W sporcie liczy się nie tylko to, kto szybciej pobiegnie, wyżej skoczy czy dalej kopnie piłkę, ale również kto pierwszy ustali, czy jego pomysł na ciekawą kampanię sportową jest chroniony prawem i czy rywal przypadkiem nie pożycza sobie zbyt śmiało charakterystycznego designu, który dodaje grze widowiskowego błysku. Poniższy tekst to przegląd najbardziej emocjonujących „zagrań”, jakie potrafi zaserwować prawo autorskie, gdy tylko wyjdzie na boisko… a nawet na matę w sali hot jogi.
Spis treści
Sport i prawo autorskie, prawa pokrewne
Prawo autorskie to zbiór zasad, które chronią twórców i ich dzieła – czyli wszystko to, co powstało w wyniku czyjejś twórczej, indywidualnej pracy. Ma ono dwa główne cele zapewnić autorowi kontrolę nad tym, jak jego dzieło jest używane i umożliwić mu czerpanie z tego korzyści (nie tylko satysfakcji). Ochrona prawnoautorska przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności, takich jak dokonanie zgłoszenia. Ochrona jest również niezależna od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia utworu. Bez znaczenia jest zarówno wartość ekonomiczna, jak i historyczna czy artystyczna dzieła.
Prawo autorskie chroni „utwory”, czyli każdą oryginalną formę wyrażenia. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, który został ustalony w jakiejkolwiek postaci. Utwór musi być przejawem działalności człowieka. Aby dany rezultat został uznany za utwór, człowiek musi mieć decydujący wpływ na jego powstanie, nadając mu cechy twórcze i indywidualne.
Indywidualny charakter jest przesłanką obiektywną, która wymaga, by dzieło wyróżniało się z istniejącego zasobu dzieł, co ma eliminować wytwory banalne i szablonowe. Utwór jest przedstawieniem pewnej treści wyrażonej w pewnej formie. Sama treść, czyli zespół myśli i wyobrażeń, nie jest utworem. Utwór staje się przedmiotem prawa autorskiego od chwili ustalenia, nawet jeśli ma postać nieukończoną. Utworami mogą być m.in.:
- teksty (artykuły, książki, utwory literackie, publicystyczne), np. biografie sportowców, hasła reklamowe
- muzyka (utwory muzyczne i słowno-muzyczne), zdjęcia, filmy - mnóstwo z nich dotyczy sportu czy karier sportowców
- programy komputerowe, grafiki (utwory plastyczne) - cześć z nich wchodzi w zakres e-sportu o którym pisaliśmy TU
- choreografie, np. gimanastyczne,
- wykresy, bazy danych wyników drużyn,
- projekty architektoniczne i urbanistyczne hal sportowych
- utwory wzornictwa przemysłowego obuwia, ubrań czy sprzętu sportowego.
Ważne: prawo autorskie nie chroni pomysłów, a jedynie ich konkretne, twórcze wykonanie. I to często generuje szereg sporów. Ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia, czyli forma. Prawo autorskie nie chroni natomiast odkryć, idei, procedur, metod i zasad działania. [1]
Tytułem przypomnienia: prawo autorskie dzieli się na:
- prawa osobiste - nierozerwalnie związane z autorem, nie można ich zbyć, wygasają wraz z jego śmiercią, obejmują np. prawo do autorstwa, do nienaruszalności treści dzieła, do decydowania o pierwszym udostępnieniu
- prawa majątkowe - pozwalają autorowi zarabiać na swoim utworze, można je sprzedać lub udzielić licencji, obejmują m.in. prawo do kopiowania, rozpowszechniania, publicznego odtwarzania itp., wygasają po upływie 70 lat od śmierci autora (w większości systemów prawnych, w tym w Polsce).
Natomiast prawa pokrewne to kategoria praw własności intelektualnej, które są związane z prawem autorskim, ale nie chronią samego autora utworu, tylko osoby i instytucje, które wnoszą twórczy lub organizacyjny wkład w utrwalenie, rozpowszechnianie lub wykonanie utworu.
Do praw pokrewnych należą m.in.:
- prawa do artystycznych wykonań - chronią wykonawców: wokalistów, aktorów, muzyków itp., obejmują np. nagranie koncertu albo interpretację piosenki
- prawa do fonogramów i wideogramów - przysługują producentom nagrań dźwiękowych i audiowizualnych, obejmują ochronę nagrania jako całości (np. albumu muzycznego, filmu).
