylko – co oczywiste – w zakresie treści przepisów, ale także pod względem zasad funkcjonowania systemu prawnego. Dlatego, o ile łatwiej jest nam referować do systemów prawnych innych państw członkowskich Unii Europejskiej, w przypadku legislacji anglosaskich, opartych na doktrynie common law, punktów stycznych i znajomych instytucji prawnych jest mniej.

W dzisiejszym wpisie przyjrzymy się różnicom pomiędzy rozwiązaniami prawnymi, które odpowiednio w polskim i amerykańskim prawie pozwalają użytkownikom korzystać w słusznych celach z cudzych utworów chronionych prawem autorskim.

Dzięki umowom bilateralnym oraz wielostronnym, takim jak np. Konwencja berneńska o ochronie dzieł literackich i artystycznych z 1886 r., minimalny standard ochrony praw autorskich na niemal całym świecie jest podobny. Mimo to, między ustawowymi rozwiązaniami w poszczególnych państwach zachodzą często znaczące różnice (takie jak np. czas ochrony dzieł, o którym mieliśmy okazję napomknąć we wpisie dotyczącym domeny publicznej. Te różnice mogą mieć wpływ na rozstrzygnięcie w danym przypadku.

W podstawowym wymiarze różnica wynika z wybranego systemu ochrony praw autorskich – tego przyjętego odpowiednio na gruncie prawa kontynentalnego albo anglosaskiego porządku common law. Przyjęty w danym kraju system, wraz z oferowanymi przez niego rozwiązaniami ma o tyle praktyczne znaczenie, że w dobie globalizacji dzieł kultury i popkultury różnych autorów, jego znajomość jest kluczowa dla możliwości implementacji danych rozwiązań.

Wyraźnie widać to w gamedevie, któremu przyglądaliśmy się z naszej prawniczej perspektywy, gdzie sięganie do obcego porządku dziennego jest chlebem powszednim. Dzieje się tak również w przypadku ochrony znaków towarowych. Do jednego z bardziej znanych przykładów w tej branży należy  wygranie sprawy sądowej przez firmę Rockstar. Została ona pozwana przez właścicieli znajdującego się w Los Angeles klubu The Play Pen Gentlemen’s Club, po tym, jak umieściła w swojej grze „Grand Theft Auto San Andreas” lokację o nazwie The Pig Pen, będącej odwzorowaniem klubu powodów. Powołanie się na parodystyczne odtworzenie klimatu, choć przyniosło skutek w realiach amerykańskich, mogłoby nie mieć powodzenia na gruncie polskich regulacji, gdyż nasze „prawo parodii” potrzebuje ściśle spełnionych przesłanek, by zostać uznane za dozwolony użytek (o tym pisaliśmy przy okazji identyfikacji marki i brand hero).

 

Common law, a prawo kontynentalne

Każdy z systemów ochrony prawa autorskiego wskazuje na inną rolę, jaka powinna zostać tej ochronie przypisana.

Romański system droit d’auteur, przyjęty na gruncie prawa kontynentalnego, za podstawę uznaje ochronę majątkowych i osobistych interesów twórcy. Z tego powodu wyróżnia się po pierwsze (funkcjonujący m.in. w Polsce, Hiszpanii, Włoszech czy Francji) model dualistyczny, wyodrębniający dwie autonomiczne, choć przeplatające się ze sobą wiązki praw: autorskie prawa osobiste i autorskie prawa majątkowe. Z drugiej strony znajduje się zaś przyjęty np. w Niemczech model monistyczny, gdzie uprawnienia majątkowe i osobiste traktowane są jako jedno niezbywalne, przysługujące twórcy prawo.

Prawo precedensowe, czyli common law, przyjęło tzw. system copyright, w którym prawo autorskie jest zespołem uprawnień majątkowych służącym ochronie interesów uprawnionego podmiotu i mającym zapewnić rozwój nauki oraz sztuki.[1] To podejście uznaje się za bardziej „ekonomiczne”, a ochrona interesów twórcy ma znaczenie drugorzędne. Copyright zapewnia stronom umów większy stopień swobody kształtowania stosunków prawnych w postaci licencji, umów przenoszących, czy różnych postaci zabezpieczeń.[2] W anglosaskim systemie praw autorskich ogromne znaczenie przypisywane jest ograniczonemu przez przepisy prawa monopolowi autora i omówionej poniżej doktrynie fair use.

 

Fair use, a dozwolony użytek

Konstrukcja fair use jest opisana w art. 107 tzw. Kodeksu Stanów Zjednoczonych (ang. United States CodeUSC), w jego Tytule 17, dotyczącym prawa autorskiego. Brak jest jednak w tym przepisie definicji samego pojęcia fair use. Art. 107 przewiduje, że fair use pracy chronionej prawem autorskim nie jest naruszeniem monopolu autorskiego; przy ustaleniu, czy konkretne użycie cudzego utworu jest fair w rozumieniu tego przepisu, bierze się pod uwagę cztery (4) kryteria:

  • cel oraz charakter użycia, włącznie z tym, czy takie użycie jest natury komercyjnej, czy ma cele edukacyjne lub o charakterze non-profit;
  • natura utworu podlegającego ochronie prawnoautorskiej;
  • proporcja objętości użytego fragmentu w stosunku do całości dzieła;
  • wpływ użycia oryginalnego utworu na jego wartość oraz sprzedaż na rynku.[3]

Jeśli choć jedna z przesłanek zostanie rozstrzygnięta na niekorzyść użytkownika cudzego utworu, istnieje duże prawdopodobieństwo, że fair use nie znajdzie zastosowania. Jednakże, „magia” tej konstrukcji polega na nieostrości regulacji, która ma zapewnić elastyczność działania. Sprawia to, że każdy przypadek musi zostać zbadany indywidualnie przez sąd, biorący oczywiście pod uwagę wcześniejsze, precedensowe wyroki, które kształtują granice zastosowania fair use. Dzięki temu, zastosowaniem instytucji fair use można objąć wiele nowych przypadków, które nie mogłyby być chronione chociażby na gruncie polskim przepisami o dozwolonym użytku. Mimo bowiem podobnego założenia i celu, który przyświeca obu tym instytucjom jakim jest ograniczenie praw  twórcy poprzez umożliwienie korzystania z chronionego utworu bez uzyskiwania zgody podmiotu uprawnionego, to sposób ich stosowania różni się.

 

W prawie polskim, wyjątki od zakazu rozporządzania i korzystania z cudzego dzieła bez zgody twórcy są wskazane enumeratywnie w Ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych (upapp), podlegają szczegółowym warunkom i nie mogą być interpretowane w sposób rozszerzający. Wśród tych wyjątków wskazać można m.in.:

  • dozwolony użytek publiczny
  • prawo cytatu
  • przywilej biblioteczny
  • dozwolony użytek w celach naukowych
  • dozwolony użytek dla dobra osób z niepełnosprawnościami
  • dozwolony użytek osobisty.

Z uwagi na opisane różnice między kontynentalnym i anglosaskim sposobem zastosowania prawa autorskiego, znany na gruncie upapp „dozwolony użytek” najczęściej będzie tłumaczony na język angielski jako permitted use, w odróżnieniu od konstrukcji fair use. W rzeczywistości, mimo teoretycznego ułatwienia i możliwości dostosowania ograniczeń prawa autorskiego przez sądy, zwłaszcza w obliczu rozwijających się rozwiązań technologicznych, doktryna fair use jest trudniejsza w stosowaniu, niż dozwolony użytek.

 

Obrazuje to przykład regulacji prawnych w odniesieniu do narzędzi TDM – text and data mining, o których pisaliśmy niedawno. W naszym wpisie wskazaliśmy na niedostateczne uregulowanie europejskich, w tym polskich przepisów w odniesieniu do TDM, podczas gdy w USA elastyczne zastosowanie do tego zjawiska znajduje właśnie fair use.

Mimo to, klauzula fair use stwarza wyższy stan niepewności co do możliwości użycia poszczególnych narzędzi i rozwiązań, ponieważ użytkownicy nie wiedzą, po spełnieniu jakich dokładnie przesłanek ich działanie będzie stuprocentowo legalne.[4]

 

Krzyżowanie się obu systemów w kontekście projektu zmian w upapp wobec implementacji dyrektywy 290/790 o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym

Mimo ekonomicznego nastawienia, w kontekście praw osobistych twórców, wielokrotnie w literaturze przedmiotu wskazuje się, że porządek anglosaski zbliża się do kontynentalnego, głównie poprzez obowiązek realizacji art. 6bis Konwencji berneńskiej[5] o treści:

  1. niezależnie od majątkowych praw autorskich, a nawet po ich ustąpieniu, autor zachowuje prawo dochodzenia autorstwa utworu, jak również prawo sprzeciwienia się wszelkiemu zniekształceniu, okaleczeniu lub innej zmianie wspomnianego utworu, która mogłaby przynieść ujmę jego godności lub dobrej sławie
  2. ustalenie warunków wykonywania tych praw należy do ustawodawstwa narodowego krajów związkowych środki ochrony tych praw będą uregulowane przez ustawodawstwo tego kraju, w którym żąda się ochrony.

Brak jest sygnałów, aby w ustawodawstwie europejskim planowano wprowadzenie elastycznych rozwiązań na podobiznę anglosaskich. Zmierza ono raczej w kierunku sukcesywnego doprecyzowywania regulacji o dozwolonym użytku poprzez rozszerzenie, w miarę dynamicznego rozwoju rynku, katalogu wyjątków, choć nadal interpretowanych ściśle. Wyrazem tego jest unijna Dyrektywa 290/790 o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym, która w Polsce doczekała się wreszcie planów jej implementacji, w postaci skierowanego 20.06.2022 r. do konsultacji publicznych projektu zmian w upapp.

 

Treści tego projektu przyjrzymy się jednak już niedługo w kolejnym wpisie, skupiając się na omówieniu nowych postaci dozwolonego użytku mających znaczenie dla TDM, przepisów odnoszących się do dostawców usług udostępniających treści online, oraz nowego prawa pokrewnego wydawców prasy. Tymczasem pozostawiamy nierozstrzygniętą dyskusję o wyższości doktryny fair use nad instytucją dozwolonego użytku albo odwrotnie, wobec trudności zważenia takich wartości jak pewność stanu prawnego z jednej strony, i elastyczność obrotu z drugiej.

 

 

Photo by Dave Sherrill on Unsplash
[1] J. Barta, R. Markiewicz, Rozdział pierwszy [w:] J. Barta, R. Markiewicz, Prawo autorskie i prawa pokrewne, Warszawa 2019, Lex.
[2] P. Ślęzak, Ogólne założenia umownego prawa autorskiego [w:] Umowy w zakresie współczesnych sztuk wizualnych, Warszawa 2012, s. 200.
[3] Copyright Law of the United States and Related Laws Contained in Title 17 of the United States Code, May 2021 , na: www.copyright.gov/title17/title17.pdf (wejście 23. 06. 2022): art. 107. Notwithstanding the provisions of sections 106 and 106 a, the fair use of a copyrighted work, including such use by reproduction in copies or phonorecords or by any other means specified by that section, for purposes such as criticism, comment, news reporting, teaching (including multiple copies for classroom use), scholarship, or research, is not an infringement of copyright. In determining whether the use made of a work in any particular case is a fair use the factors to be considered shall include—
(1) the purpose and character of the use, including whether such use is of a
commercial nature or is for nonprofit educational purposes;
(2) the nature of the copyrighted work;
(3) the amount and substantiality of the portion used in relation to the copy-
righted work as a whole; and
(4) the effect of the use upon the potential market for or value of the copy-
righted work.
The fact that a work is unpublished shall not itself bar a finding of fair use if
such finding is made upon consideration of all the above factors
[4] M. Kupiec, Amerykański fair use i japoński non-enjoyment – drogowskazy dla europejskich rozwiązań prawnych w zakresie TDM?, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego” 2/2021, s. 138, K. Grzybczyk, Rozrywki XXI wieku, a prawo własności intelektualnej, Rodział IV: Być jak J.K. Rowling, cz. 3 Fanfiction, a fair use, Wolters Kluwer, 2020
[5] Zob. np. J. Barta, R. Markiewicz, Rozdział…

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

 

TDM – text & data mining – konflikt między przepisami prawa autorskiego i wolnością badań naukowych?

Zgodnie z danymi zamieszczonymi w serwisie researchgate.net, każdego roku publikowane jest ok. 7 milionów artykułów naukowych, a z nich ok. 2 miliony tekstów posiada równo lub więcej niż pięć odwołań do innych autorów.[1] Taka liczba publikacji sprawia, że dla autora pragnącego opracować rzetelnie swój własny artykuł, fizycznie niemożliwe jest dokładne przeanalizowanie w takim samym stopniu wszystkich niezbędnych tekstów, które mogą okazać się pomocne w tworzeniu własnego. Dlatego też z pomocą przychodzą nowoczesne narzędzia umożliwiające wychwycenie najważniejszych informacji z różnorodnej długości tekstów. Jednym z nich jest tzw. text & data mining (TDM, po polsku zwane też czasem „techniką zgłębiania danych”), którego różne formy zastosowania budzą wciąż wiele wątpliwości w świetle regulacji polskiego prawa autorskiego. To zagadnienie staje się bardzo aktualne w kontekście trenowania modeli sztucznej inteligencji w oparciu o tak pozyskane dane ale w tym wpisie skupiamy się na aspekcie naukowego wykorzystania danych.  

„(…) Text and Data Mining (TDM) – interdyscyplinarna metoda eksploracyjnej, komputerowej analizy danych. TDM pozwala zautomatyzować proces przetwarzania danych, umożliwiając ich szybką klasyfikację, grupowanie, czy też ustalenie wzajemnych zależności. Do narzędzi TDM zalicza się m.in. programy służące do obróbki dokumentów tekstowych pozwalające chociażby tworzyć streszczenia artykułów i raportów. Narzędzia TDM umożliwiają więc wydobywanie informacji zawartych w materiale źródłowym bez konieczności bezpośredniego zapoznawania się z nim”[2].

Ta krótka definicja pozwala zauważyć ogrom znaczeniowy i funkcjonalny pojęcia TDM. Co warto podkreślić, tuż obok TDM bardzo często pojawia się pojęcie „Big Data”, które mieliśmy okazję szerzej omówić jakiś czas temu w tekście “Co maszyny wiedzą o ludziach? Rzecz o sztucznej inteligencji. Część II: AI, a Big (and small…) Data”. Oba terminy łączą się ze sobą, gdyż w obliczu rosnącej drastycznie liczby danych udostępnianych elektronicznie każdego dnia, wzrasta także znaczenie sposobów na ich analizę, takich jak np. uczenie maszynowe czy właśnie TDM (różnica między nimi polega na tym, że TDM odkrywa relację między przynajmniej dwiema zmiennymi w zbiorze danych i wyodrębnia z nich użyteczne, najpotrzebniejsze na dany moment czasowy, a więc nie na bieżąco, spostrzeżenia/wzorce, zaś przy uczeniu maszynowym AI uczy się parametrów modeli z danych i wraz z czasem nabywa doświadczenie[3]).

Wśród metod stosowanych w TDM można wyróżnić te nadzorowane i nienadzorowane przez człowieka czy metody badające oddzielnie każde słowo (Bag of Words) lub całe zdania (String of Words). Niezależnie od przyjętej techniki, przed zastosowaniem większości metod konieczne jest przygotowanie odpowiedniego dokumentu bazowego, oczyszczonego z tzw. „szumu” czyli wyrazów i znaków zakłócających analizę. Takie oczyszczenie może polegać również na zastąpieniu synonimów jedną frazą, w celu wychwycenia fragmentów mających de facto to samo znaczenie. Również naturalne jest pozbawienie wyrazów ich odmiany, usunięcie prefiksów i sufiksów czy pozostawienie tylko liczby pojedynczej – każdorazowy zakres działania zależy od konkretnego przypadku. Badacz musi również obowiązkowo przygotować listę informacji, które pragnie uzyskać z danego dokumentu. Do najczęściej wymienianych w literaturze technik należą: wydobywanie informacji, podsumowywanie, algorytmy grupujące czy analiza międzyjęzykowa.[4]

 

Za E Traple[5] można wydzielić 4 etapy korzystania z tekstów i danych, które składają się na procedurę TDM:

  1. uzyskanie dostępu do danych i odpowiednie ich przygotowanie do procedury TDM – dostęp do danych będzie analizowany w dalszej części, natomiast przygotowanie to poza wcześniej wspomnianym oczyszczeniem z tzw. „szumu”, to również przetworzenie danych „surowych” w postaci dokumentów tekstowych, obrazów, plików audio, pików wideo na formę numeryczną nadającą się do algebraicznych przekształceń
  2. pobranie danych i ich kopiowanie – będzie wkraczało w prawo do zwielokrotniania utworu (wyjątkiem będzie skopiowanie kliku słów lub wyłącznie ich przeglądanie)
  3. eksploracja polegająca na analizie i wyciągnięciu wniosków – wymaga wielokrotnego kopiowania tekstu i danych
  4. prezentowanie wyników i ich weryfikacja

 

R Makiewicz[6] wyróżnia kilka bardziej szczegółowych etapów TDM:

  1. identyfikacja wcześniej utrwalonych, relewantnych materiałów i danych (z reguły zawartych w bazach danych) i uzyskanie do nich dostępu;
  2. kopiowanie ich istotnej części dla potrzeb danej analizy, obejmujące często przetworzenie tych materiałów na format odpowiedni do technologii wykorzystywanej w danym procesie TDM;
  3. wydzielenie (ekstrakcja) tekstów i danych;
  4. ich analiza w celu identyfikacji związków, zależności, wzorów, tendencji realizowana przy wykorzystaniu programu komputerowego,
  5. wykorzystanie rezultatów analizy obejmujące: użycie danych, przedstawienie rezultatów analizy, weryfikację wyników (niekiedy łącznie z fragmentami analizowanych tekstów) 

 

Dopuszczalność TDM w świetle przepisów prawa unijnego

 

W świetle prawa międzynarodowego stosowanie metod TDM nie czyni z reguły prawnych problemów. USA, Kanada, Australia, jako państwa oparte na systemie common law – wspomnieliśmy o tym przy okazji wpisu poświęconego domenie publicznej, zastosowały doktrynę fair use w odniesieniu do TDM, co w pewnym uproszczeniu oznacza możliwość korzystania z cudzych utworów bez zgody autora pod warunkiem, iż reprodukcja utworu nie jest dokonywana w celu odbioru dzieła zgodnie z walorami, z którymi jest chronione[7]. Nie dochodzi do naruszenia praw autora, skoro reprodukcja w ramach TDM nie komunikuje oryginalnej formy wyrazu, korzystając z „przetworzonego” tekstu. Podobnie przepisy prawa autorskiego w Izraelu i Japonii dopuszczają możliwość zgodnego z prawem zastosowania metod TDM.

 

W przypadku aktów prawa unijnego dopuszczalność stosowania TDM wymaga analizy dwóch dyrektyw:

  • dyrektywy 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym (zwanej też w skrócie dyrektywą Infosoc)
  • dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790 z dnia 17 kwietnia 2019 r. w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym oraz zmiany dyrektyw 96/9/WE i 2001/29/WE (Dz. U. UE. L. z 2019 r. Nr 130, str. 92). (Dyrektywa DSM lub DSM);

 

Artykuł 2 dyrektywy Infosoc głosi, że Państwa Członkowskie przewidują wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania bezpośredniego lub pośredniego, tymczasowego lub stałego zwielokrotniania utworu, przy wykorzystaniu wszelkich środków i w jakiejkolwiek formie, w całości lub częściowo dla autorów, artystów wykonawców, producentów fonogramów, producentów pierwszych utrwaleń filmów oraz dla organizacji radiowych i telewizyjnych. Zarazem w art. 5 ust. 1 tej samej dyrektywy wprowadzono wyjątek o charakterze obligatoryjnym, który umożliwia tymczasowe zwielokrotnienie, o ile spełnia ono cechę przejściowości lub dodatkowości, stanowi integralną i podstawową część procesu technologicznego, a jednocześnie jego jedynym celem jest umożliwienie transmisji w sieci wśród osób trzecich przez pośrednika lub legalnego korzystania z utworu. Jednakże, wyjątek ten uznawany jest przez niektórych za niewystarczający do zastosowania TDM – „Zwielokrotnianie przejściowe oznacza bowiem tylko takie zwielokrotnienie, które jest konieczne np. do wyświetlenia treści w przeglądarce internetowej, a treści są przechowywane w pamięci cache lub RAM i są automatycznie kasowane po wykorzystaniu.”[8] Odpowiednim i wystarczającym wyjątkiem w porządku krajowym dla stosowania TDM do badań naukowych byłby ten przewidziany na gruncie art. 5 ust. 3 pkt a) Infosoc: „Państwa Członkowskie mogą przewidzieć wyjątki lub ograniczenia w odniesieniu do praw określonych w art. 2 i 3 w następujących przypadkach: a) korzystania wyłącznie w celach zilustrowania w ramach nauczania lub badań naukowych tak długo jak źródło, łącznie z nazwiskiem autora, zostanie podane, poza przypadkami, w których okaże się to niemożliwe i w stopniu uzasadnionym przez cel niehandlowy, który ma być osiągnięty”, jednakże, jak wynika z treści, wprowadzenie takiego wyjątku do regulacji krajowych ma charakter fakultatywny dla każdego państwa członkowskiego.

 

W zakresie dopuszczalności eksploracji tekstów i danych w prawie unijnym kluczowe jest sięgniecie do Dyrektywy DSM; DSM to skrót od angielskiego Digital  Single  Market. Dyrektywa DSM wprowadziła dwa obligatoryjne wyjątki od istniejących na gruncie prawa europejskiego praw wyłącznych na potrzeby TDM (art. 3 i 4):

  1. „użytek badawczy TDM” adresowany do organizacji badawczych i instytucji dziedzictwa kulturowego
  2. „użytek komercyjny TDM” dotyczy wszystkich innych podmiotów i w dalszej części tego wpisu zostanie on pominięty

 

Na podstawie użytku badawczego TDM dopuszczalne jest:

1) zwielokrotnianie utworów, utrwaleń artystycznych wykonań, fonogramów, wideogramów, nadań i przedmiotu prawa pokrewnego wydawców oraz pobieranie baz danych chronionych prawem sui generis

2) ich przechowywanie (głównie ze względu na późniejszą weryfikację wyników badań naukowych, ale także dla dalszych badań i analiz porównawczych) w zasadzie nieograniczone żadnym terminem

 

Skorzystać z tego wyjątku może:

  • organizacja badawcza lub instytucja dziedzictwa kulturowego;
  • do celów badań naukowych;
  • w postaci „eksploracji tekstów i danych”;
  • względem utworów, do których zainteresowany podmiot ma zgodny z prawem dostęp;
  • z zachowaniem odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa przechowywanych utworów.