- prawa do nadań organizacji radiowych i telewizyjnych, chronią sygnał nadawany przez stacje RTV, dotyczy to samego aktu nadawania, nie treści utworów
- prawa do pierwszych wydań i wydań naukowych i krytycznych, przysługują wydawcy, który jako pierwszy publikuje utwór, do którego wygasły prawa autorskie, albo opracowuje edycję naukową/krytyczną
Celem praw pokrewnych jest ochrona interesów tych, którzy nie tworzą utworu w sensie artystycznym, ale bez których dzieło nie mogłoby powstać lub zostać rozpowszechnione.
Zatem, wracając do metafory sportowej: prawo autorskie to swoisty „ochroniarz” twórczości: stoi przy wejściu, sprawdza bilety i nie wpuszcza plagiatorów, natomiast prawa pokrewne to „agent ochrony” dla tych, dzięki którym możemy zobaczyć czy usłyszeć utwór, a autorzy i wykonawcy zachowują kontrolę nad dziełem i mogą decydować, kto oraz kiedy może z niego korzystać. Niezależnie od tego, postępy w technologiach komunikacyjnych zrewolucjonizowały transmisje sportowe i umożliwiły miliardom ludzi na całym świecie uczestniczenie w widowisku i emocjach związanych z najważniejszymi wydarzeniami sportowymi. Prawa autorskie i pokrewne, w szczególności te dotyczące nadawców, stanowią podstawę relacji między sportem, a telewizją i innymi mediami. Telewizje i organizacje medialne płacą ogromne sumy pieniędzy za wyłączne prawo do transmitowania na żywo wydarzeń sportowych.
Poniżej kilka przykładów, gdy twórczość wkracza do branży sportowej.
Prawo do opracowań sportowych
Warto przy rozważaniach na temat prawa autorskiego w dziedzinie sportu wziąć pod uwagę problematykę opracowań sportowych. Czym jest zatem opracowanie sportowe? Chodzi tu o taktykę, plany treningowe, jak również analizy sposobu gry rywala.
Współczesny sport bardziej niż moglibyśmy przypuszczać opiera się na działalności analityków sportowych. Opracowania sportowe można rozstrzygać z punktu widzenia ich statusu utworu albo zbiorów utworów, o którym mowa w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Art. 3 pr. aut. mówi, że zbiory, antologie, wybory, bazy danych spełniające cechy utworu są przedmiotem prawa autorskiego, nawet jeżeli zawierają niechronione materiały, o ile przyjęty w nich dobór, układ lub zestawienie ma twórczy charakter, bez uszczerbku dla praw do wykorzystanych utworów. Opracowania sportowe nie zostały co prawda wymienione w żaden sposób w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, ale to nie wyklucza nie uznania ich ze względu na ich cechy za utwór albo zbiór utworów. Jakakolwiek przygotowana taktyka sportowa jest, więc z góry ograniczona szeregiem elementów mających znaczenie dla danej dyscypliny sportu i aby mogła ona korzystać z ochrony prawnoautorskiej, musi być twórcza.[2] W wyroku z 22.06.2010 r., IV CSK 359/09 Sąd Najwyższy podkreślił, że przesłankę twórczości uznaje się za spełnioną, kiedy stworzone dzieło jest nowe z punktu widzenia twórcy.[3]
W doktrynie pojawiła się koncepcja, aby porównać plan treningowy do utworu choreograficznego. Oznaczałoby to wówczas, że mógłby on korzystać z ochrony prawnoautorskiej. W orzecznictwie przyjęte zostało, iż taki utwór może być przedmiotem prawa autorskiego. Przykładem może być chociażby wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 29.12.2010 r. (sygn. I ACa 975/10). Przedmiotem sporu było w tym przypadku, naruszenie osobistych i majątkowych praw autorskich powódki do stworzonych przez nią układów choreograficznych. Powódka była profesjonalnym instruktorem i choreografem, a jej układy taneczne były prezentowane przez zespół na różnego rodzaju imprezach i mistrzostwach. Pozwana była wcześniej uczestniczką zajęć u powódki, a w 2004 r. odeszła z formacji i założyła własny zespół akrobatyczno-taneczny. Powódka zarzuciła pozwanej wykorzystywanie układów bez jej zgody, między innymi na meczach, imprezach sportowych itd. Powódka domagała się zaprzestania naruszania osobistych i majątkowych praw autorskich oraz publicznego oświadczenia i przeprosin w prasie lokalnej oraz na stronie internetowej. Domagała się również zasądzenia kwoty 20 000 zł tytułem zadośćuczynienia oraz takiej samej kwoty tytułem wydania utraconych korzyści. Powódka pozwała również solidarnie klub sportowy współpracujący z pozwaną. Wyrok w I instancji został wydany przez Sąd Okręgowy w dniu 30 września 2010 roku. Sąd uznał powództwo za uzasadnione w części wobec pozwanej, a jako nieuzasadnione wobec pozwanego klubu sportowego. Sąd Okręgowy uznał, że pozwana naruszyła osobiste i majątkowe prawa autorskie powódki i dopuściła się plagiatu w odniesieniu do jednego układu choreograficznego.