 

„Organizacja badawcza” oznacza uczelnię, łącznie z należącymi do niej bibliotekami, instytut badawczy lub inny podmiot, których głównym celem jest prowadzenie badań naukowych lub działalności edukacyjnej obejmującej także prowadzenie badań naukowych: (a) w sposób nienastawiony na zysk lub poprzez ponowne inwestowanie całości zysków w swoje badania naukowe lub (b) zgodnie z uznaną przez dane państwo członkowskie misją realizowania interesu publicznego, która może wynikać, przykładowo, z finansowania ze środków publicznych, z przepisów prawa krajowego lub z zamówień publicznych. Tutaj znajdują się m.in. uczelnie lub inne placówki szkolnictwa wyższego łącznie z i ich bibliotekami, instytuty badawcze i szpitale prowadzące działalność badawczą.

Oznacza, to, że na użytek badawczy TDM nie mogą powoływać się indywidualni badacze, studenci, doktoranci – działający poza organizacjami badawczymi, a także instytucje, w których badania naukowe są całkowicie podporządkowane innym celom, np. szkoły.

 

„Instytucja dziedzictwa kulturowego” – drugi typ beneficjentów użytku badawczego TDM – oznacza ogólnodostępną bibliotekę (w tym biblioteki placówek edukacyjnych, organizacji badawczych i organizacji nadawczych sektora publicznego) lub muzeum, archiwum lub instytucję dziedzictwa filmowego, lub instytucję dziedzictwa dźwiękowego.

 

Warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt regulacji DSM. „Korzystanie z użytku TDM nie wiąże się z obowiązkiem podania źródła, łącznie z nazwiskiem autora, także w sytuacjach, gdy jest to możliwe i racjonalne z punktu widzenia uprawnionego podmiotu – co może naruszać interesy podmiotu praw wyłącznych do baz danych chronionej prawem sui generis” zauważa prof. Markiewicz[9]

 

Dyrektywa DSM, jak zauważa Aleksandra Bagieńska-Masiota [10], ze względu na charakter i zakres wyjątku, który jest ograniczony do jednostek prowadzących badania naukowe, państwa  członkowskie nie powinny wprowadzać rekompensaty dla podmiotów uprawnionych w odniesieniu do korzystania w ramach wyjątków dotyczących TDM.

 

Jedynie na marginesie warto zauważyć, iż wyjątki te zostały sformułowane za wąsko w stosunku do potrzeb TDM służącej dla rozwoju sztucznej inteligencji. Jak zauważa E Traple DSM to “utracona szansa rzeczywistego unowocześnienia europejskiego prawa i że Europa jest daleko w tyle za USA i nawet Chinami w tym względzie i że takie rozwiązania jak obecnie obowiązujące mogą opóźniać rozwój produktów opartych na sztucznej inteligencji”

 

TDM a ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych[11] (u.p.a.p.p.)

 

Dopóki Dyrektywa DSM nie zostanie implementowana do polskiego porządku prawnego kwestia TDM wymaga analizy polskiej ustawy o prawie autorskim. Na gruncie u.p.a.p.p. została przyjęta ogólna zasada, w której zgodnie z art. 17 „Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu”. Oznacza to, że bez zgody autora danego utworu zabronione jest dokonywanie takich czynności, które mieszczą się w zakresie znaczeniowym pojęć „rozporządzanie” i „korzystanie”. W odniesieniu do zastosowania narzędzi TDM wyróżnić można dwa wyjątki przewidziane przez polską ustawę wobec ogólnej zasady.

 

Pierwszy wyjątek został odnotowany przez ustawodawcę w art. 27 u.p.a.p.p. Zgodnie z treścią ustępu pierwszego tego artykułu, instytucje oświatowe, uczelnie i jednostki naukowe mogą na potrzeby zilustrowania treści przekazywanych w celach dydaktycznych lub w celu prowadzenia działalności naukowej korzystać z rozpowszechnionych utworów w oryginale i w tłumaczeniu oraz zwielokrotniać w tym celu rozpowszechnione drobne utwory lub fragmenty większych utworów. Jednakże z przytoczonego przepisu wynika, że instytucje takie nie mają prawa zwielokrotniania utworów, za wyjątkiem ich drobnych części lub fragmentów, co oznacza niemożność zastosowania metod TDM do całych publikacji. Dodatkowo, zakres podmiotowy dotyczy jedynie samych instytucji, co może rodzić wiele wątpliwości dotyczących formalnego związku prowadzonych przez pracownika badań z podmiotem określonym w ustawie, np. w przypadku prowadzenia badań w oparciu o grant uzyskany z innych źródeł w oparciu o zasoby organizacji.[12]

 

Wydaje się jednak, że zastosowanie narzędzi TDM w oparciu o regulację z art. 27 będzie legalne wtedy, gdy:

  1. regulacje między podmiotem bezpośrednio prowadzącym badania przy użyciu TDM (najczęściej pracownikiem) a instytucją wskazaną w ustawie będą jednoznacznie wskazywać, że to ta druga będzie beneficjentem badań;
  2. utwory będą zwielokrotniane we fragmentach, co jest na tyle nieprecyzyjnym określeniem, że każdorazowo musi zostać poddane ocenie;
  3. utwory będą wcześniej rozpowszechnione;
  4. wyniki zwielokrotnienia nie mogą zostać umieszczone w otwartym Internecie, gdyż zgodnie z art. 27 ust. 2 u.p.a.p.p. wymogiem w takim przypadku jest określenie kręgu osób, które mogą mieć taki dostęp, ograniczonego przez instytucje z ust. 1 do osób uczących się, nauczających lub prowadzących badania naukowe.

 

Dla osób fizycznych, wyłączonych z kręgu podmiotów w art. 27 u.p.a.p.p., pewną możliwością zastosowania TDM może być art. 23 tej ustawy: „Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”. Brak tutaj ograniczenia co do objętości wykorzystywania tekstu, a zatem nie muszą to być jedynie fragmenty, a także co do celu, więc mogą to być zarówno cele badawcze/naukowe, jak i inne. Zgoda autora utworu pierwotnego nie jest potrzebna, jeśli w wyniku zastosowania metod TDM powstanie inny utwór (zgodnie z art. 2 u.p.a.p.p. utwór zależny, opracowanie), ale zgody wymaga się do korzystania z takiego utworu. Znaczący wyjątek pojawia się przypadku baz danych, gdyż jeśli utwór pierwotny poddawany analizie przy pomocy TDM stanowi bazę danych stanowiącą utwór, to prawo autorskie przyznaje jej osobne prawno ochronne sui generis, przez co zgoda jej autora konieczna jest także w przypadku samego wykonania opracowania. [13]

 

A prawo cytatu…?

 

Powszechnie występującym w odniesieniu do działalności naukowej wyjątkiem od uzyskiwania zgody autora na wykorzystanie jego utworu jest prawo cytatu (pisaliśmy na ten temat analizując ochronę prawną udostępniania własnej twórczości za granicą. Zdaniem E. Ferenc-Szydełko: „Prawo do cytatu trudno byłoby ograniczać wyłącznie do sfery działalności naukowej. Czerpanie z istniejących już efektów pracy intelektualnej jest dostrzegalne także w przestrzeni działalności artystycznej. Niemniej nie ulega przy tym wątpliwości, że prawidłowość konstruowania cytatów świadczy o znajomości warsztatu naukowego przez twórcę, a co za tym idzie – jest szczególnie skrupulatnie oceniana w tej przestrzeni twórczości”[14]. Aby prawo cytatu mogło zostać skutecznie zastosowane, za niezbędne  uznaje się spełnienie niniejszych przesłanek (o których mieliśmy kiedyś okazję wspominać przy okazji analizy tego, kiedy kończy się inspiracja a zaczyna plagiat w muzyce)

  • cytowany utwór został wcześniej rozpowszechniony, czyli udostępniony wcześniej przez jego twórcę;
  • cytowanie uzasadnione będzie celem cytatu, takim jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawa gatunku twórczości;
  • powstały utwór, pomimo cytatu tworzy nowe, oryginalne i samoistne dzieło, tzn.: cytat stanowi jedynie niewielką część całego nowopowstałego utworu.

 

A zatem, po pierwsze efekt analizy TDM musiałby mieć w opisywanym przypadku cechy utworu, tzn. posiadać twórczy oraz indywidualny charakter i być stworzony przez człowieka. Niewykluczone, że niektóre kompilacje fragmentów tekstów mogą podlegać pod taką kategorię. Co do kwestii rozpowszechnienia wcześniejszego utworu, a także zastosowania go w celach naukowych, nie ulega wątpliwości, że TDM spełnia również i te kryteria. A jednak, w większości przypadków uznaje się, że prawo cytatu nie będzie mieć zastosowania w przypadku efektu analizy przy użyciu narzędzi TDM z uwagi na jego niesamoistny charakter, co oznacza zaprzeczeniu przesłance numer 3, która musi być spełniona kumulatywnie z pozostałymi dwoma. Oczywiście, po przeprowadzeniu niezbędnej analizy, dalszym etapem w sporej mierze będzie powstanie samoistnego utworu, zawierającego cytaty uzyskane przy pomocy TDM, jednak nie będzie to bezpośredni efekt tego, co powstało po zastosowaniu omawianych metod.[15]

 

Podsumowując, warto sięgnąć do konstytucyjnej wolności badań naukowych. TDM jako narzędzie analizy dużych zbiorów danych jest dozwolone na gruncie polskiego prawa autorskiego przy spełnieniu przesłanek z art. 27 lub 23 u.p.a.p.p., dotyczących korzystania z cudzych utworów na potrzeby badawcze i naukowe oraz użytku osobistego. Wątpliwości budzi jednak ich użycie w ramach prawa cytatu. Jako osoby zainteresowane użyciem tych metod, nie powinniśmy bać się ich zastosowania z punktu widzenia prawa, jako że art. 73 Konstytucji RP głosi, że: „Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury”. Chociaż zasada ta doznaje wielu ograniczeń na gruncie ustawowym (niedaleko szukać  wielu ograniczeń prawnoautorskich w u.p.a.p.p. wobec korzystania z utworów będących dobrami kultury), ustawodawca wyraża przyzwolenie dla istnienia wartościowej twórczości naukowej, za którą kryje się uprawnienie człowieka do prowadzenia badań. Oznacza to, że wobec przyznania tej wolności rangi konstytucyjnej, to w gestii ustawodawcy leży dostosowanie norm na poziomie ustawowym do zmieniających się dynamicznie warunków i udogodnień prowadzenia badań. Pomimo że obecnie użycie TDM musi podlegać warunkom określonym na gruncie art. 23 lub art. 27 u.p.a.p.p., kto wie, czy w przyszłości ustawodawca nie zdecyduje się na wprowadzenie większej liczby wyjątków na wzór zagraniczny, które umożliwiałyby swobodniejsze korzystanie z tych bardzo pomocnych narzędzi podczas pracy badawczej. W dobie ciągłego zwiększania się liczby publikacji naukowych, taka zmiana w prawie polskim musiałaby zostać oceniona pozytywnie.

 

 

Photo by Amir Arabshahi on Unsplash
[1] Dane za: https://www.researchgate.net/figure/The-number-of-papers-over-time-The-total-number-of-papers-has-surged-exponentially-over_fig1_333487946 [dostęp: 8.06.2022 r.].
[2] https://centrumcyfrowe.pl/projekty/17780/ [dostęp: 8.06.2022 r.].
[3] Zob. http://www.it-professional.pl/zarzadzanie-i-prawo-it/artykul,9002,uczenie-maszynowe-oraz-sztuczna-inteligencja.html [dostęp: 8.06.2022 r.].
[4] M. Starczewski, Text and data mining a wolność badań naukowych w świetle prawa autorskiego, Warszawa 2016, s. 13-18.
[5] Za E. Traple, 3. Text and data mining w świetle dyrektywy DSM [w:] Prawo sztucznej inteligencji i nowych technologii, red. B. Fischer, A. Pązik, M. Świerczyński, Warszawa 2021, str. 31
[6] R. Markiewicz, 2.2. Eksploracja tekstów i danych (art. 3 i 4) [w:] Prawo autorskie na jednolitym rynku cyfrowym. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790, Warszawa 2021 {Lex dostęp 15.06.2022].
[7] Za E Traple „Granice eksploracji tekstów i danych na potrzeby maszynowego uczenia się przez systemy sztucznej inteligencji” w Prawo sztucznej inteligencji i nowych technologii, Wolters Kluwer, Warszawa 2021, str. 31
[8] M. Starczewski, Text and data mining a wolność badań naukowych w świetle prawa autorskiego, Warszawa 2016, s. 24-25.
[9] . Markiewicz, 2.2. Eksploracja tekstów i danych (art. 3 i 4) [w:] Prawo autorskie na jednolitym rynku cyfrowym. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790, Warszawa 2021 {Lex dostęp 15.06.2022].
[10] Aleksandra Bagieńska-Masiota „Dozwolony użytek w zakresie eksploracji tekstów i danych w świetle Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790” Studia de Cultura 14(1) 2022
[11] Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz. U. z 2021 r. poz. 1062 z późn. zm.).
[12] M. Starczewski, Text and data mining a wolność badań naukowych w świetle prawa autorskiego, Warszawa 2016, s. 37.
[13] M. . Starczewski, Text and data mining a wolność badań naukowych w świetle prawa autorskiego, Warszawa 2016, s. 40-41.
[14] E. Ferenc-Szydełko, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2021, Legalis.
[15] Zob. M. Starczewski, Text, s. 42-44.

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

 

Naruszenie uczuć religijnych w działalności artystycznej

Sztuka od początku swoich dziejów ma za zadanie zachwycać, uczyć a niekiedy też – szokować. Próba wskazania wszystkich funkcji, jakie ona pełni, zakończyłaby się fiaskiem. Bezsprzecznie jednak jednym z jej zadań jest niekiedy wzbudzanie kontrowersji. Niejednokrotnie zdarzyło się, że pewna forma działalności artystycznej, zwłaszcza ta odnosząca się do symboliki religijnej, oscylowała na granicy dobrego smaku, a czasem i zachowania zgodnego z prawem. Było tak w przypadku kolektywu MSCHF i tzw. „butów Jezusa” oraz „butów szatana”, gdzie sprawa toczyła się o naruszenie praw autorskich i dobrego imienia marki NIKE. Można jednak znaleźć wiele przykładów ze świata sztuki, w których zarzucano artystom naruszenie dobra osobistego w postaci uczuć religijnych lub ich obrazy na gruncie przepisów Kodeksu karnego. Co może grozić za naruszenie tego dobra i jakie przepisy je regulują? Co jest ważniejsze – swoboda artystyczna czy uczucia religijne? Aby odpowiedzieć na te pytania, zapraszamy do lektury!

Krótko o dobrach osobistych

O dobrach osobistych pisaliśmy już wcześniej, jednak warto pokrótce przypomnieć ich najważniejsze cechy.

Za dobra osobiste powszechnie uznaje się chronione przez prawo „wartości niematerialne bezpośrednio dotyczące człowieka, jemu właściwe i z nim związane”[1]. Charakteryzują się niezbywalnością i nieprzenoszalnością, a ponieważ ze swojej natury są ściśle powiązane z daną jednostką (osobą fizyczną, osobą prawną, a nawet tzw. „ułomną osobą prawną”), wygasają wraz z jej śmiercią lub rozwiązaniem. Najważniejsze kwestie z zakresu dóbr osobistych regulują art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego (kc). Pierwszy z nich wymienia przykładowy katalog dóbr osobistych podlegających ochronie (zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska). Ze względu na otwartość tego katalogu i różnorodność dóbr osobistych, także formy naruszeń tych dóbr mogą być różne.

Jednym z przykładów jest zniesławienie – o tym przestępstwie w Internecie oraz o jego skutkach prawnych można przeczytać tu. Artykuł 24 statuuje zaś skutki odpowiedzialności cywilnej, którą można ponieść za naruszenie jakiegokolwiek z dóbr. Bowiem:

„§  1. Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

2. Jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.

3. Przepisy powyższe nie uchybiają uprawnieniom przewidzianym w innych przepisach, w szczególności w prawie autorskim oraz w prawie wynalazczym.”

Powyższy przepis pokazuje, że nie warto ryzykować naruszenia dóbr osobistych, zwłaszcza, że kwoty wydawane w ramach zadośćuczynienia mogą być naprawdę wysokie. W ekstremalnych przypadkach, takich np. jak sprawa wizerunku „zdziwionego Jezusa” w tygodniku „NIE” z 2013 r., kary pieniężne mogą sięgać nawet 120 000 zł.[2]

 

Uczucia religijne jako dobro osobiste

Przykładowe definicje „uczuć religijnych” można odnaleźć w doktrynie i orzecznictwie. Sąd Najwyższy w wyroku z 6 kwietnia 2004 r. (sygn. akt I CK 484/03) stwierdził, że: „Można je określić jako stan psychiczny, którego istotę stanowi ustosunkowanie się wewnętrzne do przeszłych, obecnych i przyszłych zdarzeń, bezpośrednio lub pośrednio związanych z religią jako formą świadomości społecznej, obejmującej wierzenia dotyczące sensu i celu istnienia człowieka, ludzkości i świata”. Trybunał Konstytucyjny natomiast w orzeczeniu z 7 czerwca 1994 r. (sygn. KK 17/93 OTK 1994, cz. I, poz. 11, s. 90) wspomniał, że: „uczucia religijne ze względu na ich charakter podlegają szczególnej ochronie prawa. Bezpośrednio powiązane są bowiem z wolnością sumienia i wyznania, stanowiącą wartość konstytucyjną”. Czy jednak stanowi to o wliczeniu ich w poczet otwartego katalogu dóbr osobistych?

Część przedstawicieli doktryny wyraźnie wlicza uczucia religijne do kategorii dóbr osobistych (tak np. prof. Jędrejek, mec. Szymański[3]). Czasem uczucia religijne uznaje się za element „swobody sumienia”[4], która została wymieniona w art. 23 jako przykład dobra osobistego.

Niemniej w orzecznictwie wskazano wielokrotnie, że aby dane działanie rzeczywiście zagrażało lub godziło w uczucia religijne (lub szerzej w wolność sumienia): „musi być ono wymierzone bezpośrednio przeciwko osobie ubiegającej się o udzielenie jej ochrony. Dla ustalenia naruszenia dobra osobistego, jako dobra indywidualnego, nierozerwalnie związanego z konkretną osobą, konieczne jest bowiem stwierdzenie bezprawnego zachowania się podmiotu dobro to naruszającego, dającego się zindywidualizować́ przeciwko osobie ubiegającej się o udzielenie jej ochrony[5].

Oznacza to, że dobra osobistego nie będzie naruszać zachowanie ogólne, nienakierowane na indywidualną jednostkę. W teorii zatem artyści, którzy chcą trafić swoimi dziełami do mas, nie mając na myśli konkretnej osoby, nie powinni zostać uznani za naruszycieli. Jednakże, przed wysnuciem takiej konkluzji warto jeszcze przyjrzeć się drugiej stronie medalu, tzn. odpowiedzialności karnej za obrazę uczuć religijnych.

 

Uczucia religijne jako przedmiot ochrony art. 196 Kodeksu karnego

Zgodnie z treścią art. 196 kk:

„Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Co istotne, znaczna część doktryny wyklucza włączenie w zakres pojęcia „uczucia religijne”  uczuć areligijnych, ateistycznych.[6] Natomiast wśród elementów religii samej w sobie można , oprócz samych uczuć religijnych, wyróżnić takie składniki, jak np.: „określone sposoby zachowania się (np. obrzędy), specyficzną mowę (mowa religijna, sakralna) oraz zespół pewnych poglądów (credo)”.[7] E. Kruczoń w celu zdefiniowania strony przedmiotowej przestępstwa obrazy uczuć religijnych, wymienia cechy charakterystyczne tego czynu zabronionego. Obraza uczuć religijnych stanowi występek z kategorii przestępstw materialnych (inaczej skutkowych, co oznacza, że aby doszło do jego popełnienia, musi zaistnieć czyn oraz określony jego skutek). Brak jest w doktrynie jednoznacznego rozstrzygnięcia, czy określenie „innych osób” rzeczywiście wymaga obrazy uczuć przynajmniej dwojga ludzi. Autor ten wskazuje, że poprzez „obrazę” rozumieć należy takie zachowania sprawcy, które odbiera się za poniżające lub obelżywe, oceniane na podstawie przesłanek negatywnych, przy uwzględnieniu przekonań panujących w określonym kręgu kulturowym pokrzywdzonego.

Ponieważ charakterem przestępstwo obrazy uczuć religijnych odpowiada poniekąd znieważeniu z art. 216 kk, wśród jego form można wyróżnić m.in. obrazę słowną (np. wypowiedź), pisemną (np. druki) czy wizualną (wizerunek, rysunek, obraz, reklama itp.). Na dane działanie patrzeć trzeba przez modelowy pryzmat przeciętnego członka określonej grupy wyznaniowej. Ważne też, by zachowanie takie miało charakter publiczny oraz umyślny.

Za kluczowe kryterium przyjmuje się „przeciętne poczucie wrażliwości”, które jest niezbędne w ocenie różnorodnych działań podejmowanych w demokratycznym państwie prawnym, funkcjonującym w oparciu o pluralizm światopoglądowy. Ta perspektywa bywa pomocna w odróżnieniu zachowań balansujących na granicy wolności słowa i prowokacji.[8] Jednocześnie w kontekście sztuki odwołanie się do ocen ludzi wykształconych i wyrażających zainteresowanie sztuką uznaje się przez niektórych za właściwsze niż badanie ocen społecznych, nawet jeśli są one przeważające.[9] Da się również znaleźć głosy w doktrynie (choć nie bezsprzeczne), że art. 73 Konstytucji, stanowiący, iż:

„Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury” –

– wyznacza pewien kontratyp pozaustawowy, czyli okoliczność wyłączającą bezprawność danego czynu. Ponieważ bezprawność to konieczna przesłanka przestępstwa, działanie pozbawione tej cechy nie stanowi czynu zabronionego i jest zgodne z prawem.[10]

 

„Sławne” przypadki

Jeden z najsłynniejszych polskich procesów o obrazę uczuć religijnych w środowisku artystycznym wytoczono przeciw Dorocie Nieznalskiej, autorce kontrowersyjnej według niektórych pracy „Pasja”. Była to instalacja składająca się z filmu wideo, na którym ukazano mężczyznę ćwiczącego na siłowni i metalowy krzyż z wkomponowaną fotografią męskich genitaliów. Premiera wystawy miała miejsce w styczniu 2001 r. w gdańskiej galerii „Wyspa Progress”, a chwilę przed jej zamknięciem reportaż dotyczący instalacji ukazał się na kanale TVN. To właśnie ten materiał stał się punktem zapalnym całej historii, gdyż po zamknięciu wystawy część lokalnych parafian zawiadomiła o rzekomym popełnieniu przestępstwa przez artystkę. Proces w pierwszej instancji zakończył się w 2002 r. rozstrzygnięciem, że Nieznalska była winna zarzucanego jej czynu, co poskutkować miało ograniczeniem wolności i dwudziestoma godzinami prac społecznych. Autorka instalacji została prawomocnie uniewinniona po 8 latach od wydania pierwszego werdyktu. Sąd uniewinniający stwierdził, że aby obrazić uczucia religijne, potrzebna jest celowość takiego działania, a nie zamiar ewentualny[11], co poniekąd pokrywa się z interpretacją przepisów dotyczących ochrony dóbr osobistych.