W pozostałych przypadkach stwierdzono kopiowanie fragmentów układów, a nie całych kompozycji. Pozwana zaskarżyła wyrok Sądu Okręgowego w części uwzględniającej powództwo wobec niej. Zarzuciła m.in. naruszenie prawa materialnego poprzez błędne przyjęcie, że układy powódki są utworami w rozumieniu prawa autorskiego. Sąd Apelacyjny uznał apelację za uzasadnioną, stwierdzając, że Sąd Okręgowy nie rozpoznał istoty sprawy. Podstawową kwestią do rozstrzygnięcia jest to, czy układy choreograficzne powódki są oryginalne i posiadają cechy oryginalności i indywidualności, bo tylko wtedy mogą być przedmiotem prawa autorskiego. Ustalenie Sądu Okręgowego w zakresie oryginalności było przedwczesne, gdyż opierało się na opinii biegłego, która była niejednoznaczna i zawierała sprzeczne wnioski. Biegły stwierdził, że w układach powódki trudno o oryginalność i mieszczą się one w nurcie obecnych trendów choreograficznych, nie zawierając elementów, których dotąd by nie spotkał. W świetle tych ustaleń wniosek o oryginalności był wątpliwy. Stąd też przedwczesność oceny plagiatu. Dopiero po jednoznacznych ustaleniu, że utwory powódki podlegają ochronie prawnoautorskiej, można rozważać kwestię naruszenia, plagiatu czy kopiowania fragmentów. Jeżeli układy nie podlegają ochronie, ich kopiowanie jest obojętne z punktu widzenia prawa autorskiego.[4]
Problem może zatem polegać na tym, że większość ćwiczeń wchodzących w skład programu treningowego jest powszechnie znana. Powstaje więc pytanie, czy oryginalny sposób zestawienia elementów znanych i ogólnodostępnych może sam w sobie stanowić pewnego rodzaju przejaw twórczości? W tym kontekście pomocny może okazać się pogląd Sądu Najwyższego, który w wyroku z 25.01.2006 r. (sygn. I CK 281/05), wskazał, że „wymaganie nowości nie jest niezbędną cechą twórczości jako przejawu intelektualnej działalności człowieka. Utworem w rozumieniu art. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych może być kompilacja wykorzystująca dane powszechnie dostępne pod warunkiem, że ich wybór, segregacja i sposób przedstawienia ma znamiona oryginalności”[5]
W związku z tym, sam fakt, że program treningowy obejmuje powszechnie znane ćwiczenia czy metody treningowe, nie wyklucza jego ochrony. Kluczowe jest, aby sposób ich zestawienia dla określonej grupy odbiorców miał charakter indywidualny. Ocena, czy program treningowy spełnia kryterium oryginalności, zależy od tego, czy „choć w minimalnym stopniu różni się od innych rezultatów podobnych działań, a więc posiada element nowości”.
Jest to o tyle trudne, że w sporcie programy treningowe powstają w oparciu o wiele czynników, takich jak m.in.: zakładane efekty treningowe, poziom oraz rodzaj obciążeń, dobór właściwych metod treningowych, określenie czasu potrzebnego na regenerację czy stopień zmęczenia zawodników.[6]
Spór o “hot yoga”
Centralnym problemem w sporze o "hot yoga" były roszczenia Bikrama Choudhury’ego do praw autorskich do stworzonej przez niego praktyki Bikram Yoga. Bikram Yoga polega na nauczaniu ustalonej sekwencji składającej się z 26 pozycji jogi (asan) i dwóch ćwiczeń oddechowych. Bikram wymagał, żeby zajęcia w studiach były prowadzone w określony sposób. Spopularyzował swoją praktykę jogi, przekształcając ją w system franczyzowy, który w 2004 roku liczył 900 studiów jogi. Począwszy od 2002 roku, Bikram Choudhury twierdził, że jego praktyka chroniona jest prawem autorskim i nie może być nauczana przez osoby nieautoryzowane. Rozpoczął wysyłanie pism z nakazem zaprzestania działalności do studiów jogi, które prezentowały jego sekwencje bez jego zgody. Groził pozwami w związku z prawami autorskimi do większości aspektów systemu, nauczania i biznesu.