Niemniej, nie zawsze sprawy artystów dotyczące obrazy uczuć religijnych kończą się uniewinnieniem. Przykładem tego jest piosenkarka Dorota Rabczewska, którą sąd ukarał grzywną w wysokości 5000 zł za wypowiedź z 2011 r. odnoszącą się do Biblii, w której uznała, że bardziej wierzy w odkrycia naukowe niż, cytując, w Biblię napisaną przez „faceta naprutego winem i palącego jakieś zioła”. Co ciekawe, piosenkarka odmówiła zapłaty kary i wniosła pozew do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (skarga nr 8257/13) o naruszenie przez Polskę jej prawa do wolności wyrażania opinii (art. 10 EKPC). Rozstrzygnięcie ETPCz w przedmiotowej sprawie do tej pory jeszcze nie zapadło.[12]

Z drugiej strony żadnych prawnych konsekwencji nie poniósł wokalista zespołu Behemot Adam „Nergal” Darski, który w 2008 r. podczas koncertu podarł Biblię, niewątpliwie stanowiącą przedmiot czci religijnej z art 196 kk. Postępowanie przygotowawcze zostało w tej sprawie umorzone, gdyż pokrzywdzona była tylko jedna osoba, a próby odnalezienia za pomocą prasy więcej obrażonych zakończyła się niepowodzeniem. Prokuratura w tym przypadku przychyliła się do literalnej interpretacji art. 196 kk i uznała, że wymagana jest mnoga liczba pokrzywdzonych, by doszło do popełnienia przestępstwa.[13]

W odniesieniu stricte do naruszenia dóbr osobistych a nie obrazy uczuć religijnych na gruncie art. 196 kk, zdaniem Sądu Najwyższego publiczne prezentowanie i rozpowszechnianie utworu plastycznego o treści antyreligijnej (a nawet obrazoburczej) nie stanowi naruszenia swobody sumienia.[14] Choć w odczuciu niektórych osób pewne formy publicznej ekspresji mogą wzbudzać dyskomfort i zostać uznane za niezgodne z moralnością, w wielu przypadkach nie są niezgodne z prawem, nawet jeśli wydaje się, że obrażają uczucia religijne. Nie oznacza to automatycznego naruszenia dóbr osobistych, przede wszystkim ze względu na kierowanie tych działań do nieoznaczonego lub do oznaczonego rodzajowo kręgu odbiorców, a nie na konkretną jednostkę.

To właśnie zindywidualizowanie odbiorcy jest jedną z kluczowych przesłanek naruszenia każdego dobra osobistego. Jak komentują K. Osajda i W. Borysiak: „Naruszenie musi odnosić się do oznaczonego lub dającego się oznaczyć podmiotu prawa, a powód musi wykazać, że jest osobą, której dobra osobiste naruszono. Jeżeli więc dane działanie nie jest wymierzone przeciwko konkretnej osobie, nie dochodzi do naruszenia jej dóbr osobistych”.[15]

 

Należy pamiętać, że po drugiej stronie szali naprzeciw obrazy uczuć religijnych znajduje się swoboda wypowiedzi artystycznej i ekspresji twórczej. Wydaje się, że na razie znaczna część orzeczeń sądowych stoi na ich straży. Jak w 2017 r. podkreśliła specjalistka z zakresu prawa karnego, dr Anna Demenko: „Na razie w Polsce nie doszło do prawomocnego skazania artysty w związku z działalnością artystyczną. Ale to nie cenzura sądowa, kodeks karny czy cywilny jest największym problemem. Najgroźniejsze są naciski personalno-finansowe, mechanizmy instytucjonalne, np. obcinanie dotacji”.[16] Stąd to wcale nie grzywny i prawomocne wyroki są największym zagrożeniem dla wolności wypowiedzi artystycznej. Chociaż obecnie funkcjonujące przepisy bardziej przemawiają na korzyść artystów, niż osób, których uczucia religijnie potencjalnie obrażono, praktyka jest różna, czego dowodzą przedstawione na przestrzeni wpisu przypadki.

 

Photo by Marcus Ganahl on Unsplash
[1] M. Romańska, Dobra osobiste i ich ochrona, Warszawa 2020, Legalis.
[2] Oko.Press: https://oko.press/zdziwiony-jezus-urbana-to-nic-mocne-przyklady-sztuki-oskarzanej-o-obrazanie-uczuc-religijnych/ [dostęp: 6.05.2022 r.].
[3] G. Jędrejek, T. Szymański, Prawna ochrona uczuć religijnych w Polsce (Próba oceny dotychczasowych rozwiązań, czyli o rozdźwięku pomiędzy literą prawa a jego aplikacją), „Studia z Prawa Wyznaniowego” Tom V/2002, s. 171.
[4] Zob. np. wyrok SN z dnia 20 września 2013 r., sygn. akt II CSK 1/13.
[5] Ibidem.
[6] Zob. np. A. Wąsek, Przestępstwa przeciwko przekonaniom religijnym de lege lata i de lege ferenda, „Państwo i Prawo”, nr 7/1995, s. 37–38.
[7] Zob. E. Kruczoń, Przestępstwo obrazy uczuć religijnych, „Prokuratura i Prawo” 2/2011, s. 3.
[8] Zob. Ibidem, s. 5-9.
[9] Zob. J. Warylewski, Pasja czy obraza uczuć religijnych? Spór wokół art. 196 Kodeksu karnego, (w:) L. Leszczyński, E. Skrętowicz, Z. Hołda (red.), W kręgu teorii i praktyki prawa karnego. Księga poświęcona pamięci Profesora Andrzeja Wąska, Lublin 2005, s. 8.
[10] Zob. np. M. Mozgawa (red.), Prawnokarne aspekty wolności. Materiały z konferencji, Arłamów, 16–18 maja 2005 r., Kraków 2006, s. 302–304.
[11] Zob. Oko.press…
[12] Zob. ETPCz: pięć godnych uwagi spraw przeciwko Polsce, które oczekują na wyrok, Biuletyn Informacji Publicznej, rządowa strona Rzecznika Praw Obywatelskich: https://bip.brpo.gov.pl/sites/default/files/%2FETPCz%20-%20pi%C4%99%C4%87%20godnych%20uwagi%20spraw%20z%20Polski%2C%20kt%C3%B3re%20oczekuj%C4%85%20na%20wyrok.docx.
[13] E. Kruczoń, Przestępstwo…, s. 6.
[14] Zob. Wyrok SN z 12.6.2002 r., III CKN 618/00, OSNC 2003, Nr 6, poz. 84.
[15] Zob. Kodeks cywilny. Komentarz 2021, wyd. 29 red. prof. dr hab. Konrad Osajda, dr Witold Borysiak, Legalis.
[16] Zob. Oko.press…

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

Różne oblicza plagiatu, czyli nieoryginalne wykorzystanie elementów cudzego utworu

Jakie jest pierwsze skojarzenie na dźwięk słowa „plagiat”? W powszechnym tego słowa rozumieniu jest to skopiowanie czyjegoś tekstu i podpisanie go własnym nazwiskiem. To właśnie system antyplagiatowy jest jednym z największych koszmarów studentów, gdyż decyduje o dalszym losie dysertacji (nie zawsze słusznie). Co jednak, jeśli okaże się, że przestępstwo plagiatowania występuje również w innego rodzaju utworach, nie tylko tych związanych z powszechnie rozumianą tekstualnością? Czy możliwe jest, że tworząc cover, inspirując się kadrami z hollywoodzkiego klasyka we własnym filmie czy projektując dom narazimy się na zarzut plagiatu? Aby poznać odpowiedzi, zapraszamy do lektury!

Krótko o samym plagiacie

O plagiacie zdarzyło nam się pisać już wcześniej tu. W ramach krótkiego przypomnienia warto wspomnieć, że żadna ze znanych prawu polskiemu ustaw nie definiuje pojęcia „plagiatu”. Pośrednio definicję taką zawiera art. 115 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej jako “PrAut“) penalizując czyn polegający na przywłaszczeniu sobie autorstwa lub wprowadzeniu w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania.

Plagiat podzielić można na:

  • plagiat jawny
  • plagiat ukryty

W pierwszym przypadku dochodzi do niego, gdy przejmuje się cudzy utwór lub artystyczne wykonanie w postaci niezmienionej albo zmienionej w minimalnym stopniu, np. poprzez przestawienie szyku zdań czy zastosowanie synonimów. Drugi przykład odnosi się do sytuacji, kiedy plagiatujący modyfikuje części dzieła pierwotnego w taki sposób, by przypisać sobie autorstwo splagiatowanego dzieła – może być to przypadek powstania utworu zależnego, w którym naruszyciel używa fragmentów utworu pierwotnego bez podania ich autora oraz źródła, jednocześnie dodając swoje własne elementy.[1] Przez takie działanie plagiat ukryty jest trudniejszy do wykrycia niż plagiat jawny.

Plagiatem nie jest twórczość równoległa, kiedy kilka osób jednocześnie wpadnie na ten sam pomysł i wykonanie, plagiat musi być bowiem świadomy i zamierzony.

Nie ma ustalonej określonej formy, w której musi dojść do popełnia przestępstwa plagiatu. Jedynym istotnym wymogiem jest, by działanie sprawcy świadczyło o jego woli traktowania cudzego utworu jak pochodzącego od niego.

 

Plagiat w muzyce

Szerzej o zjawisku plagiatu w muzyce, samplingu i prawie cytatu pisaliśmy tu. Warto jednak krótko przypomnieć ten temat, by pokazać jego wielowymiarowość. Aby ustalić, w jakich przypadkach dochodzi do plagiatu utworu muzycznego, należy wpierw określić, które jego elementy podlegają ochronie prawnoautorskiej. Co ważne, sam utwór muzyczny, chroniony na gruncie art. 1 ust. 1 PrAut, musi być odróżniony od artystycznego jego wykonania, które stanowi autonomiczne dobro prawne określone w art. 85 PrAut.[2]

 

Art. 1. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

2. W szczególności przedmiotem prawa autorskiego są utwory: (…) muzyczne i słowno-muzyczne; sceniczne, sceniczno-muzyczne, choreograficzne i pantomimiczne; audiowizualne (w tym filmowe).

21. Ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia; nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne.

3. Utwór jest przedmiotem prawa autorskiego od chwili ustalenia, chociażby miał postać nieukończoną.

4. Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.”

 

Art. 85. 1. Każde artystyczne wykonanie utworu lub dzieła sztuki ludowej pozostaje pod ochroną niezależnie od jego wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.

2. Artystycznymi wykonaniami, w rozumieniu ust. 1, są w szczególności: działania aktorów, recytatorów, dyrygentów, instrumentalistów, wokalistów, tancerzy i mimów oraz innych osób w sposób twórczy przyczyniających się do powstania wykonania.”

 

Specyfika dzieła muzycznego jako utworu polega na tym, że nie wszystkie jego elementy są chronione przez prawo autorskie, w szczególności nie są to aspekty takie jak: dynamika, agogika czy artykulacja, ze względu na ich akcesoryjny charakter względem melodii. Z reguły również nie jest przyznawana ochrona prawnoautorska harmonii (czyli budowie i łączeniu akordów) i rytmowi, z racji istnienia w praktyce sprawdzonych już sekwencji i schematów. Od zasady tej oczywiście są wyjątki – gdy uda się udowodnić oryginalność i indywidualność danej harmonii lub rytmu, możliwa byłaby ich ochrona.[3]

W konsekwencji główną, bezsprzecznie podlegającą prawnej ochronie częścią utworu muzycznego jest jego melodia, rozumiana powszechnie jako ten element, który opisuje „ustalone następstwo wysokości dźwięków o określonym czasie trwania”[4] i jednocześnie tę część składową muzyki, która stanowi osobiste piętno kompozytora[5].

 

Kiedy zatem może dojść do splagiatowania melodii?

W odniesieniu do całości utworu, jakim jest piosenka, dojść może zarówno do splagiatowania słów, jak i melodii. W drugim przypadku ryzykiem bycia oskarżonym o plagiat obarczone będzie przypisanie sobie autorstwa całości bądź fragmentu stworzonej przez kogoś innego linii melodycznej. Nie zawsze jest to jednak oczywiste, gdyż muzyka opiera się na łączeniu ze sobą istniejących dźwięków, przez co bardzo często może dojść do łudząco podobnego bądź identycznego brzmienia melodii w różnych utworach. To zaś niekoniecznie będzie od razu plagiatem. Zdaniem A. Sewerynik być chroniony prawem autorskim, a zatem podlegać możliwości splagiatowania, może tylko taki fragment melodii, który jest zamkniętą „myślą muzyczną”, rozpoznawalną przez innych jako oryginalna, indywidualna i twórcza.[6]

 

Czy stworzenie coveru stanowi plagiat?

Zasadniczo nie. Jak zostało podkreślone wcześniej, innym dobrem chronionym jest utwór, a innym artystyczne wykonanie. Prawa artystów wykonawców są inne od praw autorów. Zatem patrząc od strony artystycznego wykonania, nie ma możliwości powtórzenia go w identyczny sposób. Dlatego też zaśpiewanie własnej wersji piosenki czy tym bardziej zagranie jej jest legalne z perspektywy artystycznych wykonań, choć oczywiście konieczne jest wskazanie tytułu i wykonawcy coverowanego kawałka, by nie narazić się na zarzut przypisania sobie autorstwa cudzego utworu (plagiatu). Będzie to tzw. transkrypcja muzyczna. 

Czasami mianem coverów nazywa się również instrumentację (czyli przeniesienie partii danego instrumentu na „pokrewny” instrument, np. fortepianu na gitarę) a także aranżację (czyli zmiana stylu piosenki przejawiająca się w zmianie melodii, rytmu, harmonii czy faktury, np. muzyka poważna na disco). W obu tych przypadkach może dojść do powstania opracowania, gdy cover zawiera elementy twórcze. To zaś oznacza konieczność uzyskania zgody twórcy pierwotnego utworu, gdy chcemy z covera korzystać lub rozporządzać nim – chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły  (art. 2 PrAut.).

 

Plagiat w filmie

Oskarżenia o plagiat w świecie Hollywood to chleb powszedni. Zasada jest taka, że im sławniejszy i bogatszy jest dany reżyser, tym więcej zarzutów otrzyma – w końcu czego ludzie nie są zdolni zrobić, jeśli istnieje choć drobna szansa na uzyskanie korzyści finansowych w ramach ewentualnej ugody ze strachu przed pozwem?

Spora część tych oskarżeń nie ma niemniej żadnych podstaw. Plagiat w przypadku dzieła audiowizualnego, jakim jest film, może powstać w odniesieniu do całości utworu, jak i do jego części: scenariusza, scenografii, kadrów, ścieżki dźwiękowej itp. Film bowiem, zgodnie z art. 4 ustawy o kinematografii:

„jest utworem dowolnej długości, w tym utworem dokumentalnym lub animowanym, złożonym z serii następujących po sobie obrazów z dźwiękiem lub bez dźwięku, utrwalonych na jakimkolwiek nośniku umożliwiającym wielokrotne odtwarzanie, wywołujących wrażenie ruchu i składających się na oryginalną całość, wyrażającą akcję (treść) w indywidualnej formie, a ponadto, z wyjątkiem utworów dokumentalnych i animowanych, przewidzianym do wyświetlania w kinie jako pierwszym polu eksploatacji w rozumieniu przepisów o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Filmem jest również utwór, który z powodu okoliczności niezawinionych nie został wyświetlony w kinie”.

Jako, że PrAut nie podaje definicji utworu audiowizualnego, ustawa o kinematografii pomaga w takiej kategoryzacji pojęcia filmu i przesądza o stosowaniu w stosunku do niego przepisów o utworze audiowizualnym z PrAut. Tak jak plagiat w podstawowej formie, w przemyśle filmowym może on przybrać postać plagiatu jawnego oraz plagiatu ukrytego, polegającego na wprowadzeniu takich zmian, by wprowadzić odbiorcę w błąd co do autorstwa danego filmu.[7]

 

W przypadku filmów, w szczególny sposób przedstawia się specyfika utworu inspirowanego. Zgodnie z art. 2 ust. 4 PrAut za opracowanie nie uważa się utworu powstałego w wyniku inspiracji. Utwór inspirowany, w przeciwieństwie do zależnego, jest utworem samoistnym. Oczywiście autorowi przysługuje osobne prawo autorskie. Granica między utworem zależnym a inspirowanym polega na wielkości wkładu twórczego wniesionego przez twórcę utworu późniejszego. Utwór pierwotny dla inspirowanego stanowi jedynie „naukową zachętę, podnietę do jego stworzenia”[8]. Ciekawym rodzajem plagiatu, autonomicznym niejako dla utworu filmowego, jest plagiat adaptacyjny, polegający na „bezprawnym i nieoznaczonym opracowaniu cudzego dzieła w formie przekładu, adaptacji filmowej”[9], a zatem na przeniesieniu utworu na inną formę bez zgody twórcy dzieła pierwotnego, co może być widoczne przy adaptacji filmowej stworzonej na podstawie książki.

W praktyce rozróżnienie granicy między opracowaniem a inspiracją bywa bardzo trudne, zwłaszcza w przypadku utworów filmowych. Dobrym przykładem jest film autorstwa S. Leone pt. „Za garść dolarów”, który po światowym sukcesie został przez wielu okrzyknięty mianem plagiatu „Straży przybocznej” A. Kurosawy. Różnica polegała głównie na zmianie samurajów na rewolwerowców i przeniesieniu akcji na Dziki Zachód. Sprawa jednak zakończyła się, jak w większości przypadków zza ekranowych kulis, ugodą, stąd bardzo często nie dane jest nam, prawnikom, poznać potencjalne rozstrzygnięcia sądów w filmowych sporach, które mogłyby okazać się ciekawym materiałem poznawczym dla rozgraniczenia utworu inspirowanego i opracowania.[10]

 

Plagiat w architekturze

Ciężko jest wyobrazić sobie utwór, który ma więcej aspektów uwarunkowanych techniką, niż utwór architektoniczny (wymieniony wyraźnie w katalogu utworów w art. 2 ust. 1 pkt 6 PrAut). Niekiedy również i prawo (zwłaszcza budowlane) narzuca wymogi, które nie mogą zostać zaimplementowane w inny, niż wynika to z przepisów sposób. Istotne jest, że ponieważ utwór może zostać ustalony niezależnie od postaci, to utwór architektoniczny podlega ochronie prawnoautorskiej nie tylko, gdy został wybudowany, ale również na etapie szkicu czy rysunku. Co warto podkreślić, splagiatować nie można schematów, uniwersalnych rozwiązań czy powtarzalnych wzorów, a więc odnalezienie plagiatu w architekturze może być trudniejsze, aniżeli w innych formach utworów.[11]

Dodatkową trudność sprawia również odpowiedź na pytanie, czy dopasowanie pewnych twórczych rozwiązań architektonicznych w swoim projekcie budowlanym stanowi już plagiat, czy jest jedynie efektem mieszczenia się w pewnym artystycznym nurcie, wyrazem obecnie panującej mody, a zatem – inspiracją.[12]

 

Z pewnością jednak plagiatem w przypadku utworu architektonicznego będzie przywłaszczenie sobie autorstwa cudzego projektu i przekazanie go innemu podmiotowi do wykonania. W przypadku innych spraw dotyczących potencjalnej możliwości popełnienia plagiatu niestety ciężko jest znaleźć przypadki, kiedy pozwanie twórcy budynku rzekomo będącego plagiatem okazało się skuteczne – w większości przypadków twórcy ci sami wycofują swoje projekty lub autorzy wcześniejszych obiektów zdają sobie sprawę, że udowodnienie identyczności obu utworów architektonicznych będzie trudne lub wręcz niemożliwe.

Jeśli chcesz poznać sposoby ochrony innych dóbr architekta-twórcy, zerknij tu. O tym, jak pomagamy chronić utwór architektoniczny, więcej dowiesz się tu.

 

Plagiat w reklamie

Zgodnie z art. 4 pkt. 17 ustawy o radiofonii i telewizji:

„reklamą jest przekaz handlowy, pochodzący od podmiotu publicznego lub prywatnego, w związku z jego działalnością gospodarczą lub zawodową, zmierzający do promocji sprzedaży lub odpłatnego korzystania z towarów lub usług; reklamą jest także autopromocja”.

Niemniej, jeśli reklama nosi cechy utworu, tj. jest działalnością twórczą o indywidualnym i oryginalnym charakterze, wówczas stanowi przedmiot ochrony prawnoautorskiej. Za oryginalne jej elementy można uznać m.in.:

Dyskusyjnym przykładem jest idea, gdyż z jednej strony pomysły zostały wyraźnie wyłączone ustawowo z ochrony prawnoautorskiej, lecz z drugiej skoro Sąd Najwyższy przyznał ochronę koncepcji biznesowej[13], dlaczego podobnej konstrukcji ochronnej nie miałaby podlegać koncepcja reklamowa? Orzeczenie SN spotkało się jednak z krytyką doktryny, w związku z czym temat ochrony idei w odniesieniu do reklamy pozostaje otwarty.[14]

 

Bezsprzecznie w każdym razie kradzież cudzej własności intelektualnej w formie plagiatu jest możliwa w stosunku do pozostałych, wyżej wymienionych części reklamy. Jednakże, w przypadku elementów przekazu reklamowego bardziej pomocne, aniżeli prawo autorskie, okazują się niekiedy inne akty prawne, np. ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (uznk) czy prawo własności przemysłowej (pwp). Specyfikę tę można opisać na przykładzie sloganu. Zdaniem A. Przybyło: „Linia orzecznicza sądów idzie w kierunku odmawiania krótkim hasłom cech działalności twórczej, co wydaje się o tyle uzasadnione, że odciśnięcie osobistego piętna autora przy tak wąskim polu wyrażenia artyzmu jest trudne”[15]. W związku z tym chcąc uniknąć sporów podobnych do tych, jakie działy się między markami Food Care (producent napoju Frugo) i Maspex (producent napoju Life)[16], warto przemyśleć rejestrację części składowych reklamy, takich np. jak slogan czy postać fikcyjna, jako znak towarowy, gdyż daje to mnóstwo wymiernych korzyści, o których pisaliśmy tu. Dla podobnych spraw dotyczących reklamy pomocny może okazać się również zakaz konkurencji pasożytniczej wyrażony w art. 16 ust. 3 pkt 7 uznk, zakazujący wykorzystania w nieuczciwy sposób renomy znaku towarowego, oznaczenia przedsiębiorstwa lub innego oznaczenia odróżniającego konkurenta ani też chronionego oznaczenia geograficznego lub chronionej nazwy pochodzenia produktów konkurencyjnych. Zobacz, jak chronimy twórców reklam.

 

Wracając do plagiatu …

 

Plagiat – odpowiedzialność cywilna i karna

Odpowiedzialność za naruszenie praw autorskich w postaci plagiatu określona została na dwóch płaszczyznach: cywilnej oraz karnej.

Roszczenia w przypadku odpowiedzialności cywilnej należy rozróżnić w zależności od naruszenia autorskich praw osobistych i autorskich praw majątkowych.

Zgodnie z art. 78 ust. 1 PrAut twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały naruszone, może domagać się łącznie:

  • roszczeń majątkowych: roszczenia o zadośćuczynienie lub o zapłatę odpowiedniej sumy na wskazany prze twórcę cel społeczny,
  • roszczeń niemajątkowych: roszczenia o zaniechanie działań naruszających autorskie prawa osobiste lub o usunięcie skutków naruszenia, w szczególności o złożenie publicznego oświadczenia o odpowiedniej treści i formie.

Katalog tych roszczeń pozostaje niemal identyczny ze wskazanym na gruncie art. 24 kc, odnoszącym się do naruszenia dóbr osobistych. Nie powinno to dziwić, gdyż „twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska” pozostają wymienione jako przykłady dóbr osobistych w art. 23 kc, a zatem pozostają pod podwójną ochroną zarówno przepisów prawa autorskiego jak i prawa cywilnego.

Poszkodowany naruszeniem autorskich praw majątkowych zgodnie z art. 79 ust. 1 PrAut może kumulatywnie żądać:

  • zaniechania naruszania;
  • usunięcia skutków naruszenia;
  • naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych albo poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu;
  • wydania uzyskanych korzyści;
  • jednokrotnego albo wielokrotnego ogłoszenia w prasie oświadczenia o odpowiedniej treści i formie lub podania do publicznej wiadomości części albo całości orzeczenia sądu wydanego w rozpatrywanej sprawie, w sposób i w zakresie określonym przez sąd.

O odpowiedzialności karnej za popełnienie plagiatu przesądza wspomniany już art. 115 PrAut:

„Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.

2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie.

3. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w inny sposób niż określony w ust. 1 lub 2 narusza cudze prawa autorskie lub prawa pokrewne albo nie wykonuje obowiązków odpowiednich opłat dla twórców, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Jak widać – cena za bezprawne kopiowanie cudzej treści jest wysoka, a gra niewarta świeczki.

 

Wyżej wymieniony wytwór Twojego intelektu został naruszony przez plagiat i nie wiesz, co powinieneś/aś z tym zrobić? A może jakieś inne Twoje dobro niematerialne padło ofiarą oszukańczego zachowania innej osoby i wydaje się, że może być kwalifikowane jako przestępstwo plagiatowania? Mamy wieloletnie doświadczenie w doradzaniu naszym klientom w sprawach cywilnych i karnych naruszania praw własności intelektualnej, dlatego nie wahaj się – napisz do nas już dziś.

 

[1] Zob. Art. 115 PrAut red. Michalak 2019, wyd. 1/Daśko.
[2] Zob. P. Sztern, The voice of plagiarism. Metody stwierdzania naruszeń praw autorskich do utworów muzycznych  [w:] Wieloaspektowość pojęcia plagiatu red. P. Jędrysiak, Warszawa 2021.
[3] Zob. D. Światkowski, Czy utwór muzyczny może się jeszcze obronić przed plagiatem? Prawne i muzyczne aspekty zjawiska [w:] Wieloaspektowość…
[4] A. Sewerynik, Utwór muzyczny jako przedmiot prawa autorskiego, Warszawa 2020, Legalis.
[5] D. Światkowski, Czy…
[6] http://prawomuzyki.sewerynik.pl/2013/09/02/sprawdzanie-plagiatu-melodia/ [dostęp: 20.04.2022 r.].
[7] Zob. K. Obara, Złodzieje fabuły – plagiat ukryty w utworze filmowym [w:] Wieloaspektowość…
[8] SPP T. 13, red. Barta/Barta, Markiewicz, Matlak, Niewęgłowski, Późniak-Niedzielska.
[9] J. Skrzypczak, Plagiat dzieł naukowych, „Środkowoeuropejskie Studia Polityczne”, Poznań 2014, s. 220.
[10] Zob. K. Obara, Złodzieje…
[11] Zob. M. Kwella, Plagiat czy inspiracja? Analiza zjawiska i granic plagiatu w architekturze [w:] Wieloaspektowość…
[12] Ibidem.
[13] Wyrok SN z dnia 3 grudnia 2017 r., sygn. akt II CSK 400/16.
[14] Zob. A. Przybyło, Plagiat w reklamie [w:] Wieloaspektowość…
[15] Ibidem, s. 74.
[16] Zob. np. https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/618768,frugo-kontra-life-final-w-sadzie.html [dostęp: 19.04.2022 r.].

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

Naruszenie dóbr osobistych i ściganie sprawcy zniesławienia w Internecie

Poczucie bezkarności w Internecie ma się, niestety, świetnie. Nie chodzi jedynie o skomplikowane ataki hakerskie, a również o naruszenia mniejszego kalibru, lecz o większej skali, w szczególności o wypowiedzi o charakterze naruszenia cudzych dóbr osobistych, np. w formie znanego z art. 212 Kodeksu karnego zniesławienia. Maska anonimowości i świadomość odległości od osoby, której dobra są naruszane, sprawiają, że część osób nie potrafi powstrzymać się od obraźliwego komentarza bądź innego rodzaju negatywnie ocenianego społecznie zachowania w sieci. Prawo jednak, zupełnie tak jak w rzeczywistym świecie, w wirtualnej przestrzeni również powinno stwarzać możliwości skutecznej reakcji na naruszenie swojego dobra. Jak w takim razie radzić sobie z naruszeniami dóbr osobistych w Internecie? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć w niniejszym artykule.

 

Pojęcie dobra osobistego

O dobrach osobistych pisaliśmy niegdyś tu. Gwoli przypomnienia należy wskazać, że dobra osobiste mają charakter nieprzenoszalny i niezbywalny. Co ważne, ze swej natury muszą one dotyczyć konkretnej, zindywidualizowanej osoby. Dobra osobiste zostały wymienione przykładowo na gruncie art. 23 Kodeksu cywilnego (kc), w którym jednocześnie ustawodawca zaznaczył, że podlegają one ochronie zapewnionej przez przepisy prawa cywilnego, niezależnie od ochrony zapewnionej przez inne gałęzie prawa. Na gruncie orzecznictwa na przestrzeni lat wykształciły się dobra osobiste, które nie zostały wskazane w katalogu z art. 23 kc, wśród których jedynie w drodze krótkiej egzemplifikacji wymienić można np. prawo do prywatności, dobre imię, kult pamięci osoby zmarłej czy płeć człowieka.

 

W dalszej kolejności art. 24 kc przewiduje możliwe roszczenia podmiotu, którego dobra osobiste zostały naruszone bądź zagrożone. Może on:

– w przypadku zagrożenia – żądać zaniechania takiego działania, chyba że nie jest ono bezprawne,

– w przypadku naruszenia – żądać, ażeby naruszyciel dopełnił czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożył oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie oraz na zasadach przewidzianych w kodeksie podmiot ten może również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Dodatkowo, zgodnie z art. 24 § 2 kc, jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.

Gdy wśród naruszonych dóbr znajdą się wartości takie jak np. twórczość naukowa, artystyczna czy racjonalizatorska, podmiot, którego dobra naruszono, może sięgnąć do roszczeń wskazanych na gruncie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (upapp) oraz ustawy – Prawo własności przemysłowej.

 

Ochrona dóbr osobistych, choć w zawężonym katalogu w stosunku do osób fizycznych, przysługuje również osobom prawnym.

Wśród najczęściej pojawiających się w kontekście naruszeń dóbr osobistych w Internecie znajdują się dobra takie jak: cześć, dobre imię, prawo do prywatności, godność czy wizerunek.[1] Co ciekawe, samo prawo do korzystania z Internetu zdaniem orzecznictwa nie stanowi dobra osobistego, gdyż kwalifikacja taka stałaby w sprzeczności z naturą tego rodzaju dobra.[2]

Nie ma jednego aktu prawnego, który normowałby w całości odpowiedzialność z tytułu naruszenia dóbr osobistych w Internecie, stąd oprócz kc i kk w przypadku omawiania tej tematyki konieczne jest sięgnięcie do innych pomocniczych regulacji, takich jak ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną (uśude).

 

Wolność słowa czy naruszenie…?

Specyfika wykrycia naruszenia dobra osobistego sprowadza się do wyznaczenia momentu przekroczenia granicy wolności słowa. Z jednej strony wolność ta została zagwarantowana w art. 54 Konstytucji RP, z drugiej jednak nie jest to prawo bezwzględne i może zostać ograniczone w momencie przekroczenia jego granic.

W przypadku dokonywania kwalifikacji danego działania w Internecie jako naruszenia dóbr osobistych, a także ustalania możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności sprawcy naruszenia, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań koniecznych w takiej sytuacji.

  • Kto? Osoba naruszająca może być łatwa do zidentyfikowania (np. gdy na portalach takich jak Facebook używa swojego prawdziwego imienia i nazwiska) lub anonimowa, gdy jedyną powszechnie dostępną wskazówką jest jej nick lub pseudonim (ta opcja pojawiać się może dość często w przypadku serwisów takich jak Instagram czy TikTok). Zastosowanie drugiej opcji sprawia, że ściganie takiego użytkownika jest znacznie trudniejsze, niż w pierwszym przypadku, a bywa, że wręcz niemożliwe.
  • Kogo? Przekazywane przez domniemanego naruszyciela informacje mogą bezpośrednio identyfikować osobę, której dobro naruszają (chociażby poprzez wymienienie jej imienia i nazwiska czy bezprawne rozpowszechnienie wizerunku) albo wskazywać na pokrzywdzonego pośrednio. Co warto nadmienić, jeśli tożsamość danej osoby można ustalić nawet przy użyciu bardzo zdawkowych informacji wynikających np. z samego kontekstu, to nie ma możliwości wyłączenia z tego powodu odpowiedzialności z tytułu naruszenia dóbr osobistych.[3] Jednocześnie, prawnej ochronie podlegają dobra osobiste odnoszące się do zindywidualizowanej, konkretnej osoby, w związku z czym, aby można było mówić o naruszeniu dóbr osobistych danej osoby w Internecie, musi istnieć możliwość powiązania nicka używanego na danym forum lub portalu z używającą go osobą, jako że wszelkie pejoratywne określenia mogą być przypisane tylko pseudonimowi, a nie konkretnej osobie, co było przedmiotem analizy Sądu Najwyższego[4]. Zdaniem SN dopiero ujawnienie na portalu danych umożliwiających identyfikację danej osoby w rzeczywistości pozwoli na korzystanie przez nią z identycznej ochrony, która przysługuje jej w przypadku naruszenia dobrego imienia. Jest tak m.in. dlatego, że w orzecznictwie podkreśla się specyficzną cechę portali internetowych, jaką jest zwiększona w stosunku do świata rzeczywistego tolerancja na różne elementy przekazu językowego, które są dużo mniej akceptowalne lub wręcz nieakceptowalne w realnym życiu, np. dosadność, skrótowość czy wulgaryzmy, w języku internatów często służące podkreśleniu ekspresji wypowiedzi.[5] Używanie dosadnych, niecenzuralnych wyrażeń bywało wręcz uznawane jako wyraz konstytucyjnego prawa do udziału w dyskursie publicznym.[6] Oczywiście taki internetowy przekaz wciąż nie może godzić w cześć czy dobre imię indywidualizowanego internauty.

 

Co warto nadmienić, czasem użytkownik danej strony może być uznany za osobę publiczną czy też powszechnie znaną, w związku z czym znajdą wobec niego zastosowanie odnoszące się do nich przepisy (np. ograniczenie wymogu uzyskania zezwolenia w przypadku chęci rozpowszechniania cudzego wizerunku w sytuacji wskazanej w art. 81 ust. 2 pkt. 1 upapp, a zwłaszcza powszechnie głoszone stanowisko, w związku z którym: „granice dopuszczalnej <krytyki>, wkraczania w sferę prywatności lub – jak w sprawie poddanej ocenie – kultu pamięci osoby zmarłej, ale osoby znanej, sławnej, niewątpliwie publicznej, mogą być szersze, a udzielana ochrona – słabsza”.[7]

  • Kiedy? Zdaniem T. Grzeszak: „Tylko wtedy, gdy naruszenie konkretnego, znanego dobra osobistego sięga rdzenia człowieczeństwa (najważniejszych interesów idealnych człowieka, które determinują jego godność), to nazwiemy je naruszeniem tego dobra i równocześnie godności ludzkiej (art. 30 Konstytucji RP) i poddamy ochronie cywilnoprawnej”[8]. Jednocześnie kwalifikując dane działanie jako naruszenie należy pamiętać o konieczności spełnienia wyżej wymienionych przesłanek podmiotowych oraz o tym, że naruszenie dobra osobistego musi mieć charakter obiektywny. Zgodnie z art. 6 kc to powód w razie procesu musi udowodnić istnienie jego dóbr osobistych i fakt ich naruszenia przez pozwanego, zaś na pozwanym spoczywa obowiązek udowodnienia, że jego zachowanie nie było bezprawne.
  • Gdzie? Na gruncie przepisów odnoszących się do ochrony dóbr osobistych w kc dla zaistnienia odpowiedzialności naruszyciela nie ma znaczenia, czy do ich naruszenia dojdzie publicznie, czy w gronie prywatnym. Kwestia publiczności jest jednak ważna w przypadku przestępstwa określonego w art. 216 kk, jakim jest znieważenie, które musi nastąpić publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do tej osoby dotarła. W nieco innym znaczeniu „miejsce” popełnienia czynu ma znaczenie w przypadku naruszeń o zasięgu międzynarodowym, gdy sprawca znajduje się w innym kraju, niż pokrzywdzony.

 

Ochrona dóbr osobistych w Internecie a uśude – zasady odpowiedzialności services providerów za naruszenia

Wśród typowych działań w formie online mogących godzić w cudze dobra osobiste A. Rogacka-Łukasik wyróżnia:

  • Spamming
  • Cookies
  • Sniffing
  • Phishing (więcej o phishingu znajdziesz tutaj)
  • Traffic data
  • Zestawienie i tworzenie profilów osobowościowych.[9]

Oczywiście jednak do najpowszechniejszych należy głoszenie wypowiedzi o charakterze naruszenia dóbr osobistych. Może wówczas dojść np. do bezprawnego wykorzystania nazwiska osoby fizycznej lub nazwy osoby prawnej, zniesławienia, zniewagi czy też naruszenia czci, dobrego imienia lub wizerunku.

 

Na wszelkiego rodzaju forach oraz portalach internetowych, gdzie ściganie anonimowego przestępcy, który sam jest autorem zamieszczanych treści (a więc tzw. content providerem), może być trudne, pojawia się pomysł pociągnięcia do odpowiedzialności innych podmiotów, takich jak chociażby usługodawcy świadczący usługi przechowywania bądź przekazywania informacji w Internecie. W tej grupie wyróżnić można: podmioty zarządzające siecią (network providers), podmioty zapewniające jedynie dostęp do Internetu (access providers) oraz dostawcy usług internetowych (service providers), z czego jedynie ci ostatni mogą ponieść odpowiedzialność za naruszenie przez kogoś cudzych dóbr osobistych w Internecie.

 

Uśude reguluje odpowiedzialność dostawców usług internetowych od strony negatywnej, co oznacza, że na przestrzeni rozdziału III (art. 12-15 uśude) wymienia ona sytuacje, w których dostawca taki zwolniony jest z odpowiedzialności, przy czym odnosi się to do odpowiedzialności o charakterze karnym, cywilnym oraz administracyjnym. [10] Zatem jeżeli dostawca świadczy usługi polegające na umożliwieniu transmisji danych odbiorcy w sieci telekomunikacyjnej lub na zapewnieniu dostępu do sieci telekomunikacyjnej w rozumieniu ustawy – Prawo telekomunikacyjne oraz na automatycznym, krótkotrwałym i pośrednim przechowywaniu transmitowanych danych (przy czym celem działania usługodawcy jest wyłącznie przeprowadzenie transmisji i dane nie są przechowywane przez niego dłużej, niż to konieczne), to usługodawca taki będzie zwolniony z odpowiedzialności, jeśli:

– nie jest inicjatorem danych;

– nie wybiera odbiorcy przekazy danych;

– nie wybiera i nie modyfikuje informacji zawartych w przekazie.

W przypadku usługodawcy, który transmituje dane i zapewnia im automatyczne, krótkotrwałe oraz pośrednie przechowywanie w celu przyspieszenia ponownego dostępu do nich w wyniku żądania innego podmiotu, nie ponosi on odpowiedzialności, gdy:

– nie modyfikuje danych;

– posługuje się uznanymi i stosowanymi zwykle w tego rodzaju działalności technikami informatycznymi określającymi parametry techniczne dostępu do danych i ich aktualizowania oraz

– nie zakłóca posługiwania się technikami informatycznymi uznanymi i stosowanymi zwykle w tego rodzaju działalności w zakresie zbierania informacji o korzystaniu ze zgromadzonych danych, a także

– jeśli przy zachowaniu powyższych warunków podmiot ten niezwłocznie usunie albo uniemożliwi dostęp do przechowywanych danych po uzyskaniu wiadomości, że dane zostały usunięte z początkowego źródła transmisji lub dostęp do nich został uniemożliwiony, albo na żądanie sądu lub innego właściwego organu.

Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane również ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie ma pojęcia o bezprawnym charakterze danych, a w razie otrzymania o nim urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.

 

Na koniec wątku warto nadmienić, że zgodnie z art. 15 uśude podmioty świadczące ww. usługi nie mają obowiązku sprawdzania przekazywanych, udostępnianych lub przechowywanych danych.

Chociaż w związku z implementacją dyrektywy 2019/790 o prawie autorskim i prawach pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym przepisy uśude mogą za jakiś czas ulec zmianie, na ten moment w odniesieniu do ewentualnych naruszeń dóbr osobistych w Internecie przedstawiają się w ten sposób, a ponieważ Polska do teraz nie przedstawiła projektu nowelizacji wymaganych ustaw, można przypuszczać, że bieżący stan prawny będzie obowiązywał jeszcze przez dłuższą chwilę.

 

Jak ścigać sprawców sprawcę zniesławienia w sieci?

Istnieje również ścieżka karna ścigania sprawcy naruszenia dóbr osobistych w Internecie.

Jednym z najczęściej przewijających się w Internecie przestępstw dotyczących dóbr osobistych jest zniesławienie[11] zakazane na gruncie art. 212 Kodeksu karnego (kk), co można wnioskować chociażby po liczbie spraw nagłaśnianych przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.[12] Wśród bardziej szczegółowych działań naruszających cudze dobra osobiste można wskazać:

  • przypisanie drugiemu człowiekowi poniżających w opinii publicznej cech lub właściwości, np. poprzez opisywanie niewłaściwego postępowania w życiu prywatnym lub zawodowym;
  • stawianie nieuzasadnionych zarzutów karnych (np. popełnienia przestępstwa) lub bezpodstawnych ocen;
  • sugerowanie podejmowania nagannych moralnie działań, chociażby sprzecznych z etyką zawodową;
  • pejoratywne określenia, takie jak wulgaryzmy i obelgi, kierowane do osoby nimi opisywanej.[13]

 

W przypadku zniesławienia należy pamiętać, że jest to przestępstwo o charakterze prywatnoskargowym, co oznacza, że aby wszcząć postępowanie wobec sprawcy, pokrzywdzony sam musi wnieść prywatny akt oskarżenia do sądu.

Taki prywatny akt oskarżenia obowiązkowo musi zawierać:

– oznaczenie organu, do którego jest skierowane, zarzucanego czynu oraz sprawy, której dotyczy;

– oznaczenie oraz adres wnoszącego pismo (w pierwszym piśmie złożonym w sprawie należy również podać numer telefonu, telefaksu i adres poczty elektronicznej lub oświadczenie o ich nieposiadaniu);

– treść wniosku lub oświadczenia, w miarę potrzeby z uzasadnieniem, przy czym akurat treść prywatnego akt oskarżenia może być ograniczona do samego oznaczenia osoby oskarżonego, zarzucanego mu czynu oraz wskazania dowodów, na których opiera się fakt oskarżenia;

– datę i podpis składającego pismo.

Oczywiście taki akt oskarżenia musi zostać prawidłowo opłacony, z czego obecnie opłata wynosi 300 zł.

 

Zasadniczy problem pojawia się przy obowiązku oznaczenia osoby oskarżonego, gdyż bywa, że przez anonimowość naruszyciela jego samodzielne zidentyfikowanie może być praktycznie niemożliwe. W doktrynie wskazuje się powszechnie, że konieczne jest wskazanie imienia i nazwiska oskarżonego, a zatem sam nick, którym posługuje się on w Internecie, to za mało.[14] Dodatkowo, chociaż kwestią sporną pozostaje obowiązek podania adresu oskarżonego (lub przynajmniej jego miejsca pracy), to znaczna część znawców przedmiotu opowiada się za stanowiskiem, że jest to konieczne, gdyż w innym przypadku nie ma możliwości wezwania oskarżonego na rozprawę główną. Wskazane dane muszą prowadzić do jednoznacznego zidentyfikowania sprawcy przez organy i sąd. Brak którejś z tych danych stanowi brak formalny i zostanie odesłany przez sąd do oskarżyciela z powrotem w celu ich uzupełnienia w terminie 7 dni.[15] Jednakże zasadniczym problemem pozostaje fakt, że przestępstwo prywatnoskargowe co do zasady ze swojej natury pozbawione jest przez ustawodawcę elementu postępowania przygotowawczego, a takim w istocie byłoby przeprowadzenie czynności dowodowych przez Policję na polecenie sądu w trybie art. 488 § 2 kpk, gdyby sąd w przypadku braku niezbędnych danych wziął ustalenie tożsamości oskarżonego na siebie, czego robić nie musi.[16] W związku z tym powstaje pewien impas dla oskarżyciela prywatnego, który może nie być w stanie zidentyfikować sprawcy zniesławienia.

 

Pomocna w tym przypadku może być instytucja skargi ustnej lub pisemnej uregulowanej w art. 488 § 1 kpk. Skarga cechuje się mniejszym formalizmem niż akt oskarżenia ale również powinna zawierać wskazane powyżej elementy aktu oskarżenia, w tym imię i nazwisko oskarżonego. Jeżeli nie są one oskarżycielowi znane, składając skargę oskarżyciel powinien wskazać wszystkie dane pozwalające Policji na oznaczenie tożsamości oskarżonego. Taki obowiązek spoczywa na organach ścigania, którym została złożona skarga z art. 488 kpk. Obywatel ma bowiem prawo korzystać z pomocy Policji przy ustalaniu danych personalnych oraz miejsca zamieszkania sprawcy dokonanego wobec niego czynu[17]. W razie przyjęcia skargi organy Policji zabezpieczają również dowody, które w przypadku internetowego zniesławienia mogą polegać np. na przesłuchaniu administratora systemu w charakterze świadka, aby ustalić zakończenie sieci, do którego przyporządkowany jest adres IP oskarżonego czy aby dowiedzieć się, jaki komputer korzystał z konkretnego zakończenia sieci w danym czasie albo jakie komputery się do niego wówczas logowały. Możliwe jest również dokonanie oględzin strony internetowej, na której znajdują się zniesławiające treści.[18]

 

Warto napomknąć, że już teraz ściganie anonimowych sprawców naruszeń w Internecie bywa bardzo trudne, w związku z czym ściganie ich w „Internecie 3.0”, którym ma być w założeniu Metaverse, będzie jeszcze trudniejsze. Na ten moment nie wiadomo do końca, na jakich zasadach będzie ono funkcjonować, choć twórcy różnych platform pracują nad opracowaniem odpowiednich regulaminów mających ułatwić potencjalne ściganie. Określenie ram prawnych odnoszących się do Metaverse będzie jednak jednym z wyzwań czekających na ustawodawców różnych państw, a także ponadpaństwowych.