W 2011 roku Choudhury wszczął proces sądowy przeciwko Yoga to the People (YTTP). YTTP zostało założone przez byłego współpracownika Bikrama i miało na celu udostępnienie jogi wszystkim, niezależnie od możliwości finansowych. Pozew został złożony po tym, jak YTTP otworzyło studio w pobliżu jednego ze studiów Bikram Yoga w Nowym Jorku. W następstwie tego pozwu Urząd Praw Autorskich Stanów Zjednoczonych (United States Copyright Office) wydał wyjaśnienie, że pozycje jogi (asany) nie mogą być chronione prawem autorskim w sposób, w jaki żądał tego Bikram. Dzięki temu wyjaśnieniu, YTTP i inni mogli nadal swobodnie nauczać tych ćwiczeń. Pomimo tego, że YTTP nie zostało do tego zobowiązane wyrokiem sądowym, zaprzestało prezentowania sekwencji Bikram Yoga w swoich studiach i zaczęło używać własnych sekwencji po zawarciu ugody. Bikram ogłosił ten wynik jako swoje zwycięstwo, twierdząc, że nikt już nigdy nie będzie mógł ukraść Bikram Yoga.[7]
Choudhury pozwał również Evolation Yoga - studio założone przez jego poprzedniego współpracownika, za nauczanie gorącej jogi z tą samą sekwencją pozycji, co Bikram Yoga. W wyroku Sądu Dystryktowego z 2012 roku Sędzia Sądu Dystryktowego USA Otis Wright orzekł, że Bikram Choudhury nie ma ochrony praw autorskich na sekwencję 26 pozycji jogi i dwóch ćwiczeń oddechowych. 8 października 2015 roku Sąd Apelacyjny Dziewiątego Okręgu (Ninth Circuit Court of Appeals) podtrzymał orzeczenie sądu niższej instancji.
Ostateczne w tych przypadkach sądy ustaliły, że sekwencja Bikram Yoga nie jest przedmiotem podlegającym ochronie praw autorskich. Sąd Apelacyjny uznał, że ochrona praw autorskich jest ograniczona do wyrażania idei, a nie rozciąga się na same idee . Oznaczało to, że sekwencja jogi Bikrama nie mogła być chroniona. To rozstrzygnięcie prawnie potwierdziło, że studia niezwiązane z Bikramem mają prawo oferować zajęcia gorącej jogi wykorzystujące tę samą sekwencję 26 pozycji.[8]
Spór o pilates
Twórca pilatesu, Joseph Pilates, wierzył, że stworzył program, który przetrwa próbę czasu i nie był daleki od prawdy. Pilates w ostatnich latach stał się jednym z najpopularniejszych sportów, szczególnie wśród kobiet. Mało kto wie, że od lat trwa jednak spór o jego dziedzictwo. Spór rozpoczął się w mediach społecznościowych, a szybko przeniósł się także do sądu federalnego. Przedmiotem sporu jest prawo do udostępniania archiwalnych zdjęć Pilatesa, a także kluczowych materiałów dotyczących sposobu wykonywania ćwiczeń. Po jednej stronie sporu stoi Sean P. Gallagher, fizjoterapeuta prowadzący szkolenia nauczycieli pilatesu.