 

Jeżeli potrzebujesz pomocy w ochronie swoich dóbr osobistych skontaktuj się z nami! Zapewniamy pomoc prawną Klientom w przypadku naruszeń dóbr osobistych, jak również w dochodzeniu przed sądem odszkodowania, zadośćuczynienia, sprostowań i przeprosin zarówno na drodze cywilnej, jak i karnej, przygotowanie umów zabezpieczających Klienta przed naruszeniem jego dóbr osobistych w przypadku jego udziału w kampaniach reklamowych, akcjach marketingowych, produkcjach telewizyjnych i filmowych oraz doradztwo prawne w zakresie zarządzania marką osobistą. Oferujemy również pomoc w ochronie innych praw własności intelektualnej w Internecie. Zapraszamy do kontaktu!

 

Photo by charlesdeluvio on Unsplash
[1] Zob. np. Wyrok Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim – I Wydział Cywilny z dnia 3 listopada 2021 r., sygn. akt I C 434/21; Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie – XXV Wydział Cywilny z dnia 19 stycznia 2022 r., sygn. akt XXV C 1727/19; Wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie – I Wydział Cywilny z dnia 1 kwietnia 2021 r., sygn. akt. I C 840/20, Legalis.
[2] Postanowienie Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 30 czerwca 2020 r., sygn. akt I CSK 805/19, Legalis.
[3] Ibidem, s. 8.
[4] Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 kwietnia 2018 r., sygn. akt. I CSK 418/17.
[5] Zob. np. Wyrok SA we Wrocławiu z 17.11.2009 r., sygn. akt. I ACa 949/09, „Orzecznictwo Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu” Nr 1/2010, poz. 156.
[6] Postanowienie SR w Gorlicach z 31.7.2012 r., sygn. akt. II Kp 141/12, niepubl.
[7] Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie – I Wydział Cywilny z dnia 14 października 2016 r., sygn. akt. I ACa 1717/15, Legalis.
[8] T. Grzeszak Cywilne prawo – dobra osobiste – naruszenie godności przez nieudostępnienie toalety. Glosa do wyroku SN z dnia 17 września 2014 r., I CSK 682/13, OSP 2015, nr 7-8, s. 73.
[9] A. Rogacka-Łukasik, Naruszenie dóbr osobistych w Internecie oraz ich ochrona na podstawie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, „Roczniki administracji i prawa. Teoria i praktyka r. XIII”, 2012, 242-246.
[10] Ibidem.
[11] Zob. np. Wyrok Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim – I Wydział Cywilny z dnia 29 października 2021 r., sygn. akt. I C 491/21, Legalis.
[12] Zob. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (omzrik.pl) [dostęp: 8.04.2022 r.].
[13] Zob. M. Brzozowska, Naruszenie dóbr osobistych w Internecie na forach internetowych, MOP 2014, Nr 22, s. 2.
[14] A. Lach, Ściganie zniesławienia popełnionego w Internecie, MOP 2010, nr 21.
[15] Art. 487 KPK t. II Komentarz, red. Drajewicz 2020, wyd. 1 Gensikowski, Legalis.
[16] A. Lach, Ściganie..
[17] K. Eichstaedt [w:] Kodeks postępowania karnego. Tom II. Komentarz aktualizowany, red. D. Świecki, LEX/el. 2022, art. 488.
[18] Ibidem.

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami.

Obowiązek rejestracji w KRRiT dla YouTuberów

Stanowisko wydane przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (KRRiT) 12 stycznia 2022 r. wywołało dreszcze przerażenia wśród części osób i przedsiębiorstw prowadzących aktywnie swoje kanały w serwisie YouTube. Powodem tego było bezpośrednie wskazanie przez KRRiT YouTuberów jako dostawców audiowizualnych usług medialnych na żądanie (ang. Video on Demand, VOD), a więc podmiotów obowiązanych do dokonania zgłoszenia o wpis do wykazów prowadzonych przez Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – a co się z tym łączy, także obowiązanych do odprowadzenia odpowiednich opłat. Oczywiście jednak nie na każdego użytkownika YT został nałożony obowiązek rejestracyjny. Prowadzisz aktywnie kanał na YouTube lub zastanawiasz się nad założeniem go, ale nie wiesz, czy obejmą Cię omawiane regulacje? Dowiedz się więcej z niniejszego artykułu!

Cel regulacji

Choć komunikat KRRiT wywołał nagle spore emocje, sama Ustawa o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o kinematografii (Dz.U. z 2021 r., poz. 1676) pochodzi jeszcze z dnia 11 sierpnia 2021 r., zaś w życie weszła z dniem 1 listopada 2021 r., a niektóre przepisy z dniem 1 stycznia 2022 r. Nowelizacja ta rozszerzyła katalog podmiotów dostarczających audiowizualne usługi medialne na żądanie, które są obowiązane do zgłoszenia się o wpis do prowadzonego przez KRRiT wykazu dostawców audiowizualnych usług medialnych. Wśród podmiotów tych wyszczególniono bowiem platformę udostępniania wideo (ang. Video Sharing Platform, VSP), jaką jest YouTube, co utwierdziło wiele osób prowadzących działalność w tym serwisie w przekonaniu, że regulacje obejmą także wiele z kanałów zamieszczonych na tej popularnej stronie. Dodatkowym problemem, który pojawił się w związku z datą publikacji komunikatu, był fakt, że obowiązek dokonania rejestracji został przewidziany do dnia 1 lutego 2022 r.

 

Pełna treść komunikatu znajduje się tu: Obowiązek zgłoszenia o wpis do wykazów dla dostawców VSP i VOD – Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – Portal Gov.pl (www.gov.pl)

 

Skąd jednak, wydawać by się mogło, ten nagły pomysł na rejestr dostawców audiowizualnych usług medialnych oraz dostawców platform udostępniania wideo? Wbrew pozorom obowiązek ten nie jest nowym wymysłem, a omawiana regulacja wynika z implementacji dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1808 z 14 listopada 2018 r. w sprawie koordynacji niektórych przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych państw członkowskich dotyczących świadczenia audiowizualnych usług medialnych (dyrektywa 2018/1808). Treść tej dyrektywy wyraża konieczność zgłoszenia swoich usług do wykazu organów regulacyjnych mediów przez twórców publikujących audiowizualne treści na platformach wideo, takich jak YouTube, TikTok, Vimeo, Twitch czy Facebook[1], jako że według ustawodawcy platformy VSP są rozwiązaniem konkurencyjnym wobec usług świadczonych przez nadawców telewizyjnych.

 

Dookreślając swój cel, we wstępie dyrektywy podkreślono, że:

„Usługi platformy udostępniania wideo, dostarczają treści audiowizualne, które są coraz bardziej dostępne dla ogółu odbiorców, zwłaszcza młodzieży. Tak samo jest w przypadku serwisów społecznościowych, które stały się ważnym medium wymiany informacji oraz służącym rozrywce i edukacji, poprzez umożliwienie dostępu do audycji oraz do wideo tworzonych przez użytkownika. Te serwisy społecznościowe powinny zostać objęte zakresem dyrektywy (..) ponieważ ich dostawcy konkurują o tych samych odbiorców i o te same przychody co audiowizualne usługi medialne. Ponadto mają one dużą siłę oddziaływania, gdyż umożliwiają użytkownikom łatwe kształtowanie i wpływanie na opinie innych użytkowników. Dlatego w celu ochrony małoletnich przed szkodliwymi treściami, a wszystkich obywateli przed nawoływaniem do nienawiści, przemocy i terroryzmu usługi te należy objąć zakresem dyrektywy, o ile spełniają kryteria definicji usługi platformy udostępniania wideo”.

 

Szczegółowe kwestie poruszone we wstępie ustawy dotyczą także m.in. ochrony małoletnich przed treściami związanymi z napojami alkoholowymi lub grami hazardowymi. Ponadto konwergencja mediów wedle dyrektywy wymaga zaktualizowania ram prawnych, w celu uwzględnienia zmian na rynku oraz dla osiągnięcia równowagi między dostępem do treści w usługach online, a zapewnieniem ochrony konsumenta i konkurencyjności.

 

Obowiązek zgłoszenia o wpis do wykazu audiowizualnych usług medialnych na żądanie

Zgodnie z art. 47ca ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji podmiot dostarczający audiowizualną usługę medialną na żądanie dokonuje zgłoszenia o wpis do wykazu prowadzonego w systemie teleinformatycznym zapewniającym bezpieczeństwo danych osobowych w nim przetwarzanych zgodnie z zasadą integralności i poufności przez Przewodniczącego Krajowej Rady nie później niż 14 dni przed dniem rozpoczęcia jej udostępniania publicznego.

 

Zgłoszenie zawiera informacje:

  • o podmiocie dostarczającym audiowizualną usługę medialną na żądanie, jego nazwę lub imię i nazwisko, jego siedzibę lub miejsce zamieszkania, adres korespondencyjny, w tym poczty elektronicznej, zapewniający skuteczny i szybki kontakt oraz numer identyfikacji podatkowej (NIP) i numer identyfikacyjny REGON;
  • określającą audiowizualną usługę medialną na żądanie;
  • wskazującą państwa, w których jest możliwy odbiór audiowizualnej usługi medialnej na żądanie.

 

Wykaz audiowizualnych usług medialnych na żądanie dostępny jest pod linkiem:

https://www.gov.pl/web/krrit/lista-dostawcow-audiowizualnych-uslug-medialnych-na-zadanie.

Natomiast wzór zgłoszenia o wpis do wykazu dostępny jest w Rozporządzeniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 21.10.2021 r.

 

Czym jest VOD/VSP, czyli audiowizualne usługi medialne na żądanie?

Żeby zatem wskazać, które podmioty mieszczą się w dyspozycjach norm objętych przepisami dyrektywy 2018/1808 oraz ustawy o radiofonii i telewizji, należy rozważyć, czym jest audiowizualna usługa na żądanie.

 

Zgodnie z art. 4 ust. 6a ustawo o radiofonii i telewizji audiowizualną usługą medialną na żądanie jest usługa medialna:

  • świadczona w ramach prowadzonej w tym zakresie działalności gospodarczej,
  • polegająca na publicznym udostępnianiu audycji audiowizualnych na podstawie katalogu ustalonego przez podmiot dostarczający usługę.

 

Natomiast uzasadnienie do projektu ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji precyzuje, że aby dana działalność została uznana za audiowizualną usługę medialną na żądanie i tym samym objęta obowiązkiem zgłoszenia przewidzianym w ustawie poniższe przesłanki muszą zostać spełnione kumulatywnie (łącznie):

  1. usługa medialna – przez co należy rozumieć działalność wykonywaną zwykle za wynagrodzeniem i na własny rachunek, spełniającą jednocześnie przesłanki wyrażone w art. 4 pkt 1 ustawy o radiofonii i telewizji;
  2. świadczenie danej usługi w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej;
  3. prowadzona działalność gospodarcza musi polegać na publicznym udostępnianiu audycji – dostarczanie treści musi być wobec tego zasadniczym przedmiotem działalności, przynoszącym bezpośrednio dochód, a nie jedynie działaniem incydentalnym czy pomocniczym, choć dokonywanym w ramach działalności gospodarczej;
  4. udostępniane audycje muszą być dostępne na żądanie, a więc w czasie wybranym przez użytkownika, a nie narzuconym przez usługodawcę i inicjowane indywidualnie przez usługobiorcę;
  5. audycje udostępniane muszą być publicznie, czyli być skierowane do nieokreślonego, masowego odbiorcy, co wyklucza wszelkie przekazy skierowane do oznaczonych adresatów;
  6. katalog dostępnych audycji musi być ustalony przez podmiot świadczący usługę – wykluczone są wobec tego wszelkie platformy wymiany czy udostępniania treści audiowizualnych przez użytkowników[2].

 

Analiza powyższego potwierdza wnioski ujęte w komunikacie, że za audiowizualne usługi medialne na żądanie mogą być uznane usługi świadczone przy wykorzystaniu platform udostępniania wideo np. tzw. kanały oferowane na platformie YouTube, ale samo udostępnianie przez użytkownika treści, nawet za pomocą platformy VSP, nie wystarcza do uznania go za dostawcę audiowizualnych usług medialnych.

 

Nie budzi zatem wątpliwości, że osoby prowadzące kanały na YT hobbystycznie, niezarobkowo również są zwolnione z obowiązku rejestracji. Tak samo, zwolnione z tego obowiązku są też firmy zamieszczające krótkie reklamy swoich produktów oraz osoby udostępniające na YT materiały dźwiękowe zawierające nieruchomy obraz, nawet jeśli felietony czy wywiady takie miałyby profesjonalny, konkurencyjny dla telewizji charakter.[3]

 

Z czym w praktyce wiąże się wpis do rejestru?

Czego obawiają się najbardziej podmioty obowiązane do dokonania wpisu do rejestru? Otóż obowiązek ten rodzi szereg technicznych wymogów, które będzie musiał spełnić obowiązany, przewidzianych na gruncie ustawy o radiofonii i telewizji. Warto jednak zaznaczyć, że nie wszystkie wymogi będą dotyczyły każdego dostawcy audiowizualnych usług medialnych.

 

Wymogi te dotyczą m.in.:

  • zapewnienia odbiorcom treści dostępu do informacji umożliwiających zidentyfikowanie usługi oraz podmiotu za nią odpowiadającego – czyli informacji jak: nazwa usługi audiowizualnej, nazwisko/nazwa/firma podmiotu dostarczającego usługę, imiona i nazwiska osób stanowiących organ konkretnego podmiotu, siedziba podmiotu czy dane kontaktowe (art. 47c ustawy o radiofonii i telewizji);
  • promowania audycji europejskich, w tym wytworzonych pierwotnie w języku polskim (art. 47f ustawy o radiofonii i telewizji);
  • stosowania skutecznych zabezpieczeń technicznych lub innych odpowiednich środków, mających na celu ochronę małoletnich przed ich odbiorem – poprzez odpowiednie oznaczanie treści stosownym znakiem graficznym (art. 47e ustawy o radiofonii i telewizji);
  • wprowadzania ułatwień dla osób z niepełnosprawnościami – co najmniej 30% udostępnianych audycji z katalogu dostawcy ma posiadać odpowiednie udogodnienia, tzn. np. audiodeskrypcję, tłumaczenie na migowy, napisy dla osób niesłyszących (art. 47g ustawy o radiofonii i telewizji);
  • corocznego składania sprawozdań (art. 47j ustawy o radiofonii i telewizji);

uiszczania opłaty audiowizualnej (tzw. „podatku od VOD”) – która wynosi 1,5% przychodów z działalności i jest przekazywana na rozwój Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF). Zwolennicy obowiązku rejestracji przytaczają argument, że opłata ta jest procentowo stosunkowo niewielka, choć znajdują się też tacy, co uważają, że każde kolejne obciążenie finansowe wobec państwa to rzecz zbędna[4].  Obowiązek ten nie dotyczy jednak wszystkich dostawców VOD. Zwolnieni są z niego mikroprzedsiębiorcy oraz te firmy, których liczebność widowni nie przekracza 1% udziału w liczbie wszystkich internautów w Polsce.

 

Warte podkreślenia wydaje się, że KRRiT może w drodze rozporządzeń zwolnić dostawców poszczególnych usług lub same usługi z ww. obowiązków. Ma również możliwość obniżenia zakładanego progu procentowego i choć jeszcze nie doszło do ustalenia konkretnych regulacji, rozmowy w tym temacie trwają.[5]

 

Odpowiedzialność za brak wpisu do rejestru

Ustawa o radiofonii i telewizji przewiduje 2 typy odpowiedzialności za brak wpisu do rejestru:

  • finansową – zgodnie z art. 53c ustawy jeżeli podmiot narusza obowiązek wpisu do rejestru Przewodniczący Krajowej Rady wydaje decyzję nakładającą na niego karę pieniężną w wysokości do dwudziestokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw – czyli w tym momencie ok. 120 000 zł[6], włącznie z wpłatami z zysku, w kwartale poprzedzającym wydanie decyzji nakładającej karę, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej “Monitor Polski”;
  • karną – zgodnie z art. 52 ust. 2 ustawy, kto rozprowadza program radiowy lub telewizyjny bez wpisu do rejestru – podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

 

Problemy praktyczne?

YouTube nie jest w obecnej formie przystosowany do spełniania kryterium odpowiedniego oznaczania treści czy stosowania udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami i w wielu przypadkach nie ma narzędzi do wprowadzenia zmian w już zamieszczonych filmikach, co sprawia dodatkową funkcjonalną trudność.[7]

 

Wobec skali osób zajmujących się publikowaniem treści w serwisie YouTube i braku odpowiednich przepisów technicznych, trudno jest wyobrazić sobie ponadto mechanizm ścigania tych, którzy nie zgłosili prowadzenia swojej działalności do KRRiT. Zgodnie z założeniami, do zadań KRRiT będzie należało przekazywanie wykazu dostawców VoD do PISF, dzięki czemu PISF będzie mógł dokonać identyfikacji potencjalnych „podatników”. W jaki jednak sposób organizacja ta będzie w stanie ustalić liczbę użytkowników danego kanału w konkretnym roku – nie wiadomo, gdyż nie są to obecnie dane dla PISFu dostępne.[8]

 

Dodatkowo wskazuje się, że grupa, którą starano się objąć znowelizowanymi przepisami, jest na to zbyt różnorodna. Wśród twórców treści wideo są przecież tak profesjonaliści, jak i tysiące amatorów, hobbystów i osób, dla których przychody z działalności internetowej stanowią jedynie dodatek do podstawowej działalności lub sposób finansowania pasji, którą dzielą się w Internecie. Swoją opinię w tym temacie wyraził Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) prof. Marcin Wiącek, stwierdzając, że „nałożenie na twórców szczególnie trudnych do zrealizowania obowiązków może stanowić naruszenie wolności słowa oraz wolności twórczości artystycznej zagwarantowanej w Konstytucji oraz innych aktach normatywnych”.  W związku z tym RPO wezwał Krajową Radę Radiofonii i Telewizji do odniesienia się do zgłaszanych przez środowiska internetowych twórców wątpliwości.[9]

 

Jeśli jesteś przedsiębiorcą udostępniającym swoje filmy na życzenie i działalność prowadzona na Twoim kanale na platformie udostępniania wideo wpisuje się Twoim zdaniem w założenia omawianej nowelizacji – rozważ wpisanie się do rejestru prowadzonego przez Przewodniczącego KRRiT! Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości związane z kwestiami prawnymi dotyczącymi omawianych przepisów lub szukasz kancelarii, która zapewni kompleksową obsługę prawną w celu ochrony treści prezentowanych na Twoich zawodowych lub prywatnych mediach społecznościowych – napisz do nas!

 

Photo by Soundtrap on Unsplash
[1] https://www.prawo.pl/prawo/rejestracja-kanalu-na-youtube-w-krrit,513927.html [dostęp: 1.04.2022 r.].
[2] https://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/druk.xsp?nr=693
[3] Rejestr YouTuberów i podatek od YouTube`a? (linkedin.com) [dostęp: 1.04.2022 r.].
[4] Artykuł 7 ust. 1 pkt. 1 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2021 r., poz. 162).
[5] Czy YouTuber, TikToker lub gamer, świadczą usługi VoD? Kilka słów o obowiązkach ciążących na dostawcach VoD. – IAB Polska [dostęp: 1.04.2022 r.].
[6] https://www.iab.org.pl/aktualnosci/czy-youtuber-tiktoker-lub-gamer-swiadcza-uslugi-vod-kilka-slow-o-obowiazkach-ciazacych-na-dostawcach-vod/ [dostęp: 1.04.2022 r.].
[7] Rejestr YouTuberów i podatek od YouTube`a? (linkedin.com) [dostęp: 1.04.2022 r.].
[8] Rejestr YouTuberów i podatek od YouTube`a? (linkedin.com) [dostęp: 1.04.2022 r.].
[9] https://www.prawo.pl/prawo/rejestracja-kanalu-na-youtube-w-krrit,513927.html [dostęp: 1.04.2022 r.].

 

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂 

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami

Portowanie gier komputerowych – nowa odmiana adaptacji?

Nie da się ukryć, że w przeciwieństwie do tego, czego naucza się niekiedy na studiach prawniczych, nie w każdym miejscu pracy prawnik będzie grał pierwsze skrzypce. Jedną z takich branż jest branża gier wideo, gdzie prawnicy muszą niejako „pogodzić się” z sąsiedztwem innych wybitnych specjalistów w swoim zawodzie, bez których dany tytuł nigdy by nie powstał, a wśród których jedynie przykładowo wymienić należy m.in. programistów, grafików czy game designerów. Niemniej, rozwój gamedevu niezaprzeczalnie stworzył na przestrzeni ostatnich lat nowe miejsca pracy dla prawników związanych z branżą kreatywną. O wielu aspektach gamedevu oczami prawnika można przeczytać tu, chociaż wiele terminów z tego obszaru pozostaje wciąż niezbadanych. Przykładowo, powszechnie znane zjawisko w tej branży, jakim jest portowanie, na pierwszy rzut oka wydaje się prostym przeniesieniem gry z jednej platformy na drugą, a zatem dla prawnika powstaniem adaptacji, lecz po zgłębieniu tematu przypomina zaklęcie z gatunku czarnej magii. W dzisiejszym wpisie podejmujemy próbę odczarowania tego terminu – zapraszamy do spojrzenia na porting z perspektywy prawniczej!

 

Dynamiczny rozwój nowych technologii, takich jak NFT czy Metaverse, wpływa na rozwój społeczeństwa informacyjnego, w którym nie sposób obejść się w codziennym życiu bez narzędzi przez nie oferowanych. Zarówno nowość, tajemniczość, stopień skomplikowana obsługi, jak i potencjalne ryzyko w zakresie bezpieczeństwa danych, jakie niosą ze sobą nieznane jeszcze powszechnie wytwory informatyki sprawiają, że wiele osób waha się przed wypróbowaniem ich, a w konsekwencji zostaje niejako z tyłu tego nowoczesnego wyścigu. W całym tym technologicznym szaleństwie gry komputerowe wydają się być współcześnie traktowane niczym popularni, wszechstronnie obecni w naszym życiu znajomi – nawet jeśli nie utrzymujemy z nimi stałego kontaktu. Nikogo już nie dziwi fakt, że na graniu w gry można zarobić pokaźne sumy pieniędzy ani tym bardziej, że odbiorcami gier są nie tylko nastoletni chłopcy. Grupa ta obejmuje sobą niezliczone i głęboko zróżnicowane wewnętrznie grono, identycznie (choć prawdopodobnie na większą skalę), jak jest to w przypadku odbiorców innych dzieł (pop)kultury. Ciężko jest znaleźć wśród znajomych osobę, która ani razu nie grała w żadnego rodzaju grę przy użyciu urządzenia elektronicznego, choćby miał to być mobilny zabijacz czasu lub znane wszystkim świetnie Pasjans Pająk i Saper.

 

Gry komputerowe jako utwory

Zgodnie z art. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1996 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U z 2021 r. poz. 1062, dalej: u.p.a.p.p.) utworem, czyli przedmiotem prawa autorskiego, jest „każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia”.

Zdaniem J. Markowskiego nie ulega wątpliwości, że gra komputerowa może spełniać wszystkie z wymaganych kryteriów, a zatem możliwe jest uznanie jej pod pewnymi warunkami za utwór chroniony prawem autorskim.[1] Niemniej jednak jest utworem specyficznym, składającym się z wielu różnorodnych elementów tworzących bardzo złożoną całość, takich jak m.in. program komputerowy, interfejs graficzny, oprawa audiowizualna czy fikcyjne postaci. Składniki te często same w sobie podlegają ochronie na gruncie prawa autorskiego jako odrębne utwory (niedaleko szukać ochrony przyznawanej programom komputerowym w art. 1 ust. 2 pkt 1 u.p.a.p.p.), jednak doktrynalne dyskusje wywołuje postulat zakwalifikowania gier do jednego rodzaju utworu.

Różnorodność gier zaprezentowana jest również w obrębie samego tego medium, gdyż inna będzie specyfika czołowych przedstawicieli gatunku AAA a inna bardzo prostego „Ponga”, co dodatkowo sprawia trudności w związku z przyporządkowaniem tego utworu do określonego rodzaju. Tezę o złożoności dzieła autorskiego, zawierającego różne formy artystyczne (muzyka, fabuła, wideo, obrazy i postaci) potwierdza także badanie przeprowadzone na zlecenie WIPO (Światowej Organizacji Własności Intelektualnej – World Intellectual Property Organisation).[2]

 

Doktryna, starając się dopasować gry do znanych prawu autorskiemu konstrukcji, podejmowała próbę ich kwalifikacji w całości jako programów komputerowych, utworów audiowizualnych lub baz danych. Wszystkie te argumenty mają swoje mocne, ale również słabe strony, przez co żaden z nich nie wydaje się idealny.

  • Program komputerowy został wymieniony wśród przykładów utworów jako przedmiot prawa autorskiego w art. 1 ust. 2 pkt 1 u.p.a.p.p, lecz jednocześnie w art. 74 u.p.a.p.p. ustawodawca zastrzegł, że „programy komputerowe podlegają ochronie jak utwory literackie”, o ile przepisy u.p.a.p.p. nie stanowią inaczej. Ze względu na swoistą nieścisłość w ujęciu programów komputerowych na gruncie zaprezentowanych przepisów prawa autorskiego, pojawiają się w doktrynie sprzeczne głosy w kwestii wyraźnej przynależności programów do kategorii utworów. Niektórzy bowiem nie odmawiają im tego tytułu[3], inni zaś wolą traktować je jako „swoisty wytwór intelektu”, odrębny jednak od tradycyjnego ujęcia utworu.[4]

Niezależnie jednak od przyjętego stanowiska, nie podlega wątpliwości, że sam program, jeśli spełnia ustawowe przesłanki (efekt działalności twórczej o indywidualnym charakterze[5]), może być chroniony na podstawie przepisów prawa autorskiego, a zwłaszcza przepisów szczególnych określonych w rozdziale 7 tej ustawy. Niemniej rodzi się pytanie o to, czy gra wideo powinna być uznana całościowo za program. Doktryna z reguły odpowiada na nie przecząco, gdyż „uczestnik gry komputerowej odbiera grę komputerową całościowo jako połączenie muzyki, grafiki, tekstu pisanego, których to elementów nie można utożsamiać z tekstowymi ciągami instrukcji programu komputerowego. Gra komputerowa nie może być […] uznana za program komputerowy, mimo że program jest jej istotnym elementem”.[6]

Zdaniem J. Markowskiego, jeśli traktować gry wideo jako programy komputerowe, to objęcie ich ochroną jedynie na gruncie przepisów szczególnych okaże się niewystarczające w kwestii ochrony warstwy audiowizualnej gry[7], która przecież sama w sobie jest wynikiem znacznego nakładu pracy zespołu tworzącego grę. Osoby odpowiedzialne za warstwę programową są w dodatku podporządkowane wymogowi implementacji wcześniej stworzonych rozwiązań audiowizualnych w całość, która będzie zdolna do samodzielnego funkcjonowania, zatem niejako uznaje się ich nadrzędność nad rozwiązaniami programistycznymi. Warstwa programowa jest zatem znaczną częścią utworu, jakim jest gra, lecz nie stanowi go w całości.[8]

  • Podobnie aspekt ten wygląda w przypadku warstwy audiowizualnej, która chociaż jest konieczną i znaczną częścią gry komputerowej, nie może zostać uznana za podstawę kwalifikacji prawnej gry w ujęciu całościowym. Definicyjne rozszerzanie pewnego elementu utworu na jego całość wydaje się być nieuzasadnione oraz niepraktyczne. Swobodne stosowanie przepisów prawa autorskiego odnoszących się do utworu audiowizualnego i rozciąganie ich na element całości gry, jakim jest program komputerowy, byłoby bowiem kłopotliwe chociażby w zakresie rozszerzenia stosowania dozwolonego użytku prywatnego.

Z tego samego powodu nieprzystające do realiów świata programów komputerowych wydaje się ograniczenie z art. 73 u.p.a.p.p., które głosi, że: „Prawo do nadzoru autorskiego może być wykonywane tylko w stosunku do ostatecznej wersji utworu audiowizualnego”. Dodatkowo, jak sama nazwa wskazuje, utwór audiowizualny to dzieło łączące w sobie aspekt dźwiękowo-wizualny, zaś wśród wielu gatunków gier znajdą się również gry tekstowe, zupełnie niepasujące do zakładanej definicji.[9]

  • Nie da się ukryć, że gry komputerowe mogą zawierać w sobie bazy danych, niezależne od działania graczy, takie jak biblioteka obrazów, czy wyświetlane w trakcie gry elementy wykorzystywane do tworzenia postaci i przedmiotów w grze.[10] Jednakże, tak jak w dwóch pozostałych przypadkach, baza danych jest jedynie niewielkim elementem tak złożonego utworu, jak gra, w związku z czym bezzasadne byłoby przypisanie tego terminu do całości dzieła.
  • Postulowano także de lege ferenda nazwanie ustawowo nowej kategorii utworów „utworami multimedialnymi”, do których mogłyby zostać włączone gry wideo. Zdaniem J. Markowskiego jest to rozsądne działanie, pozwalające uwzględnić niejednorodność gier oraz cechy specyficzne dla tego rodzaju dzieła.[11]

 

Z perspektywy polskiego prawa autorskiego, najlepiej sprawdzającą się konstrukcją jest stosowanie w odniesieniu do gier przepisów dotyczących zarówno programów komputerowych, jak i utworów audiowizualnych, gdyż tylko taka podwójna kwalifikacja zapewnia najpełniejszą ochronę.[12] Według Z. Krügera ograniczenie prawnej ochrony wyłącznie do jednego z tych rodzajów utworów mogłoby nie zapewnić wystarczającej ochrony producentom oraz wszystkim twórcom, którzy stoją za stworzeniem całości gry. Ochronie powinien bowiem podlegać efekt końcowy w postaci prezentacji ekranowej, a nie jedynie sam program mający swoje oparcie w kodzie źródłowym.[13]

 

O czym należy pamiętać dokonując adaptacji cudzego utworu?

Niezależnie od prawnego charakteru gier komputerowych, jako przedmiotu prawa autorskiego, stosowane są do nich przepisy u.p.a.p.p., w tym te odnoszące się do utworów zależnych – opracowań. O utworach zależnych pisaliśmy niedawno opisując zjawisko memów z perspektywy prawnoautorskiej. Dla przypomnienia należy przytoczyć treść art. 2. u.p.a.p.p.:

„1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.

  1. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.
  2. Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.
  3. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.
  4. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego”.

Adaptacja została wymieniona pośród przykładów utworów zależnych, co oznacza, że posiada cechy odróżniające ją od pozostałych pozycji wymienionych w art. 2 pkt 1. Według A. Ferenc-Szydełko: „Adaptacja dotyczy w szczególności dzieł literackich przenoszonych poprzez scenariusz na deski teatru, na taśmę filmową, nośnik elektroniczny. Historia teatru i kinematografii dowodzi, że adaptacja jest częstym działaniem, bez którego nie byłoby rozwoju twórczości w tych dziedzinach”.[14] Jest to niejako tradycyjne rozumienie tej formy opracowania, lecz rozwój nowych technologii stworzył również pole do manewru w zakresie adaptacji dla nowych mediów, takich jak właśnie gry wideo.

 

Klasycznym przykładem w branży game deweloperskiej jest stworzenie adaptacji w formie gry komputerowej na podstawie książki (np.: gry z serii „Wiedźmin” produkcji CD PROJEKT RED na podstawie powieści autorstwa Andrzeja Sapkowskiego czy gry „American McGee’s Alice” i „Alice: Madness Returns” wydane przez EA, luźno oparte na klasyku Lewisa Carrolla[15]). Niekiedy adaptacje w postaci gier komputerowych tworzone są w celu zwiększenia potencjału komercyjnego marki filmowej (np. uniwersum filmów z serii „Gwiezdne wojny”) bądź jako próba zaprezentowania danej fabuły w nowym medium (np. gra „Ojciec chrzestny”, oparta na filmie o tym samym tytule wydana po 34 latach od ukazania się filmowego pierwowzoru).[16]

Niemniej do możliwych działań, gdy mowa o adaptacji, należy również działanie w obrębie samego przemysłu gamedevu, takie jak m.in. omówione poniżej portowanie.

 

Trzeba zaznaczyć, że podjęcie się stworzenia adaptacji wymaga zachowania kilku prawnych rygorów. Zgodnie z art. 46 u.p.a.p.p.: „Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, twórca zachowuje wyłączne prawo zezwalania na wykonywanie zależnego prawa autorskiego, mimo że w umowie postanowiono o przeniesieniu całości autorskich praw majątkowych”. Oznacza to, że w braku odmiennych umownych ustaleń stron w tym zakresie, przeniesienie całości autorskich praw majątkowych w umowie nie powoduje przeniesienia prawa do udzielania zezwolenia na stworzenie adaptacji i pozostaje ono przy pierwotnie uprawnionym (twórcy). Zatem jeśli strony pragną przenieść również i to uprawnienie, muszą wyraźnie zaznaczyć to w umowie – w praktyce często stosuje się odpowiednią klauzulę umowną, a samo prawo przenoszone jest zwykle za odpowiednim wynagrodzeniem dla twórcy.

Po stronie twórcy adaptacji powstaje zatem obowiązek ustalenia podmiotu uprawnionego do udzielania zezwolenia, którym, jak udowadnia powyższe, niekoniecznie musi być autor dzieła pierwotnego. W efekcie do bezpiecznych działań należy uzyskanie zapewnienia od podmiotu udzielającego zezwolenia, że jest on do tego wyłącznie uprawniony.

Gdyby umowa między podmiotem uprawnionym z autorskich praw majątkowych a pierwotnym twórcą milczała na temat udzielania zezwolenia na wykonywanie praw zależnych, w niektórych przypadkach konieczne może być zwrócenie się o zgodę do nich obojga (np. w przypadku umowy między autorem a wydawcą).

 

Portowanie

Portowanie (in. porting, port lub konwersja) w języku informatyki oznacza zmianę jednej formy zapisu na drugą. W przemyśle gier wideo będzie to zatem proces przygotowania odrębnej wersji istniejącego wcześniej tytułu z przeznaczeniem na inną platformę sprzętową, np. z konsoli na komputery PC. Jednym ze szczególnych rodzajów konwersji jest przykładowo przeniesienie starszej gry na nowocześniejszą platformę sprzętową. Jak słusznie zauważa A. Karpiński – porting umożliwia dotarcie do nowego grona odbiorców, np. wówczas, gdy, przykładowo, użytkownicy systemu operacyjnego „macOS” uzyskują możliwość korzystania z oprogramowania, które dostępnego dotychczas jedynie w systemie „Microsoft Windows”.[17]

Twórcy konwertowanego tytułu dążą do jak największej zgodności z pierwowzorem, w pierwszej kolejności mając na celu zachowanie fabuły oraz mechaniki rozgrywki, w tym systemu sterowania. Oprawa audiowizualna musi zostać dostosowana do parametrów nowego urządzenia i to w niej najczęściej znajdują się największe różnice względem starego utworu.[18]

 

Trzeba jednak zaznaczyć, że nie każde portowanie prowadzi do powstania nowego utworu, czyli utworu zależnego, a tylko takie, które dotyczy zmiany o charakterze twórczym. Czasem bowiem porting może dotyczyć stosunkowo prostej rekompilacji programu oraz testów weryfikacyjnych, bez konieczności zmiany w kodzie źródłowym. Warto przy tym wspomnieć o zjawisku emulacji, czyli wykorzystaniu programu zwanego emulatorem do symulacji działania pierwotnej platformy, dzięki czemu gra jest odtwarzana na innej platformie sprzętowej niż platforma, pod którą pierwotnie została stworzona. Nie ma przy tym konieczności stosowania portingu. Emulacja zatem nigdy nie prowadzi do powstania utworu zależnego, w przeciwieństwie do niektórych rodzajów portowania.[19]

W przypadku twórczej konwersji gry na nowe urządzenie konieczne jest odniesienie się do wymogów stawianych przez prawo autorskie, tj. przede wszystkim do wymogu dotyczącego uzyskania zezwolenia osoby uprawnionej, jeżeli osoba inna niż autor podejmuje się stworzenia opracowania. Treścią prawa autorskiego do utworu pierwotnego w postaci programu komputerowego jest bowiem zgodnie z art. 74 ust. 4 pkt 2 u.p.a.p.p. „prawo do tłumaczenia, przystosowywania, zmiany układu lub jakichkolwiek innych zmian w programie komputerowym”. Opracowaniem w tym przypadku będzie przekład kodu źródłowego z konkretnego języka programowania na inny, np. z C na C++, a także działania mające na celu dostosowanie oprogramowania do określonego sprzętu.

 

Gry są budowane i testowane dla konkretnej platformy, a gdy są przenoszone na inną, pojawiają się różne wyzwania (takie jak przykładowo wydajność procesora, przepustowość shaderów, czy szybkość wypełniania), które mogą wpływać na grę w trudny do przewidzenia sposób. Portowanie zazwyczaj wymaga kreatywnego rozwiązania kilku problemów. Pierwszym z nich jest to, aby gra „uruchamiała się” na platformie docelowej, zwłaszcza wtedy, gdy portowana gra zbudowana jest przy użyciu narzędzi o zamkniętym kodzie źródłowym. Jeśli narzędzie nie obsługuje platformy docelowej, zamiast zwykłego portu firma zajmująca się portowaniem czasami wybiera remake, czasochłonnie przepisując grę w innym języku, który obsługuje platformę docelową. Gdy pierwszy problem zostaje rozwiązany, zwykle pojawiają się trudności w odniesieniu do oprogramowania pośredniego (zwłaszcza dla audio) lub bibliotek. Jeśli są zamknięte, firma dokonująca portingu musi upewnić się, że istnieje wersja na platformę docelową. Jeśli są open-source, trzeba ustalić, że istnieje odpowiednia licencja na ich używanie oraz, że kompilują się i działają na docelowej platformie. Kolejne kroki dotyczą dodania odpowiedniej obsługi grafiki, wyodrębnienia wywołań grafiki do wspólnego interfejsu dla wszystkich platform.

Zmiany wprowadzane do pierwotnego oprogramowania gry mogą doprowadzić do stworzenia utworu zależnego stanowiącego syntezę dwóch elementów: składników charakterystycznych dla wcześniej istniejącego utworu w postaci pierwotnej wersji gry (np. elementów kodu źródłowego) oraz własnych cech specyficznych, pozwalających uznać, że powstał nowy utwór posiadający indywidualny i twórczy charakter.

 

W związku z tym wątpliwością, która nasuwa się w przypadku tworzenia opracowania gry w postaci dostosowania jej do parametrów nowego urządzenia, jest to, czy faktycznie zawsze powstaje adaptacja, czy może niekiedy będzie to utwór inspirowany. Do ciężkich zadań należy wskazanie wyraźnej granicy między oboma rodzajami utworów, stąd wymaga się każdorazowej oceny konkretnego przypadku. Różnica tkwi w stopniu przejęcia elementów cudzego dzieła oraz w natężeniu wkładów twórczych. Pomocne w kwestii rozgraniczenia może okazać się przytoczenie orzecznictwa, gdyż: „Elementy utworu inspirującego w nowo powstałym utworze inspirowanym są i mogą być rozpoznawalne, ale nie dominujące, stanowiąc efekt emocjonalnego i intelektualnego impulsu wywołanego cudzym dziełem. Za kryterium rozgraniczające uznaje się takie twórcze przetworzenie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte. Samo więc zapożyczenie cudzej postaci bądź jej określenia uzasadnia kwalifikację utworu jako powstałego w wyniku inspiracji cudzym utworem [art. 2 ust. 4 u.p.a.p.p. – przyp. aut.], chyba że przejęcie to stanowi zasadniczą istotę dzieła inkorporującego”.[20]

Rozróżnienie to ma ogromne znaczenie, gdyż jeśli uznamy, że możliwe jest określenie gry z dominującym wkładem twórczym osoby dokonującej portingu za utwór inspirowany, nie będzie konieczne zezwolenie twórcy utworu pierwotnego ani wymienianie jego nazwiska i tytułu utworu pierwotnego w dziele zależnym. I chociaż z reguły podmioty dokonują konwersji własnych tytułów, to nie zawsze jest to regułą, czego przykładem są wspomniane wcześniej gry retro.

 

Jako dyskusyjny przykład, gdzie granica między utworem zależnym a inspirowanym nie jawi się wyraźnie, można wskazać grę „Ao Oni” autorstwa noprops, która odbiła się w Internecie szerokim echem w latach 2008-2011. Powstało 6 oficjalnych wersji tego tytułu stworzonych przez pierwotnego twórcę, które opierały się na różnych wersjach silnika RPG Maker. Oprócz tych należących do noprops, w Internecie pojawiła się niezliczona liczba odsłon „Ao Oni” stworzonych przez różne osoby, mniej lub bardziej czerpiących z pierwowzoru i często działających na innych niż on silnikach. Mnogość różnorodnych przykładów tej pikselowej przygody nastolatków uwięzionych w posiadłości nawiedzonej przez niebieskie stwory, które można przytoczyć, powoduje, że nie można mówić o portowaniu jedynie w kontekście opracowania, choć niemniej będzie je stanowiła sama modyfikacja silnika gry w taki sposób, by osiągnąć twórcze założenia, znacząco odmienne od pozostałych growych tytułów[21]. Niemniej to, czy konieczne będzie uzyskanie zezwolenia, a co za tym najczęściej idzie, wypłacenie twórcy utworu pierwotnego godziwego wynagrodzenia w zamian, będzie podlegało każdorazowej ocenie konkretnego przypadku.

 

Pragniesz stworzyć adaptację pewnego dzieła w formie gry komputerowej? Przymierzasz się do portowania cudzej gry, jednak masz jeszcze wiele pytań dotyczących zezwolenia i innych prawnoautorskich kwestii? Zwróć się do nas – nasza kancelaria oferuje kompleksową obsługę podmiotów na co dzień związanych z branżą game deweloperską!

 

 

[1] J. Markowski, Autorskie prawa osobiste twórców gier komputerowych, Warszawa 2020, Legalis.
[2] A. Ramos, L. López, A. Rodríguez, T. Meng, S. Abrams, The Legal Status, s. 7.
[3] Zob. np. A. Szczudło Prawa autorskie do programu komputerowego i interfejsu użytkownika – Blog Creativa Education [dostęp: 29.03.2022 r.].
[4] Zob. np. J. Barta, R. Markiewicz, Główne problemy prawa komputerowego; A. Grabowska, Program komputerowy; K. Piłat, Program komputerowy; K. Krawiec, Program komputerowy, cyt. za: E. Ferenc-Szydełko (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. 4, Warszawa 2021, Legalis.
[5] E. Ferenc-Szydełko (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. 4, Warszawa 2021, Legalis.
[6] I. Matusiak, w: P. Ślęzak (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2016, s. 505.
[7] J. Markowski, Autorskie…, Legalis.
[8] D. Flisak, Utwór multimedialny w prawie autorskim, Warszawa 2008, s. 83.
[9] J. Markowski, Autorskie…, Legalis.
[10] D.L. Burk, Copyright and Paratext in Computer Gaming, “UC Irvine School of Law Research Paper”, 22/2009, s. 8–9.
[11] J. Markowski, Autorskie…, Legalis.
[12] Zob. np. S. Wiśniewski, Prawnoautorska kwalifikacja gier, s. 66; J. Barta, R. Markiewicz, Prawo autorskie, Warszawa 2016, s. 302.
[13] https://grape.org.pl/news/angry-birds-zostanie-objęty-ochroną-prawnoautorską [dostęp: 22.03.2022 r.].
[14] A. Ferenc-Szydełko (red.), Ustawa…
[15] Choć oczywiście możliwe jest również działanie w drugą stronę i stworzenie opracowania w formie książki na podstawie gry, jak zostało to uczynione np. w przypadku serii „Assassin’s Creed” od Ubisoftu.
[16] A. Karpiński, Charakter prawa do udzielania zezwolenia na wykonywanie zależnych praw autorskich, Białystok 2020, s. 109; [https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/10973/3/A_Karpinski_%20Charakter_prawa_do_udzielania_zezwolenia_na_wykonywanie_zaleznych_praw_autorskich.pdf/, str. 108] [dostęp: 28.03.2022 r.].
[17] Ibidem, s,  108.
[18] Port (konwersja) | GRYOnline.pl (gry-online.pl) [dostęp: 22.03.2022 r.].
[19] A. Karpiński, Charakter…, s. 108-109.
[20] Wyrok Sądu Okręgowego w Świdnicy z dnia 20.9.2017 r., sygn. akt. IV Ka 572/17, Legalis.
[21] R. Wallace, Modding: Amateur Authorship and How the Video Game Industry is Actually Getting It Right, “BYU Law Review”, 1/2014, s. 241.
Photo by Afif Kusuma on Unsplash

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂 

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami

Memy internetowe jako przeróbka stanowiąca przedmiot prawa autorskiego oraz narzędzie meme marketingu

Przeciętny internauta widząc mema nie zastanawia się nad jego prawną naturą. Podobnie, odpowiadając GIF-em w konwersacji na Messengerze, nikt nie myśli o nim w kontekście utworu. A jednak nowoczesne, internetowe formy twórczej ekspresji mogą podlegać prawu autorskiemu! Z poniższego tekstu dowiecie się, jak chronione są autorskie przeróbki w Internecie, a także jak legalnie rozpowszechniać treści w postaci memów oraz stosować tzw. „meme marketing” bez ryzyka wkroczenia w sferę czyichś praw.