Twierdzi, że jest właścicielem praw autorskich do ponad 1000 fotografii, które kiedyś należały do Pilatesa i jego żony, a także do zbioru ulotek, rękopisów, filmów i innych materiałów. Jego przeciwnicy to instruktorzy pilatesu, którzy uważają, że Gallagher niesprawiedliwie ogranicza dostęp do materiałów. Gallagher składa bowiem skargi na osoby publikujące zdjęcia w mediach społecznościowych i w niektórych przypadkach Meta usunęła konta osób, które były obiektem tych skarg. Jednym z głośniejszych przypadków była Mary Sullivan Kelly, przeciwko której Gallagher złożył pozew o naruszenie praw autorskich i nieuczciwą konkurencję. Twierdził, że Kelly używała materiałów należących do niego do promowania swojej działalności bez jego zgody. Kelly złożyła pozew wzajemny, argumentując, że Gallagher nie posiada praw autorskich do spornych fotografii. Oba procesy są w toku.[9]
Ochrona nadawców
Nadawcy mają prawa pokrewne do swoich transmisji. To jedno z najważniejszych źródeł dochodu w sporcie. Zgodnie z art. 97 pr. aut. bez uszczerbku dla praw twórców, artystów wykonawców, producentów fonogramów i wideogramów, organizacji radiowej lub telewizyjnej przysługuje wyłączne prawo do rozporządzania i korzystania ze swoich nadań programów w zakresie:
- utrwalania;
- zwielokrotniania określoną techniką;
- nadawania przez inną organizację radiową lub telewizyjną;
- reemitowania;
- wprowadzania do obrotu ich utrwaleń;
- odtwarzania w miejscach dostępnych za opłatą wstępu;
- udostępniania ich utrwaleń w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.[10]
Prawo pokrewne do nadań programów radiowych i telewizyjnych zostało ustanowione w celu zabezpieczenia interesu gospodarczego organizacji nadawczych. Chodzi o ponoszone przez nie nakłady finansowe, techniczne i organizacyjne w związku z przygotowaniem i emisją programów radiowych lub telewizyjnych. Ochroną w ramach praw pokrewnych został objęty cały program przygotowany przez konkretnego nadawcę, niezależnie od tego, czy stanowi on przejaw działalności twórczej lub artystycznej. Ze względu na swój charakter, prawo to jest pozbawione komponentu osobistego, podobnie jak ma to miejsce w przypadku prawa do fonogramów lub wideogramów.
Chociaż ustawa pr. aut. nie zawiera definicji programu, w doktrynie proponuje się, aby na potrzeby art. 97 pr. aut. program określać jako zestaw elementów, zorganizowany i uporządkowany w następstwie działań nadawcy. Nadanie odnosi się do rezultatu czynności o charakterze technicznym i organizacyjnym, w wyniku, której wytworzony zostaje sygnał stanowiący nośnik treści - programu. Organizacją radiową lub telewizyjną, której przysługuje prawo z art. 97 pr. aut. jest podmiot, który decyduje o zawartości programu oraz inicjuje jego nadanie. Powinien on ponosić odpowiedzialność redakcyjną za wybór elementów programu oraz decydować o sposobie ich zestawienia.[11]
Bardzo ważnym zagadnieniem, kiedy mówimy o prawie autorskim w sporcie jest kwestia relacji z wydarzeń sportowych. Takie relacje mogą przybierać różne formy - telewizyjną, radiową czy nawet tekstową. Na widowisko sportowe składa się wiele utworów chronionych prawem autorskim, natomiast samemu widowisku odmawia się statusu utworu w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jest to spowodowane faktem, że przebieg gry kształtuje nie tylko intelektualny zamysł twórców widowiska, ale przede wszystkim zachowania uczestników, przy których trudno mówić o ich twórczym charakterze. TSUE w wyroku z 4.10.2011 r., C-403/08 stwierdził, że spotkań sportowych nie sposób uważać za twórczość intelektualną, którą można zakwalifikować jako utwór w rozumieniu dyrektywy o prawie autorskim. Uwaga ta zachowuje ważność zwłaszcza w przypadku meczów piłkarskich podlegających regułom gry niepozostawiającym swobody twórczej w rozumieniu prawa autorskiego.[12]
Również polskie sądy administracyjne podzielają ten pogląd. W wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 20 lutego 2015 r. (sygn. III SA/Wa 1078/14) stwierdzono, że według tradycyjnego poglądu transmisja wydarzenia sportowego nie spełnia wymogów do uznania jej za utwór w rozumieniu prawa autorskiego.[13] To czy można czy też nie można uznać transmisji widowiska sportowego za utwór, nie uzasadnia twierdzenia, że jest ona pozbawiona jakiejkolwiek ochrony prawnej. Pojawiają się propozycje, aby transmisja widowiska sportowego była chroniona jako utwór audiowizualny, wideogram lub nadanie programu. W orzecznictwie sądów administracyjnych przewiduje się, że transmisja widowiska sportowego podlega ochronie na podstawie przepisów przewidujących ochronę dla wideogramów w ramach praw pokrewnych.