Pojęcie „kultury remiksu”

Od mniej więcej lat 60. XX w. postmoderniści zaczęli przekonywać społeczeństwo, że „wszystko już było”. Dekonstrukcja, eklektyzm, autotematyzm, przeróbka czy parodia stały się nieodłącznym elementem kultury i kultury popularnej.[1] W późniejszym czasie L. Lessig określił otaczającą nas kulturową rzeczywistość mianem „kultury remiksu”.[2] Zdaniem K. Grzybczyk: „Zjawisko to polega na wykorzystaniu istniejących już utworów i połączeniu ich w taki sposób, by powstał całkiem nowy. Chociaż są też tacy, którzy twierdzą, że nic takiego nie istnieje, że remiks to kultura, zaś kultura zawsze była remiksem. (…) W badaniach nad tym zjawiskiem wskazuje się związek, zależność między dostępnością łatwych w obsłudze cyfrowych technologii oraz działaniami, takimi jak wyodrębnianie, fragmentacja, zestawianie oraz rekombinacja różnych elementów tekstu, muzyki, obrazów w celu tworzenia nowych utworów”.[3]

Do typowych elementów kultury remiksu zaliczyć można m.in.:

  • memy, którym poświęcona będzie dalsza część wpisu;
  • GIF-y – krótkie, kilkusekundowe animacje, umieszczane na mediach społecznościowych w podobnym charakterze do memu internetowego;
  • mashupy – prace powstałe poprzez połączenie różnych książek, piosenek czy też filmów;
  • skanlacje – fanowskie tłumaczenia komiksów, przede wszystkim japońskiej mangi;
  • machinimy – filmy stworzone przy wykorzystaniu silnika gier komputerowych.[4]

 

Utwór zależny, opracowanie, przeróbka…

Biorąc pod uwagę powyższe, wydaje się, że współczesna kultura w dużej mierze opiera się na pojęciu „przeróbki”. Czym jednak ona jest? Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: u.p.a.p.p.) wymienia to pojęcie pośród przykładów opracowań w art. 2. ust. 1:

„1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego”.

Doktrynalnie często uznaje się, że pojęcia „utwór zależny” oraz „opracowanie” są ze sobą tożsame[5], choć można napotkać także poglądy nieco odmienne. Przykładowo za A. Karpińskim warto przytoczyć, że: „należy dokonać rozróżnienia terminów <opracowanie> oraz <utwór zależny> w ten sposób, że utwór zależny powinien oznaczać opracowanie będące nowym utworem”.[6] Za M. Szacińskim utwór zależny można uznać za „dzieło oparte na cudzym utworze, w którym wprowadzone zmiany wykazują elementy twórczości indywidualnej, z zachowaniem jednak tożsamości utworu pierwotnego[7]. Twórcy obu utworów nie działają w porozumieniu (charakterystycznym dla utworów współautorskich, o których – na przykładzie komiksów – pisaliśmy tu).

 

Zatem, ze względu na jego twórcze elementy także i utworowi zależnemu przyznaje się ochronę na gruncie prawa autorskiego, jednak możliwość rozporządzania nim i korzystania z niego jest warunkowa. Zgodnie z dalszą częścią art. 2 u.p.a.p.p.:

„2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.

Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.

Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.

Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego”.

 

Dawniej synonimem „opracowania” była również wspomniana wcześniej „przeróbka”.[8] Obecnie jest ona wymieniona pośród przykładów opracowań w art. 2 u.p.a.p.p., choć pojęcie to samo nie ma definicji legalnej. W doktrynie określa się ją m.in. jako „jako taki rodzaj utworu zależnego, w którym dokonano wymiany formy wewnętrznej[9] (jednocześnie A. Kopff za opracowanie uznał utwór zależny, który powstał przez wymianę formy zewnętrznej i formy wewnętrznej, a za przeniesienie – utwór zależny powstały przez wymianę jedynie formy zewnętrznej).[10] Wielu autorów różnicy między tłumaczeniem a przeróbką upatruje w tym, że tłumacz zakłada jak najwierniejsze przełożenie wartości utworu pierwotnego (o istocie tłumaczeń z perspektywy praw własności intelektualnej pisaliśmy przy okazji święta misia o małym rozumku ;-)), natomiast twórca przeróbki do wartości utworu macierzystego dodaje własne cechy, charakteryzuje ją pewien wkład twórczy jej autora.[11] Zdaniem A. Karpińskiego za przeróbki nie można, wbrew nazwie, uważać każdego utworu zależnego powstałego wskutek przerobienia utworu pierwotnego, a tylko takie niebędące adaptacją ani tłumaczeniem, gdyż w art. 2 ust. 1 u.p.a.p.p. zostały one wymienione osobno.[12]

 

Czym jest mem?

Jednym z najważniejszych przejawów kultury remiksu, pojawiających się w codziennym życiu, jest mem. Słowo to pochodzi od mimetyki, wywodzącej się etymologicznie z greckiego mimesis, czyli „naśladować”. Mimetyka to gałąź nauki badająca ewolucję kulturową zakładającą, że „mem” to podstawowy pakiet informacji kulturowej, zupełnie tak jak gen jest podstawowym pakietem informacji biologicznej.[13]

W literaturze wyróżnić można dwa powszechnie występujące rozumienia pojęcia „mem”:

  1. mem (sensu stricto – przyp. aut.) jako „przeróbki zdjęć, którym często towarzyszy krótki tekst; mogą to być również nieprzerobione zdjęcia opatrzone krótkim tekstem, rozpowszechniane w Internecie, najczęściej anonimowo, jako satyra lub komentarz do bieżących wydarzeń”[14];
  2. mem (sensu largo – przyp. aut.) jako „dowolny rodzaj medialnej treści, która zdobywa popularność w procesie spontanicznej dystrybucji online, odbywającej się poza przemysłami kultury”.[15]

 

Za immanentną cechę memów uznaje się ich zaraźliwość, dzięki której same memy i tematy, których dotyczą, zyskują specyficzną popularność. Takim tematem może być zasadniczo wszystko, co ma pewien odbiór w przestrzeni publicznej. Memy, poprzez wykorzystanie konkretnej grafiki lub zdjęcia, bardzo często nawiązują do wydarzeń ze świata, polityki, sławnych osób, ale i do codziennego życia.[16] Zdaniem J. Nowaka: „Twórca memu sięga do repozytorium kulturowego, bierze z niego określone (z reguły popularne) treści i powiela je w twórczy sposób, a skutkiem owego przetworzenia jest też sugerowane odmienne (nierzadko skrajnie odmienne) odczytanie[17]. Stąd autor ten traktuje memy jako „relatywnie skuteczne narzędzie spontanicznego symbolicznego protestu, prowadzonego (czasem jedynie początkowo) w medialnych środowiskach online[18].

 

Wyjaśnienie wszystkich wskazanych wyżej pojęć: utwór zależny, opracowanie, przeróbka – wydaje się niezbędne w celu zrozumienia możliwego przyznania ochrony prawnoautorskiej szczególnemu rodzajowi twórczości jaką jest mem. Z wyroków cytowanych we wpisie poświęconym zjawisku deepfake, wynika, że „utworem może być nawet kompilacja wykorzystująca dane powszechnie dostępne pod warunkiem, że ich wybór, segregacja, sposób przedstawienia ma znamiona oryginalności” (wyrok SN z 25.01.2006r, I CK 281/05, OSN 2006, nr 11, poz. 186) a także, że „spełnienia przesłanki twórczości (oryginalności i indywidualności) utworu można doszukiwać się nawet w doborze, układzie lub uporządkowaniu składników utworu, tj. poszczególnych ujęć czy nawet doborze podkładu muzycznego” (wyrok SA w Warszawie z 26.11. 2014 r., VI AC 212/14). Zatem nie każdą modyfikację lub fotomontaż, w rezultacie której powstaje mem (tak jak deepfake), będzie można uznać za utwór z powodu braku indywidualności. Przyznanie ochrony prawnoautorskiej nie będzie możliwe, gdy rezultat w postaci mema będzie wyłącznym efektem działalności szablonowej, czasami przy użyciu generatorów, a nie twórczej pracy człowieka.

 

W relacjach z innymi autorami …

Zakładając, iż dany mem z racji swojej zawartości stanowi utwór zależny (czyli został stworzony przez przejęcie elementów posiadających indywidualny i twórczy charakter z cudzego dzieła w stopniu pozwalającym je rozpoznać w memie), to przysługuje mu ochrona na gruncie prawa autorskiego. Tym samym, na gruncie wspominanego art. 2 u.p.a.p.p., rozporządzanie i korzystanie z takiego mema przez jego autora zasadniczo wymaga zezwolenia autorów utworów pierwotnych/autora utworu pierwotnego.

I tutaj pojawia się praktyczny problem dla twórców memów: w jaki sposób uzyskać zezwolenie (zgodę) na wykorzystanie twórczych elementów z utworu pierwotnego.

Poza tym, zgodnie z prawem nawet w razie uzyskania zezwolenia twórcy utworu pierwotnego, konieczne jest także podanie autora grafiki lub zdjęcia. Powszechnie w Internecie nie jest to przestrzegane ze względu na trudności z odnalezieniem autora utworu pierwotnego – co nie znaczy, że w wielu przypadkach znalezienie go nie jest możliwe, zwłaszcza w przypadku fotografii.

Znowu, aktualne w tym zakresie pozostają nasze rozważania odnośnie podobnej do memów twórczości w postaci deepfake. Samo tworzenie memów, a także ich dystrybuowanie, analogicznie jak w przypadku deepfake, może być zgodne z prawem, pod pewnymi warunkami.

Oczywiście, aby móc korzystać z cudzego utworu – co do zasady – musimy mieć na to zgodę twórcy, ale w prawie autorskim przewidziane są jednak wyjątki, które zezwalają na włączanie części cudzego utworu lub jego przeróbkę.

Jedną z takich „instytucji” jest prawo cytatu uregulowane w art. 29 u.p.a.p.p. Z przepisu tego wynika, że “wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości”. Tym samym wykorzystywanie przez twórcę mema fragmentu innego utworu może być uzasadnione prawem cytatu. Ważne, aby zwrócić uwagę na to, że utwór, z którego korzysta twórca mema był “rozpowszechniony” czyli jak określa się w art. 6 u.p.a.p.p., aby był to “utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie“.

Szukając prawnego uzasadnienia do sięgnięcia przez autora mema po obcą twórczość, warto poznać art. 29(1) u.p.a.p.p. Z tego przepisu wynika, że wolno korzystać z utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości. O tych gatunkach możesz przeczytać we wpisie poświęconym brand hero. Na pewno każdy przypadek trzeba mema trzeba oceniać indywidulanie, ponieważ nie zawsze sądy będą uznawać, że tego typu czerpanie z utworu macierzystego mieści się w graniach parodii, pastiszu i karykatury. Te gatunki zalicza się głównie do utworów inspirowanych i wówczas nie ma wymogu uzyskania zgody autora utworu macierzystego, ani obowiązku czyli wymieniania twórcy i tytułu utworu pierwotnego na egzemplarzach opracowania (co należy robić zgodnie z art. 2 ust. 5 u.p.a.p.p.). Pamiętajmy, że granica pomiędzy inspiracją, a opracowaniem jest bardzo cienka i łatwo jest ją przekroczyć.

 

Mem a wizerunek

Dodatkowa trudność pojawia się w przypadku uwiecznienia na memie cudzego wizerunku. Zgodnie z art. 81 ust. 1 u.p.a.p.p. na rozpowszechnianie mema zawierającego wizerunek osoby niepublicznej potrzebne jest jej zezwolenie. Nie jest ono potrzebne wtedy, gdy osoba na memie stanowi jedynie szczegół całości takiej, jak zgromadzenie, krajobraz czy publiczna impreza (art. 81 ust. 2 pkt 2 u.p.a.p.p.). Co jednak z osobami publicznymi, które po pierwsze najczęściej pojawiają się w różnych memach, a po drugie – z racji pełnienia różnych publicznych funkcji muszą być bardziej „odporne” na wszelkiego rodzaju komentarze pojawiające się w debacie publicznej, w tym na memy? Częściowej odpowiedzi udziela art. 81 ust. 2 pkt 1 u.p.a.p.p., gdyż zgodnie z jego treścią: „Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych”.

Kim jest osoba powszechnie znana w rozumieniu tego przepisu? Orzecznictwo wskazuje, że kryterium „powszechnej znajomości” nie stanowi chociażby zakres terytorialny[19], ale o powszechnej znajomości może decydować wybór prowadzonej działalności[20] czy wkład w debatę publiczną danej osoby, której wizerunku ukazanie ma służyć zaspakajaniu prawa społeczeństwa do istotnych informacji[21]. W przypadku drugiej przesłanki, tj. pełnienia „funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych”, każdorazowo uzasadniając dopuszczalność wykorzystania danego wizerunku, konieczne jest wykazanie związku przedstawionej na zdjęciu sytuacji z pełnieniem którejś tych funkcji (ujmowanych dość szeroko). Zabrania się uwieczniania wizerunku osób powszechnie znanych w sytuacjach prywatnych, traktując to w orzecznictwie jako nadmierne wkraczanie w ich sferę intymną, niesłużącą realizacji „wyższych” celów informacyjnych dla społeczeństwa[22].

 

W przypadku stricte wykorzystania wizerunku w memach, biorąc pod uwagę ich specyficzną funkcję komentatorską, Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 27 stycznia 2006 r. (sygn. akt. III CSK 89/05) do kryteriów wskazanych w art. 81 u.p.a.p.p. dodał jeszcze jeden czynnik, mianowicie w celu satyrycznego wykorzystania wizerunku, autor utwóru (mema) musi zakładać zaznajomienie odbiorcy mema z ujemną oceną działalności publicznej danej powszechnie znanej osoby. Oznacza to w praktyce zakaz publikowania memów o charakterze czysto prześmiewczym, jak było to w przypadku mema zawierającego wizerunek burmistrza z niepełnosprawnością, w stanie faktycznym zaprezentowanym w rzeczonym wyroku.

Różnicą jest bowiem zamiar wywołania efektu komicznego, a prześmiewczego. Jak zaznacza E. Fabian: „Mem nie zwraca uwagi na okoliczności, na które bohater memu nie ma wpływu (takich jak np. wygląd), ale na takie, które ściśle dotyczą sfery zawodowej związanej z pełnieniem funkcji publicznej – słowami, decyzjami i kompetencjami politycznymi. Taka krytyka jest dopuszczana w ramach debaty publicznej w orzecznictwie polskim i europejskim, w tym w wyrokach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Natomiast satyra mająca na celu jedynie dyskredytację osoby publicznej poprzez nawiązanie do ułomności, wieku lub wyglądu – może zaszkodzić samemu satyrykowi”.[23] Więcej o korzystaniu z wizerunku i prawnej jego ochronie można przeczytać tutaj.

 

A co w przypadku przekroczenia granic prawnych przez twórcę mema?

Podobnie, jak w przypadku deepfake, nie jest wykluczona odpowiedzialność twórcy mema za naruszenie praw innych twórców czy praw osoby, której wizerunek został wykorzystany:

  • w ramach ochrony przed naruszeniem dóbr osobistych (na podstawie art. 23 i 24 kodeksu cywilnego), o tym więcej można przeczytać tu
  • zgodnie z procedurą karną – ścigane na wniosek pokrzywdzonego – przestępstwo zniesławienia (art. 212 kodeksu karnego) i zniewagi (art. 216 kodeksu karnego), więcej na temat karnej odpowiedzialności można przeczytać tutaj
  • oczywiście z roszczeniami na gruncie art. 78 i 79 u.p.a.p.p. mogą wystąpić twórcy utworu macierzystego, więcej o tym tu oraz tu

Więcej można przeczytać we wspomnianym cyklu o deepfake.

 

Jak legalnie uprawiać meme marketing?

Skoro już wiadomo, że mem może być utworem, a utwory korzystają z ochrony prawnoautorskiej, to jak skutecznie uprawiać rozprzestrzeniający się ostatnio dość powszechnie tzw. „meme marketing” (działania marketingowe ukierunkowane na promocję danej marki przy pomocy memów) bez narażenia się na możliwość naruszenia cudzego prawa, jeśli nie udało się uzyskać zezwolenia autora mema na takie wykorzystanie jego utworu?

Otóż pomocna w takim przypadku może być wspomniana konstrukcja utworu inspirowanego. Termin ten nie został określony przez ustawodawcę, a określenie go to domena doktryny. Przykładowo J. Barta twierdzi, że utwór taki występuje wtedy, gdy: „utwór wcześniej istniejący, innego autora, nie jest ani w całości, ani w poszczególnych swych warstwach inkorporowany do utworu nowego, lecz stanowi raczej jedynie artystyczną czy naukową zachętę, podnietę do jego stworzenia[24]. Utwór inspirowany nawiązuje zatem w pewien sposób do dzieła pierwotnego, ale o jego różnicy w stosunku do utworu zależnego każdorazowo stanowi stopień oderwania od utworu pierwotnego w zakresie walorów twórczych.[25] Ma to ogromne znaczenie praktyczne, gdyż – jak wcześniej podkreślaliśmy – utwór inspirowany nie jest obarczony wymogami odnoszącymi się do rozporządzania nim i korzystania z niego za zezwoleniem twórcy utworu pierwotnego. Zgody takiej nie wymaga się, jako że utwór inspirowany jest utworem samoistnym, któremu przysługuje własna ochrona prawnoautorska.

Dlaczego to ważne w kontekście meme marketingu? Otóż w przypadku braku zgody autora mema na korzystanie z jego utworu nadal można zrealizować pomysł urozmaicenia swojej treści o charakterze marketingowym memem, tyle że nie pochodzącym od innego twórcy, a stanowiącym własny utwór inspirowany.

 

Ponieważ zgodnie z art. 1 ust. 21 u.p.a.p.p.: „(…) nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne”, osoba chcąca użyć mema w marketingu może po prostu zaczerpnąć sam koncept na niego, inspirując się ostatnim internetowym trendem, ale przerobić go pod swoją markę, tak jak w poniższym przykładzie:

 

Rys. 1, źródło: ⌬ Meme Marketing: The Next Revolution in Marketing Strategy? 🤔 (keywordtool.io) [dostęp: 15.03.2022 r.].

 

Gdy mem jest tworzony w wyniku inspiracji, istotne jest, by komponenty dzieła w utworze inspirowanym pochodzące z utworu inspirującego pomimo ich rozpoznawalności nie były dominujące (tak w wyroku SN z 10.07.2014 r., I CSK 539/13). W takim przypadku trzeba także uważać na sytuacje dotyczące korzystania z wizerunku osób przedstawionych na stworzonej przez siebie fotografii, gdyż:

  1. udostępniający nadal powinien mieć zgodę na korzystanie z ich wizerunku i
  2. mem nie może naruszać dóbr osobistych osoby na nim przedstawionej (a także tej, do której ewidentnie nawiązuje).

Dyskusyjny przykład zamieszczamy poniżej:

 

Rys. 2, źródło: Totalmoney.pl reklama inspirowana memem distracted boyfriend wideo (wirtualnemedia.pl) [dostęp: 15.03.2022 r.].

 

Problematyka memów jest bardzo ciekawa, a ich ilość generowana codziennie w sieci dostarcza także nam, prawnikom, mnóstwa pracy 😉 Zawracają się do nas zarówno ci, którzy tworzą memy, ale także osoby taką twórczością pokrzywdzone. Jeżeli Twoje prawa własności intelektualnej są naruszane, nie czekaj i nie zwiększaj rozmiaru Twojej szkody wyrządzanym naruszeniem! Skorzystaj z usługi przygotowania wniosku o zabezpieczenie w przypadku naruszenia praw własności intelektualnej.  Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

 

Photo by Carolien van Oijen on Unsplash

 

[1] Zob. Postmodernizm. Antologia przekładów. Ryszard Nycz (red.). Kraków: Wydawnictwo Baran i Suszczyński, 1996, passim.
[2] Zob. L. Lessig, Remiks. Aby sztuka i biznes rozkwitały w hybrydowej gospodarce, tłum. R. Próchniak, Warszawa 2009, passim.
[3] K. Grzybczyk, 3.3. Kultura remiksu [w:] Twórczość internautów w świetle regulacji prawa autorskiego na przykładzie fanfiction, Warszawa 2015.
[4] Zob. A. Karpiński, Charakter prawa do udzielania zezwolenia na wykonywanie zależnych praw autorskich, Białystok 2020, s. 49.
[5] Zob. np. E. Traple, Dzieło zależne jako przedmiot prawa autorskiego, Warszawa 1979, s. 5.
[6] A. Karpiński, Charakter…, s. 97.
[7] M. Szaciński, Prawa twórcy opracowania cudzego dzieła w polskim prawie autorskim (zależne prawa autorskie), Palestra 1978, nr 2, s. 26.
[8] S. Ritterman, Komentarz do Ustawy o prawie autorskim, Kraków 1937, s. 21.
[9] A. Kopff, Autorskie prawa zależne w świetle teorii o warstwowej budowie utworu, St. Cyw. 1978, z. 10, t. XXIX, s. 152.
[10] Ibidem.
[11] Zob. np. A. Niewęgłowski, M. Poźniak-Niedzielska, Wprowadzenie. Pojęcie utworu (w:) System Prawa Prywatnego, t. 13, red. J. Barta, Warszawa 2017, s. 31; J. Błeszyński, Tłumaczenie i jego twórca w polskim prawie autorskim, Warszawa 1973,  s. 47.
[12] A. Karpiński, Charakter…, s. 102.
[13] Zob. Ibidem, s. 48.
[14] Ibidem.
[15] J. Nowak, Memy internetowe: teksty (cyfrowej) kultury językiem krytyki społecznej (w:) Współczesne media. Język mediów, red. I. Hofman, D. Kępa-Figura, Lublin 2013, s. 240.
[16] Zob. A. Karpiński, Charakter…, s. 49.
[17] J. Nowak, Memy…, s. 246.
[18] Ibidem, s. 255.
[19] Osobą powszechnie znaną może być np. taksówkarz w małym mieście, zob. np. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 2 września 2010 r., sygn. akt. I ACa 620/10.
[20] Zob. np. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 8 kwietnia 2016 r., sygn. akt. I ACa 1108/15.
[21] Zob. np. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 6 lutego 2018 r., sygn. akt. V ACa 1040/17.
[22] Zob. np. Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 4 grudnia 2019 r. sygn. akt. I CSK 497/18.
[23] https://lookreatywni.pl/baza-wiedzy/mem-a-prawo-mem-w-social-media/ [dostęp: 15.03.2022 r.].
[24] System Prawa Prywatnego, PP T. 13, red. Barta/Barta, Markiewicz, Matlak, Niewęgłowski, Poźniak-Niedzielska, s. 55.
[25] Zob. Ibidem.

 

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami

Metaverse a prawa własności intelektualnej

Czym jest Metaverse i czemu jest o nim ostatnio tak głośno? Przestrzeń bez ograniczeń, tzw. „Internet 3.0”, którego zadaniem jest całkowite usunięcie barier pomiędzy światem rzeczywistym a wirtualnym. Tym właśnie w założeniu jest Metaverse – rzekoma technologiczna przyszłość nas wszystkich, która szczególnie w ostatnim czasie stała się obiektem wszechstronnego zainteresowania.

Nazwa omawianego zagadnienia pochodzi z powieści N. Stephensona pt. „Snow Crash” z 1992 r., w której ludzie dokonywali między sobą interakcji w formie swoich awatarów. Dodatkowo zjawisko to pod inną nazwą można było zaobserwować w powieści E. Cline’a i filmie w reżyserii S. Spielberga – „Ready Player One”.[1] Najogólniej można scharakteryzować projekt Metaverse za M. Ryszkiewiczem jako „przestrzeń gier i aplikacji opartych na interfejsie 3D”[2]. Niektórzy upatrują w tym terminie jednego wspólnego, wirtualnego i inkluzywnego miejsca, większość jednak – wielu trójwymiarowych światów połączonych ze sobą w cyfrowej przestrzeni stwarzającej pole do cyfrowej interakcji między użytkownikami z całego świata[3]. W drugiej koncepcji ogólny niepokój budzi jednak ewentualne „przywłaszczenie” idei przez jednego z rynkowych gigantów. Kształt przyszłego, „rzeczywistego” Metaverse nie został jeszcze dopracowany. Ciężko jest zatem na ten moment mówić o jednym „meta” świecie, gdyż giganci technologiczni mający swój udział w rozwoju tego projektu wychodzą z wieloma własnymi koncepcjami tego, jak powinien on wyglądać.

Obecnie wiele światów Metaverse posiada całkiem sporo aspektów przeniesionych z realnego życia. Ten rodzaj wirtualnej rzeczywistości stwarza wiele nieznanych dotąd możliwości dotyczących m.in. robienia zakupów, grania w gry, spotkań biznesowych czy po prostu towarzyskich. Jednocześnie oznacza to inwestowanie w te światy realnych pieniędzy, które następnie wymieniane są na wirtualną walutę w cyfrowym świecie, chociaż niektórzy nie wykluczają w przyszłości operowania jedynie tą drugą, zarabiania jej a następnie wydawania – bez przełożenia na rzeczywiste pieniądze.

 

 

Jakie aktywności obejmuje Metaverse?

Chociaż możliwości wykorzystania Internetu 3.0 jest wiele, warto wymienić kilka najważniejszych:

  • Zakupy

Marki odzieżowe, ale także producenci żywności, czy przedsiębiorcy z branży mediów wraz z rozwojem Metaverse przeżywają cyfrowe odrodzenie. Reklamy swoich produktów w wirtualnej przestrzeni zamieścili już m.in. Gucci, Vans, Stella McCartney, Burberry, Coca-Cola, Netflix czy Warner Bros[4]. Firma Nike rejestruje kolejne znaki towarowe dla produktów wirtualnych[5]. Firmy widzą możliwość ogromnej inwestycji, jeśli ludzie będą chcieli udoskonalać swoje wirtualne awatary w przyszłości. Dodatkowo w założeniu możliwość zakupu danej rzeczy w Metaverse ma pomóc konsumentowi podjąć decyzję dotyczącą zakupu jej materialnego odpowiednika. Jeśli bowiem w wirtualnym świecie sterowalibyśmy swoją cyfrową kopią wyglądającą 1:1 jak my, możliwe byłoby przetestowanie ubrania przed jego nabyciem w rzeczywistości. Tak samo istniałaby możliwość sprawdzenia, jak faktycznie wyglądałyby wystroje wnętrz czy wszystkie inne przedmioty w razie ich kupna. Takie rozwiązanie ma na celu pomóc konsumentowi w podjęciu przemyślanej decyzji oraz ułatwieniu zakupów[6]. Bardziej racjonalne zakupy w teorii mogłyby również korzystnie wpłynąć na środowisko, gdyż ludzie zamawialiby mniej, decydując się jedynie na sprawdzone produkty.

  • Praca

Z wielką nadzieją na projekt wirtualnego świata spoglądają pracownicy międzynarodowych korporacji. W końcu możliwość zorganizowania firmowego posiedzenia z innym oddziałem nie przez kamerki, a dzięki narzędziom służącym do korzystania z rozszerzonej rzeczywistości bez konieczności przemieszczania się do innego biura, byłaby niesamowitym udogodnieniem. Podobnie kwestia ta wygląda w przypadku wszelkiego rodzaju szkoleń, konferencji, wystaw czy innych wydarzeń. Wykorzystanie narzędzi sztucznej inteligencji oferowanych przez Metaverse mogłoby usprawnić pracę na wielu płaszczyznach.[7]

  • Inwestycja w nieruchomości

W 2021 r. transakcje na rynku nieruchomości w Metaverse przekroczyły 500 mln dolarów[8], a ta wartość wciąż rośnie. Skąd wynika tak wielkie zainteresowanie wirtualnymi parcelami? Otóż kupowanie powierzchni usługowych w wirtualnej przestrzeni nie różni się w teorii niczym od ich zakupu w rzeczywistości, dlatego też wiele firm widzi długofalowe korzyści w inwestowaniu w nieruchomości bliżej „centrum”, by móc wydajniej reklamować swoje produkty[9]. Oczywiście, taka inwestycja obarczona jest sporym ryzykiem, zwłaszcza, że należy do bardzo kosztownych. Parcela w wirtualnej rzeczywistości może być droższa, niż w prawdziwym świecie, gdyż wartość nieruchomości w realu maleje, czego nie można powiedzieć o wartości tej drugiej[10].

  • Edukacja

Przeżywanie wydarzeń historycznych „na żywo”, znalezienie się w rakiecie kosmicznej czy spotkanie bohaterów szkolnych lektur – kto nie myślał w szkole jako dziecko o przynajmniej jednej z tych czynności? Wydaje się, że wirtualna edukacja 3D przy wykorzystaniu Metaverse może stać się czymś więcej, niż jedynie kreatywnym snem dzieciństwa[11].

  • Życie towarzyskie i rozrywka

Rzecz jasna nie można zapominać o jednym z pierwotnych celów przyświecających twórcom Metaverse – obalenie technicznych barier i pomoc w interakcjach społecznych ludziom, którzy w rzeczywistości są fizycznie daleko od siebie. Należy jednak zaznaczyć, że wiele osób wyraża także zaniepokojenie tematem i wskazuje, że zatracenie się w wirtualnej przestrzeni może doprowadzić do jeszcze większej alienacji społecznej, niż obecnie[12]. Niemniej nie zmienia to faktu, że wydarzenia społeczne rozgrywające się w Metaverse mogą być rewolucyjne. Koncert ulubionego idola w pierwszym rzędzie dla każdego? Granie w koszykówkę ze znajomym z drugiego końca świata? Proszę bardzo! Do tej pory koncerty w wirtualnej przestrzeni odbyli tacy artyści jak np. Justin Bieber[13] czy Ariana Grande[14].

Wpływ rozwijającego się Metaverse na otaczającą nas rzeczywistość nie pozostaje obojętny również na polskim gruncie. Pokazują to nie tylko NFT kupowane przez sławne osoby, takie jak Magda Gessler czy Krzysztof Gonciarz, ale chociażby fakt wkraczania polskich firm na międzynarodowe rynki technologiczne, których cyfryzacja w postaci Metaverse może okazać się jedynie kwestią czasu. Jaka jednak będzie w tym wszystkim rola prawnika?

 

Prawa IP a Nowy Wymiar Internetu…?

To, że nowa cyfrowa przestrzeń będzie wymagała prawnej interwencji, nie ulega wątpliwości. Nie będą to jednak tylko i wyłącznie kwestie podatkowe czy karne (których notabene potrzebę wykazała sytuacja napastowania seksualnego w Horizon Worlds – aplikacji w Metaverse stworzonej przez Meta <daw. Facebooka> – opisana przez Ninę Jane Patel, testerkę projektu, a zarazem ofiarę napaści[15]). Metaverse daje bowiem niezliczone możliwości dla prawników zajmujących się prawem własności intelektualne w skali zarówno lokalnej jak i globalnej.

Nie sposób wymienić wszystkich obszarów, w których pomocna okaże się wiedza z zakresu ochrony praw IP, można jednak wymienić na ten moment najważniejsze z nich:

  • Licencje

Kompletne i staranne nadzorowanie naruszeń praw własności intelektualnej w obecnym Internecie jest bardzo trudne. A jeszcze trudniejsze będzie w miejscu, które na ten moment nie ma jeszcze całościowych regulacji prawnych i gdzie skala działań dotyczących naruszeń cudzych praw IP początkowo będzie ogromna. Z wielkim prawdopodobieństwem można rzec, że wielu licencjodawców do tej pory nie uwzględniło takiej możliwości wykorzystania przedmiotów ich własności intelektualnej, a zatem umowy licencyjne mogą okazać się pełne luk stwarzających pole do manewru dla nieuczciwych lub po prostu sprytnych licencjobiorców, interpretujących postanowienia umowne na swoją korzyść[16].

  • Znaki towarowe

Według art. 120 ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 324, dalej – pwp):

„Znakiem towarowym może być każde oznaczenie umożliwiające odróżnienie towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa oraz możliwe do przedstawienia w rejestrze znaków towarowych w sposób pozwalający na ustalenie jednoznacznego i dokładnego przedmiotu udzielonej ochrony.”

Ustęp 2 tego samego artykułu dookreśla, że: „Znakiem towarowym (…) może być w szczególności wyraz, włącznie z nazwiskiem, rysunek, litera, cyfra, kolor, forma przestrzenna, w tym kształt towaru lub opakowania, a także dźwięk”. W praktyce znakiem towarowym może być to, co nadaje się do przedstawienia w rejestrze i niekoniecznie musi nadawać się do przedstawienia graficznego. W praktyce unijnej znane są bardziej skrajne przypadki zarejestrowania jako znak towarowy chociażby zapachu (np. EUTM: 000428870 – zapach świeżo skoszonej trawy dla piłeczek tenisowych).

W kontekście Metaverse ciekawym zabiegiem jest przykładowo działanie gigantycznego producenta gier komputerowych – firmy Epic Games (znanej m.in. z takich tytułów, jak „Fortnite”, „Rocket League” czy „Fall Guys”), która pod koniec zeszłego roku zgłosiła do USPTO[17] „Epic Games Megaverse” jako znak towarowy dla całości ich wizji Metaverse, wraz z projektami obejmującymi wykorzystanie AI oraz VR.[18]

To tylko jeden z przykładów cyfrowej rewolucji, która pojawi się w związku ze znakami towarowymi. Bezsprzecznie bowiem znaki będą pełniły w wirtualnej rzeczywistości tę samą rolę, co w świecie realnym – będą służyły jako oznaczenie towarów i usług pochodzących od konkretnego producenta. Jednakże zmienią się same towary i usługi, co może wymagać znaczącej modyfikacji struktury obecnie stosowanej klasyfikacji nicejskiej. System klasyfikacji towarów i usług dla zgłoszeń znaków towarowych służy lepszemu zdefiniowaniu towarów i usług chronionych danym oznaczeniem. Wydaje się jednak, że obecnie przyjęte 45 klas w przyszłości może nie odpowiadać nowo powstałym produktom i usługom, stąd koniecznie może być stworzenie nowych podziałów. Najczęściej wirtualne znaki towarowe są zgłaszane obecnie w klasie 9, 38 i 41, jednak zgłaszanie zbyt wielu swoją drogą różnorodnych znaków towarowych, w szczególności w klasie produktowej jaką jest klasa 9, może doprowadzić do powstania swoistego bałaganu w obrębie tej klasy.[19] A, jak wiadomo, prawny bałagan jeszcze nikomu nie przysłużył.

Dodatkowo może okazać się, że uprawniony ze znaku towarowego może nie chcieć wykorzystania go we wszystkich obszarach Metaverse, np. tych, w których z różnych względów ukazana jest przemoc. Tak, aby nie budziło to negatywnego skojarzenia z daną marką. Stąd konieczna będzie nie tylko rewolucja wśród klasyfikacji nicejskiej, ale możliwe, że również opracowanie odpowiednich ram dotyczących zawierania umów między firmą uprawnioną do praw ochronnych na znaki towarowye a dostawcą danego Metaverse[20].

Rejestracja znaków towarowych będzie ważna także dla przedsiębiorstw z innych branż, niż jedynie gamingowa. Przykładowo, w sektorze modowym pod względem dokonanych rejestracji znaków towarowych dla Metaverse przoduje obecnie firma Nike, która od końca zeszłego roku stopniowo dokonuje coraz więcej zgłoszeń o rejestrację wirtualnych oznaczeń swoich towarów[21]. Konkurent Nike – Adidas również wykazuje się dużym zainteresowaniem działalnością w Metaverse. Mimo różnych strategii, które obrały obie te firmy, postrzegają one Metaverse jako znaczącą inwestycję w przyszłość – inwestycję zmieniającą zarówno oblicze mody, jak i prawa oraz technologii[22].

  • Podmiotowość prawna sztucznej inteligencji

Od lat tocząca się w doktrynie prawa autorskiego dyskusja dotyczy możliwości (lub jej braku) przypisania autorstwa utworu sztucznej inteligencji, a szerzej – przyznania jej podmiotowości prawnej[23]. Kwestia ta jest sporna w ustawodawstwach wielu państw. Przykładowo w samych Stanach Zjednoczonych Sąd Okręgowy Stanów Zjednoczonych dla Wschodniego Okręgu Wirginii wydał orzeczenie, w którym uznał, że AI nie może zostać określona mianem wynalazcy patentu. Jednocześnie amerykańskie prawo autorskie nie przesądza, by autorem móc nazwać tylko człowieka. Do tej pory szala poglądów zdecydowanie przechyla się w stronę przyznawania autorstwa jedynie człowiekowi, jednak kto wie, czy nie zostanie to zmienione za sprawą opartego na działaniu AI Metaverse? Jeżeli bowiem wytwory, które znajdą się wewnątrz wirtualnego świata, uznane zostaną za wytwory stworzone przez sztuczną inteligencję, ciężkie będzie jednoznaczne zastosowanie wobec nich wielu przepisów dotyczących ochrony własności intelektualnej, często funkcjonujących dzięki temu, że autorstwo wynalazku czy też utworu przypisywane jest człowiekowi[24].

  • Ochrona danych

Jeśli prawnicy zajmujący RODO do tej pory uważali, że mają dużo roboty, mamy smutną wiadomość – wraz z rozwojem Metaverse będzie jej jeszcze więcej! Jest to jednak dobra informacja dla osób chcących zajmować się ochroną danych i aspektami prywatności w cyfrowym świecie. Na pewno duże wyzwanie stanowi rozstrzygnięcie kwestii odszkodowań za szkodę wyrządzoną w Internecie 3.0, a także określenie jej ram czy osób legitymowanych biernie w przypadku naruszeń. Co stanie się w sytuacji braku możności zlokalizowania naruszyciela, co czasem obecnie ma miejsce w przypadku naruszenia dóbr osobistych w Internecie? Czy odpowiedzialność poniesie firma sprawująca pieczę nad własnym Metaverse? Czy będzie ona strażnikiem interesów użytkowników? Stworzy własne ramy prawne odnoszące się do warunków korzystania ze społeczności, a może zostanie to oddane w ręce regulacji na poziomie międzynarodowym? Jak ukształtują się mechanizmy dochodzenia swoich praw? Czy kompensacja szkody będzie miała miejsce jedynie w świecie wirtualnym, czy też zostanie odzwierciedlona w świecie rzeczywistym?[25] Pytań jest naprawdę wiele, ale wydaje się, że odpowiedź na nie przyjdzie dopiero wraz z solidniejszym ukształtowaniem się gotowego produktu, jakim będzie Metaverse. Należy jednak zaznaczyć, że podstawowe zasady korzystania z danego produktu są dostępne wraz z jego szerszym udostępnianiem publiczności, jak to jest chociażby w przypadku wymienionego wcześniej Horizon Worlds od Meta[26].

  • Gaming

Chociaż możliwość „gry w grze”, tzn. grania w gry znajdujące się w przestrzeni wirtualnej wydaje się na ten moment nieco abstrakcyjna, jest jak najbardziej możliwa. Rola prawnika w branży gier video w przypadku Metaverse wykracza jednak poza typowe czynności kojarzone z tym zawodem w świecie rzeczywistym. Na pewno większa uwaga będzie musiała zostać poświęcona kwestii umów z dostawcą i określonych w niej kwestii licencyjnych. Przykładowo odpowiedniego zastrzeżenia będzie wymagać sytuacja, w której producent gry w Metaverse stworzy przedmiot, który ma się w niej znaleźć, ale jednocześnie będzie chciał zachować możliwość użycia tego przedmiotu w ewentualnych przyszłych zastosowaniach. Stąd bardzo istotną kwestią będzie określenie zakresu praw przysługujących zarówno dostawcy jak i producentowi gry, zwłaszcza że w ramach współpracy niezbędne może okazać się połączenie własnego zastrzeżonego adresu IP z adresem IP danej marki, co potencjalnie może budzić wiele nieścisłości dotyczących możliwości wykorzystania na różne sposoby przez obie strony elementów wprowadzonych do Metaverse przez producenta. Przejrzysta umowa licencyjna z dostawcą platformy Metaverse powinna oczywiście, tak jak w realnym świecie do tej pory, określać takie elementy, jak: terminy, okres wykorzystania, terytorium, opłaty i przede wszystkim: zakres licencji[27].

 

Aby sprostać wszystkim tym wyzwaniom w przyszłości zapewne rozwinie się także rola audytu praw własności intelektualnej w zakresie korzystania z Metaverse. Rolą audytu jest sprawdzać, skontrolować i raportować wszelkie możliwe uchybienia, jakich dopuszcza się firma, a także ocenić ryzyko, które wiąże się z dalszym kontynuowaniem dopuszczania się uchybień. A zdaje się, że takich, przynajmniej na początku stabilnego funkcjonowania Metaverse, nie zabraknie.

Chociaż wkraczanie w świat Metaverse jest na ten moment wycieczką w nieznane, niczym podróż rakietą wzdłuż rozszerzającego się świeżo kosmosu, jest też zupełnie nowym wyzwaniem dla przedstawicieli wielu branż. Stworzenie ram prawnych służących bezpiecznemu funkcjonowaniu Metaverse będzie sporym wyzwaniem stojącym nie tylko przed prawnikami, ale również twórcami, inwestorami oraz samymi korporacjami[28].

 

 

Photo by Barbara Zandoval on Unsplash

 

[1] https://eatradingacademy.com/metaverse/  [dostęp: 22.03.2022 r.].
[2] https://www.press.pl/tresc/67941,metaverse-bedzie-wymagal-regulacji-prawnych [dostęp: 1.03.2022 r.].
[3] Zob. np. https://cdaction.pl/newsy/epic-games-tworzy-projekt-wlasnej-wizji-metawersum [dostęp: 1.03.2022 r.].
[4] https://www.press.pl/tresc/67941,metaverse-bedzie-wymagal-regulacji-prawnych [dostęp: 1.03.2022 r.].
[5]https://www.voguebusiness.com/technology/with-rtfkt-acquisition-nike-invests-in-the-metaverse [dostęp: 1.03.2022 r.].
[6] Global Commercial Banking – The Power of Global Connections, The Metaverse: Opportunities, Implications and Challenges, January 2022.
[7] Ibidem.
[8] https://whatnext.pl/metaverse-wirtualne-nieruchomosci-sprzedaz/ [dostęp: 1.023.2022 r.].
[9] Global Commercial Banking – The Power of Global Connections, The Metaverse: Opportunities, Implications and Challenges, January 2022.
[10] https://eatradingacademy.com/metaverse/ [dostęp: 1.03.2022 r.].
[11] Global Commercial Banking – The Power of Global Connections, The Metaverse: Opportunities, Implications and Challenges, January 2022.
[12] Zob. np. https://sputniknews.com/20211103/the-metaverse-social-media-and-increasing-alienation-in-capitalist-society-1090426271.html [dostęp: 01.03.2022 r.].
[13] https://coinyuppie.com/justin-biebers-first-metaverse-concert-surprised-the-world/ [dostęp: 1.03.2022 r.].
[14] https://amplify.nabshow.com/articles/ariana-grandes-fortnite-concert-opens-up-the-metaverse/ [dostęp: 1.03.2022 r.].
[15] Zob. np. https://www.independent.co.uk/news/uk/home-news/metaverse-gang-rape-virtual-world-b2005959.html [dostęp: 22.02.2022 r.].
[16] Prawo Meta – BRIEF [dostęp: 22.02.2022 r.].
[17] Urząd Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych.
[18] Numer zgłoszenia: 97189701.
[19] https://www.skubisz.pl/znaki-towarowe-w-metaverse/ [dostęp: 1.03.2022 r.].
[20] https://www.dlapiper.com/en/australia/insights/publications/2021/10/an-unreal-issue-managing-ip-in-the-metaverse/ [dostęp: 1.03.2022 r.].
[21]https://www.voguebusiness.com/technology/with-rtfkt-acquisition-nike-invests-in-the-metaverse [dostęp: 1.03.2022 r.].
[22] https://www.voguebusiness.com/technology/adidas-reveals-new-nft-project-with-bored-ape-yacht-club [dostęp: 1.03.2022 r.].
[23] Zob. np. M. Jankowska, Podmiotowość prawna sztucznej inteligencji? [w:] A. Bielska-Brodziak (red.), O czym mówią prawnicy, mówiąc o podmiotowości, Katowice 2015, s. 171-196.
[24] https://brief.pl/prawo-meta/ [dostęp: 01.03.2022 r.].
[25] Ibidem.
[26] https://www.oculus.com/horizon-worlds/community/ [dostęp: 1.03.2022 r.].
[27] https://www.technologyslegaledge.com/2021/11/an-unreal-issue-managing-ip-in-the-metaverse/ [dostęp: 1.03.2022 r.].
[28] Prawo Meta – BRIEF [dostęp: 22.02.2022 r.].

Więcej informacji dotyczących praw własności intelektualnej, o których warto wiedzieć znajdziesz na naszym blogu.

Udostępnij ten wpis innym, którzy mogą być zainteresowani wykorzystaniem własności intelektualnej, aby nasza wiedza pomogła im w optymalnym zabezpieczeniu i efektywnym zarządzaniu wartościami niematerialnymi i prawnymi: prawami autorskimi, prawami własności przemysłowej (znaki towarowe, wzory użytkowe i przemysłowe, patenty), tajemnicą przedsiębiorstwa, wizerunkiem i wielu innymi. Od lat zajmujemy się tworzeniem i negocjacjami umów, prowadzimy spory sądowe, rejestracje w urzędach patentowych. Doradzamy, prowadzimy audyty własności intelektualnej, zajmujemy się sukcesją marek rodzinnych. Pomagamy pozasądowo rozwiązywać konflikty. Powiedź o nas innym, może potrzebują tej informacji 🙂

Wpis ten zamieszczony jest jedynie w celu informacyjnym i nie może być traktowany jako porada prawna. Jeśli chcesz uzyskać pomoc prawną w Twojej sprawie, skontaktuj się z nami