Takie stanowisko zostało przedstawione m.in. w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 16 kwietnia 2013 r. (sygn. III SA/Wa 2740/12). Spór dotyczył opodatkowania wynagrodzeń wypłacanych niemieckim rezydentom podatkowym z tytułu nabycia praw do transmisji lub retransmisji uprzednio zarejestrowanych wydarzeń sportowych. Skarżącą była spółka, która zajmuje się działalnością w zakresie płatnej telewizji satelitarnej i nabywa prawa do transmisji różnego rodzaju wydarzeń telewizyjnych, w tym wydarzeń sportowych (np. walk bokserskich, meczów piłkarskich), od kontrahentów z rezydencją podatkową w Niemczech. Kluczowym zagadnieniem było ustalenie, czy wynagrodzenia wypłacane przez polską spółkę niemieckim kontrahentom za te prawa stanowią należności licencyjne w rozumieniu umowy zawartej między Rzeczpospolitą Polską, a Republiką Federalną Niemiec w sprawie unikania podwójnego opodatkowania (UPO). Spółka skarżąca uważała, że nie powinna potrącać podatku źródłowego w Polsce w wysokości 5% od tych wynagrodzeń.
Zarejestrowane wydarzenia sportowe stanowią wideogramy w świetle polskiej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (art. 94 ust. 2), a zatem są prawami pokrewnymi, a nie dziełami autorskimi. Zdarzenia sportowe (jak walka bokserska czy mecz piłkarski) nie mają indywidualnego charakteru autorskiego, będąc jedynie technicznym zapisem określonego zdarzenia. Spółka argumentowała, że definicja należności licencyjnych w Art. 12 ust. 3 UPO obejmuje wyłącznie wynagrodzenia za użytkowanie praw autorskich (do dzieła literackiego, artystycznego lub naukowego), a nie praw pokrewnych. Definicja należności licencyjnych w UPO obejmuje także wypłaty otrzymywane jako wynagrodzenie za nagranie przez radio lub telewizję występów sportowców lub artystów. Spółka twierdziła, że sformułowanie to oznacza zapłatę za czynność rejestracji dźwięku i obrazu, czyli za prawo do samodzielnego nagrania wydarzenia przez polską telewizję przy użyciu własnych kamer. Skoro spółka płaciła za gotowy materiał czy sygnał zarejestrowany przez niemieckiego kontrahenta, a nie za prawo do nagrania we własnym zakresie, wynagrodzenie to nie powinno być traktowane jako należność licencyjna. Skoro wynagrodzenie nie spełnia deifnicji należności licencyjnych z art. 12 UPO, powinno być opodatkowane jako dochód z działalności gospodarczej (art. 7 ust. 1 UPO), co w tym przypadku wykluczałoby opodatkowanie w Polsce. Minister Finansów w indywidualnej interpretacji uznał stanowisko spółki za nieprawidłowe i określił, że wynagrodzenie za prawa do transmisji należy zakwalifikować jako należności licencyjne, Minister argumentował, że literalne brzmienie art. 12 ust. 3 UPO, zaliczające do należności licencyjnych wynagrodzenie za nagranie przez radio lub telewizję występów sportowców, odnosi się do zapisu nagranego dżwięku i obrazu. Nagranie należy rozumieć jako gotowy zapis, a nie prawo do nagrania jako samodzielnej rejestracji. W konsekwencji spółka powinna potrącać podatek źródłowy. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę, tym samym utrzymując w mocy interpretację Ministra Finansów.[14]
Ochrona organizatorów wydarzeń
Organizatorzy mogą kontrolować dostęp, nagrania, wykorzystanie danych i sygnałów telewizyjnych na podstawie zawartych przez nie umów cywilnych i ... właśnie praw pokrewnych.
Prawa do transmisji należą najczęściej do organizatorów wydarzeń sportowych, takich jak międzynarodowe federacje, krajowe związki sportowe lub profesjonalne ligi. Organizacje te pełnią rolę właścicieli praw i negocjują umowy z nadawcami oraz firmami medialnymi, przyznając im prawo do transmitowania relacji na żywo, skrótów lub treści na żądanie. Nadawcy i organizacje sportowe generują przychody przez różne modele monetyzacji praw do transmisji, w tym reklamę, sponsoring, system pay-per-view oraz usługi subskrypcyjne.
Monetyzacja praw do transmisji podtrzymuje komercyjny ekosystem sportu i finansuje przyszłe wydarzenia. Dla większości organizacji sportowych sprzedaż praw do transmisji jest obecnie największym źródłem przychodów. Generuje środki potrzebne do finansowania dużych imprez sportowych, modernizacji stadionów oraz rozwoju sportu na poziomie lokalnym. Opłaty licencyjne, które nadawcy uzyskują ze sprzedaży ekskluzywnych nagrań innym mediom, pozwalają zainwestować w kosztowną infrastrukturę organizacyjną i techniczną niezbędną do transmisji wydarzeń sportowych milionom fanów na całym świecie.
Piractwo transmisji jest ogromnym problemem w środowisku cyfrowym. Postęp technologiczny, który daje szerokiej publiczności dostęp do transmisji na żywo, stworzył także nowe możliwości kradzieży sygnału. Transmisje sportowe na żywo są szczególnie narażone na nielegalne retransmisje w internecie. Mimo przewidzianej prawem ochrony, nielegalne transmisje i streaming wydarzeń sportowych rozwija się. Piractwo cyfrowe spowodowane jest coraz większą popularnością sportu, a także powszechną dostępnością taniej technologii umożliwiającej piracką retransmisję przy niewielkich nakładach pracy. Piractwo odbywa się głównie przez sieci peer-to-peer, a także streaming unicast. W pierwszym przypadku jakość rośnie wraz z liczbą użytkowników, zaś w drugim treść przechowywana jest na serwerze i wysyłana indywidualnie każdemu użytkownikowi. W tym przypadku jakość zależy od mocy serwera i prędkości Internetu. Podczas Mistrzostw Świata FIFA 2010 odnotowano ponad 18 000 przypadków pirackich transmisji.[15]
Bazy danych sportowych
Statystyki, wyniki i dane sportowe często podlegają prawu baz danych, co pozwala chronić ich strukturę lub nakład inwestycyjny. Bazy danych korzystają z ochrony prawa autorskiego tylko w sytuacji, gdy stanowią oryginalny wyraz swobody twórczości autora.[16]
Użyte w przepisie wyrażenie „bazy danych” powinno się interpretować zgodnie z regulacją art. 2 ust. 1 pkt 1 ustawy o ochronie baz danych oraz Dyrektywy o bazach danych (96/9/EC).[17] Zakres komentowanego przepisu obejmuje zarówno elektroniczne, jak i przygotowane w inny sposób bazy danych. Normatywną cechą baz jest nie tylko określony sposób uporządkowania. Wyróżnia je także nakład inwestycyjny poniesiony na ich przygotowanie. Przepis odnosi się wyraźnie nie do wszystkich, lecz tylko do tych baz danych, które posiadają cechy utworu (czyli indywidualny i twórczy charakter).
Żeby mówić o bazie danych, poszczególne elementy, które się na nią składają, powinny dać się od siebie oddzielić.[18] Ciekawy w tym kontekście wydaje się spór w sprawie Football Dataco Ltd & Ors przeciwko Sportradar GmbH & Anor toczący się w 2011 roku przed angielskim Sądem Apelacyjnym (Court of Appeal). Dotyczył on głównie naruszenia praw własności intelektualnej związanych z bazą danych na temat bieżących meczów piłki nożnej. Powodowie twierdzili, że są właścicielami praw autorskich w Wielkiej Brytanii oraz praw sui generis do baz danych w Wielkiej Brytanii (zwanymi prawami do bazy danych) dotyczących bazy danych o nazwie Football Live. Baza ta stanowi kompilację danych na temat trwających meczów piłki nożnej, w tym bramek, strzelców, kartek i zmian. Powodowie podkreślali, że zgromadzenie i weryfikacja tych danych wiązała się ze znacznymi inwestycjami, a kompilacja wymagała umiejętności, wysiłku, rozeznania i wkładu intelektualnego. Pozwani świadczyli usługi “Sport Live Data” (dostępne na stronie betradar.com), dostarczając wyniki na żywo, rezultaty i statystyki dotyczące piłki nożnej, w tym meczów w Wielkiej Brytanii, za pośrednictwem Internetu. Główny zarzut powodów polegał na tym, że pozwani pozyskiwali swoje dane, kopiując je z bazy Football Live, a nie przez niezależną kompilację. Jako dowód na kopiowanie wskazywano na “telltales”, czyli błędy lub podobne pomyłki, które czasami pojawiały się zarówno w Football Live, jak i w Sport Live Data.
W kontekście praw autorskich stawiano pytanie czy selekcja lub układ treści bazy danych stanowią własną intelektualną kreację autora, a w kontekście prawa do bazy danych - czy prawo chroni twórcę bazy danych przed wydobywaniem i ponownym wykorzystaniem, jeśli wykazano dokonanie znacznej inwestycji w pozyskanie, weryfikację lub prezentację treści. Sąd Apelacyjny wydał decyzję, która częściowo uwzględniła, a częściowo odrzuciła apelacje obu stron. W kwestii prawa autorskiego sąd odrzucił roszczenie uznając, że rzekomo skopiowane dane to “zwykłe dane”. Stwierdzono, że chociaż ich rejestrowanie może wymagać pewnych umiejętności, nie jest to umiejętność kreatywna. Sąd orzekł jednak na korzyść powodów w kwestii jurysdykcji w odniesieniu do roszczeń dotyczących prawa do bazy danych. Pozwani argumentowali, że sąd angielski nie ma jurysdykcji, ponieważ ich działania miały miejsce za granicą (w Niemczech, Austrii i Holandii). Powodowie twierdzili, że pozwani działali w zmowie, jako współsprawcy czynu niedozwolonego z firmami brytyjskimi (takimi jak Bet365) i brytyjskimi graczami. W ten sposób umożliwiali brytyjskim graczom dostęp do skopiowanych danych, a to stanowiło naruszenie. Sąd uznał, że w pozwie zarzucono wystarczające fakty, aby objąć roszczenie o współsprawstwo czynu niedozwolonego zarówno z Bet365, jak i z docelowymi brytyjskimi graczami. W konsekwencji Sąd odrzucił apelację pozwanych dotyczącą braku jurysdykcji w zakresie roszczeń o naruszenie prawa do bazy danych. Najważniejsza i najtrudniejsza kwestia prawna została przekazana do rozstrzygnięcia do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Problem dotyczył interpretacji tego, gdzie dochodzi do wydobycia i ponownego wykorzystania treści bazy danych, zwłaszcza w kontekście transmisji internetowej. Powodowie opowiadali się za teorią transmisji, zgodnie z którą naruszenie następuje nie tylko w miejscu, z którego dane są wysyłane, ale również w miejscu, w którym dane są odbierane przez użytkownika. Pozwani opowiadali się za teorią emisji, twierdząc, że akty transmisji mają miejsce tylko w miejscu, z którego dane pochodzą. Sąd Apelacyjny uznał, że jest to bardzo ważne i trudne pytanie, które nie jest oczywiście jasne i postanowił odnieść się w tej kwestii do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W związku z decyzją o skierowaniu pytania do TSUE, te aspekty roszczenia, które zarzucały pozwanym bezpośrednią odpowiedzialność za naruszenie prawa do bazy danych, zostały zawieszone.[19]
E-sport
Warto jedynie wspomnieć, że IP odgrywa kluczową rolę również w nowych obszarach, takich jak e-sport, który gromadzi już setki milionów odbiorców. O tym zagadnieniu pisaliśmy już w naszym wpisie i zachęcamy do zajrzenia TU 😊
Jak widać, sport to nie tylko rywalizacja na boisku, ale także na sali sądowej. Z pozoru proste pytanie „kto jest autorem?” potrafi zmienić się w maraton prawny godny najbardziej wyczerpujących zawodów. Analizy taktyczne, układy choreograficzne, bazy danych czy transmisje sportowe pokazują, że w sporcie twórczość ukrywa się tam, gdzie często najmniej jej szukamy, nie tylko tam gdzie grafika czy tekst rywalizują o uwagę widza. Jedno jest pewne – niezależnie od tego, czy mówimy o gorącej jodze, pilatesie czy transmisjach z wielkich imprez, prawa autorskie i prawa pokrewne pozostają równie nieodłącznym elementem świata sportu jak doping kibiców. A jeśli kiedykolwiek pojawią się wątpliwości, kto do czego ma prawo – warto pamiętać, że w tej dyscyplinie zawsze opłaca się sprawdzić powtórkę.

